Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : Rafal-Jakubowicz

Na Nowy Rok

izakow2

W Nowym Roku 2014 życzę wszystkim Czytelnikom i Czytelniczkom zdrowia, radości, zapału, otwartości, odwagi w myśleniu i ciekawych artystycznych inspiracji.


Już niebawem ukaże się na "Obiegu" moje podsumowanie roku 2013. Piszę w nim między innymi o problemach części instytucji artystycznych, m.in. o kryzysie w warszawskim CSW, zauważając, że plusem tej sytuacji jest budowanie strategii oporu pracowników instytucji oraz artystów, zrzeszanie się i zakładanie związków zawodowych, ale również zastanawianie się nad rolą instytucji w artystycznym sposobie produkcji oraz nad kwestią nierównego traktowania artystów.

 

Kończę więc życzenia na Nowy Rok wezwaniem z pracy Rafała Jakubowicza: Robotnicy sztuki - jednoczcie się!


Poznań how-how w Arsenale

izakow2

 

Oj, działo się w Poznaniu 13 stycznia! W „Arsenale” została otwarta wystawa Arbeitsdisziplin. Duch sztuki poznańskiej około 2012. Trudno jest mi w tej chwili ocenić tę wystawę, bo, jak to na wernisażach bywa, tłumy ludzi i wciąż napotykani znajomi uniemożliwiali skutecznie oglądanie sztuki. Napiszę więc jedynie o pierwszych wrażeniach.


Trzeba było nie lada sprytu, aby dostać się do środka galerii. Chyba zabrakło też nagłośnienia, bo przemowy na otwarciu słychać nie było (to jest właśnie ta słynna poznańska solidność!). A bardzo chciałam dowiedzieć się, jak kurator wystawy, Stach Szabłowski, tłumaczy tytuł ekspozycji.


Na stronie galerii można znaleźć taką oto informację:


"Czy istnieje duch sztuki poznańskiej? Duchy są w zasadzie niewidzialne, a ich realność poddawana w wątpliwość – zwłaszcza w kontekście lokalnych scen artystycznych. Tymczasem wystawa Arbeitdisziplin powstaje w przekonaniu, że taki duch objawia się – w Poznaniu i tylko tu. Trzeba bowiem podkreślić, że takie spirytystyczne rozważania możliwe są wyłącznie wobec Poznania. Wystawa opiera się na tezie, że miasto to jest obecnie jedynym w Polsce ośrodkiem lokalnym, w którym udało się wypracować – i kultywuje się – endemiczne i wyraziście osobne wartości artystyczne. Poznań jest jednym miastem w Polsce, w którym można mówić o środowisku lokalnym, nie ryzykując nazwania go prowincjonalnym. Wystawa Arbeitsdisziplin jest więc próbą uchwycenia ducha sztuki poznańskiej w jego ostatnim wcieleniu – ożywającego w praktykach artystycznych generacji twórców, którzy na nowo definiują specyfikę lokalnej sceny około roku 2012...


Tytuł wystawy zwraca uwagę na „dyscyplinę pracy” jako zasadniczy element paradygmatu tzw. szkoły poznańskiej. Nieprzypadkowo tytułu tego używamy w wersji niemieckiej. Nie przypadkowa jest również jego zbieżność z tytułem słynnej pracy Rafała Jakubowicza. Ikoniczny poznański artysta, należący do generacji poprzedzającej tę, która jest prezentowana na wystawie, uprzejmie pożyczył naszemu projektowi tytuł swojej realizacji. Uczynił to w 10 rocznicę powstania „Arbeitsdisziplin”, oraz kontrowersji wokół pokazania tej pracy w poznańskim Arsenale – prezentacji, do której, jak wiemy, nigdy nie doszło. Współczesne pokolenia poznańskich artystów przenosi uwagę z problematyki społecznej i politycznej – tak ważnej chociażby dla Jakubowicza - na o wiele trudniej uchwytne zagadnienia egzystencjalne, fenomeny subiektywnej percepcji rzeczywistości, wywrotowe potencjały wyobraźni oraz kwestie formalne. Tytułowa „dyscyplina formy” służy często do precyzyjnego określania tego, co nieokreślone i wymykającego się dyskursowi. Kierunek ten można w skrócie opisać tytułem niezwykle zdyscyplinowanego formalnie filmu Wojciecha Bąkowskiego, artysty emblematycznego dla współczesnej sceny poznańskiej: „Robienie nowych światów zamiast dać spokój”. Robione przez artystów „nowe światy” są niezwykle wciągające; symboliczna obecność Arbeitsdisziplin Jakubowicza, przypomina jednak, że istnieją one nie tylko same w sobie, lecz również w konkretnym politycznym, ekonomicznym i instytucjonalnym kontekście."


Warto podkreślić, że kurator użył tego tytułu za zgodą Rafała Jakubowicza, w jakiś sposób wciągając go w ten projekt. Tyle tylko, że miałoby to sens, gdyby artyści biorący udział w wystawie w jakiś sposób odnosili się do sprawy Jakubowicza, kwestii cenzury, uwikłania instytucyjnego sztuki czy krytyki wielkich korporacji. Tymczasem niczego takiego na tej wystawie nie odnajdziemy. Tym samym przejęcie tego tytułu, może wiązać się w gruncie rzeczy z rozbrojeniem i unieszkodliwieniem całej historii wiążącej się z pracą Jakubowicza. Może niektórzy o tej pracy już nie pamiętają, zaś tytuł kojarzyć będą od teraz jedynie z „endemiczną”, jak chce Szabłowski, sztuką pokazaną na wystawie w Arsenale?


Na wszelki wypadek pozwolę sobie pracę Jakubowicza przypomnieć:


 

Wystawa nie jest ani o duchach, ani o dyscyplinie pracy, ani o cenzurze, ani o sztuce krytycznej (którą reprezentuje Jakubowicz) i oczywiście nikt nie ma obowiązku podejmowania tych problemów, ale tytuł na nie właśnie kieruje. A więc tytuł sobie, a wystawa sobie. Zaś „duch sztuki poznańskiej” został tu dość mocno zredukowany do kręgu artystów galerii Stereo przyprawionych szczyptą Galerii Pies. W wystawie biorą udział: Ewa Axelrad, Wojciech Bąkowski, Piotr Bosacki, Galeria Pies, Galeria Niewielka, Gizela Mickiewicz, Tomasz Mróz, Zofia Nierodzińska, Franciszek Orłowski, Mateusz Sadowski, Łukasz Sosiński, Magdalena Starska, Radek Szlaga, Piotr Żyliński.


 

Znalazło się tu trochę zadziornego penerstwa i zwyczajnej poznańskiej gymyli (wyjaśniam nie-Poznaniakom, że chodzi o śmietnik). Jakoś o "wciągających światach" trudno tu mówić, powiewa bowiem nieco nudą.


 

Można mieć też wrażenie, że to wszystko (w gruncie rzeczy wielu z tych artystów osobiście cenię) zostało dość ugrzecznione i brakuje wystawie jaj (z małym wyjątkiem, o czym zaraz). Wystawa jest świetnie zaaranżowana, choć raczej sprawia wrażenie dobrej wystawy złych prac. Choć na szczęście nie wszystkie są złe. Zdecydowanie najlepszy jest Tomasz Mróz, natomiast pomieszczenie dla krasnali, obok którego znajduje się jeszcze mniejsze – dla krasnoludków, jest wyjątkowo udane, choć niektórzy wchodząc do niego, zaliczają spektakularne upadki. Tu jaj nie za brakło, a nawet pojawił się całkiem długaśny penis.




 

Ale skoro o krasnalach mowa, to jeszcze ktoś zdominował wczorajsze otwarcie. A mianowicie grupa The Krasnals, która zdecydowanie wygrała walkę o przestrzeń, wciąż przenosząc się ze swoimi transparentami, chorągiewkami i przyciągając uwagę gawiedzi.


 

Właściwie to nie wiem, czy byli oni na wystawie nieproszonymi intruzami, czy też ściągnął ich ktoś z uczestników wystawy. Nie ma to większego znaczenia. Ciekawe jest natomiast to, że w ich projekcie doszło do swoistej korespondencji z pracą Jakubowicza. Krasnale mieli na transparentach wypisane hasła, które w większości w sposób krytyczny odnosiły się do polityki Poznania, a przecież to galeria miejska w cichym porozumieniu z urzędnikami miasta, za sprawą przerażonych szefów koncernu Volkswagen ocenzurowała pracę Arbeitsdisziplin. Była to również pierwsza cenzura korporacyjna. Artysta zaś krytykował w swojej pracy między innymi neoliberalizm. W tym przypadku neoliberalizm, który zdominował politykę Poznania, stał się przedmiotem krytyki, ale grupy The Krasnals. Wykorzystano tu w większości hasła głoszone przez anarchistów oraz innych krytyków oficjalnej polityki miasta, choćby takie jak „Poznań to nie firma”. Nie zbrakło jednak tez typowego krasnalowego absurdu. Moim ulubionym hasłem jest „Poznań – how how”, co jest przeróbką dziwacznego oficjalnego sloganu reklamowego miasta: „Poznań – know how”.


 

Zastanawiam się, co się stało, że tym razem Krasnale wystąpili z krytyka lewicową, przedstawili swoją wersję krytyki politycznej. Raczej po wystawie o sztuce gniewu w Toruniu, myślałam, że ulokowali się już na dobre po prawej stronie sceny artystycznej.


 

Na marginesie muszę jeszcze sprostować jedno z haseł The Krasnals: „Poznań stawia na sport”. To kompletna bzdura! Poznań stawia bowiem wyłącznie na piłkę nożną (owszem, w innym haśle było też coś o stadionach). Miasto nie jest w ogóle zainteresowane innymi sportami oraz osiągnięciami swoich zawodników. Na przykład, kiedy w ubiegłym roku odbywały się w Niemczech Mistrzostwa Świata w żeglarstwie w klasie Cadet, z Poznania zakwalifikowały się dwie załogi, które zresztą ulokowały się w Mistrzostwach w ścisłych czołówce. Załoga żeńska zajęła zresztą pierwsze miejsce wśród załóg kobiecych, a męska – wśród młodzików. Miasto nie było zainteresowane, aby dołożyć do tego wyjazdu, choćby złotówkę. To tylko przykład, których na pewno znalazłoby się dużo więcej we wszystkich innych dyscyplinach sportowych poza piłką nożną. Ale po co promować zawodników, którzy mają osiągnięcia, jeśli wszystkie pieniądze władowało się w stadion i piłkę nożną, nawet, jeśli tutaj osiągnięciami pochwalić się nie można. Tak działa Poznań – how how.



Jakubowicz ocenzurowany, albo czy artysta ma prawo do własnej skrzynki?

izakow2

Tydzień temu zadzwonił do mnie Rafał Jakubowicz informując o tym, że jego wystawa pt. „Miejsce” w Galerii Wejście CSW Zamek Ujazdowski została odwołana. Otwarcie planowane było na 9 maja. Rafał oraz kuratorka wystawy Ewa Mikina rozesłali do zaprzyjaźnionych osób, również do Indeksu 73, dokumentację dotyczącą tej sprawy. Cała relacja tutaj


Przez dłuższy czas nie mogłam złapać, o co w ogóle chodziło. Dlaczego z pozoru niewinna wystawa dotycząca galerii Foksal, wzbudziła takie kontrowersje?


No więc po kolei:


Projekt Jakubowicza zakładał powiększenie jego skrzynki znajdującej się w Archiwum Galerii Foksal, do rozmiarów galerii. Zbudowany miał być obiekt, do którego można byłoby wejść, jak do galerii. Projektowi towarzyszyć miały plakaty i zaproszenia przypominające druki „foksalowe”, ale informujące o wystawie w CSW.


 

Dyrektor CSW Wojciech Krukowski projekt zaakceptował, jednak 1 kwietnia, kiedy Rafał jechał już do Warszawy na montaż, dowiedział się od Ewy Mikiny, ze wystawa została odwołana. Nie był to jednak prima-aprilisowy żart.


Krukowski, jako uzasadnienie przedstawił pismo dawnego dyrektora Galerii Foksal, Wiesława Borowskiego, który pisał: „Stwierdzam, że niedopuszczalna jest każda próba wykorzystywania ideowej i fizycznej postaci Archiwum Galerii Foksal lub jego elementów do samodzielnych, ‘autorskich’ prezentacji publicznych, i stanowiła by naruszenie praw autorskich”. Wskazał również, że pudła te są integralnym elementem Archiwum Foksalu, a ich autorami są Wiesław Borowski i  Krzysztof Wodiczko.


Wątpliwości dotyczące ewentualnego naruszania praw autorskich (Borowskiego, Wodiczki i ew. Gostomskiego, który był autorem foksalowych plakatów), wyjaśniał Jakubowicz już wcześniej, w liście do Katarzyny Krysiak, obecnej dyrektorki Foksalu.


Artysta wskazał, że ta praca ma być formą interpretacji historii Galerii Foksal (przeskalowanie skrzynek jest też odwołaniem do „Wielkiego Cambriolage” Kantora (1971), który miał miejsce właśnie w tej galerii).


 

Jakubowicz chciał, jak sądzę, pokazać jak prywatna historia (jego jako artysty, który wystawiał w galerii Foksal) przecina się z historią miejsca oraz, jaka jest wzajemna relacja pomiędzy nimi. Jego wystawa miała być więc rodzajem „przepisania historii”. Dlatego pojawiły się elementy odwołujące się do konkretnych elementów oraz dzieł z historii galerii, ale jednocześnie nie były tymi samymi elementami, nawet nie były ich kopiami. Skrzynka miała być wykonana z innych materiałów, miała mieć też inne wymiary. Zresztą wiadomo było, że tym miejscem jest Galeria Foksal (i zarazem fragment jej Archiwum), artysta otwarcie się do tego odwołał. Oskarżenia o plagiat wydają się więc nieco absurdalne.


To miał być dialog, interpretacja. Słusznie Jakubowicz zauważył, że, gdyby w ten sam sposób prawa autorskie stosować do ogółu dzieł, wtedy z rozwojem sztuki byłoby kiepsko. „Sztuka rodzi się ze sztuki” – dowodził Ernst Gombrich. Artyści często odwołują się do innych dzieł, przetwarzają je, interpretują, żeby wspomnieć choćby najbardziej znaną Olimpię Maneta (która sama w sobie jest przetworzeniem Wenus z Urbino Tycjana) i jej wielokrotne przetworzenia, a wręcz problem powtórzeń, o którym tu wielokrotnie na blogu pisałam. 


Czy Warhol pytał o zgodę producentów zupy Campbell, czy Kuśmirowski uwzględniał prawa autorskie projektanta wagonu towarowego PKP – pyta Jakubowicz? O pracach Zbigniewa Libery, prowadzących dialog z kulturą wizualną, może lepiej już nie wspominać.


Nie chce mi się wierzyć, żeby Wiesław Borowski czy Wojciech Krukowski, nie znali tych zasad. Naruszenie praw autorskich zawsze kojarzy się źle, więc znaleźli argument dość mocny, żeby doprowadzić do odwołania wystawy, która z jakichś względów wydała im się nieodpowiednia, niewygodna, zagrażająca.


Tylko oczywiście, wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie, o co tak naprawdę chodziło. Czemu wystawa Jakubowicza mogłaby zagrażać?


 

Rafał Jakubowicz chciał między innymi sproblematyzować pojęcie Archiwum. Powiększenie do takiej skali własnej skrzynki z foksalowego Archiwum, może prowokować do pytań o znaczenie historii dla tego miejsca, a może wręcz o przerost historii nad rzeczywistością. Co liczy się bardziej – zaklęta w archiwach historia występujących tu artystów i ich prac czy realizacje aktualne? A także, na ile ta historia rzutuje na współczesność, jaki ma wpływ na aktualnie odbywające się w tym miejscu wystawy?


Pracę Jakubowicza można powiązać z szerszym nurtem w sztuce współczesnej dokonującym swoistych dehistoryzacji, pytającym o to, jak historia jest konstruowana, jak jest wykorzystywana ideologicznie, a także, w jaki sposób w jej obszar wkrada się fikcja. Te problemy pojawiają się również w większości prac Jakubowicza.


Chodzi też o to, by postawić pytania, kto używa historii, kto i w jaki sposób ją wykorzystuje, kto próbuje nadać jej kształt, a więc kto i w jaki sposób nią zarządza. Z tym również wiąże się pytanie, kto ma do niej dostęp. Kto ma dostęp do archiwów, teczek i... skrzynek? I w jaki sposób prywatne historie, które tam się pojawiają są zawłaszczane, ideologizowane, wykorzystywane, przerabiane według aktualnych potrzeb władzy. Te kwestie pokazały dyskusje wokół teczek oraz IPN-u. Dziwnym trafem, problem skrzynek z Galerii Foksal zaczyna się z tym wszystkim kojarzyć.


„Historia to dyskurs władzy – przekonywał Michel Foucault w jednym z paryskich wykładów – dyskurs zobowiązań, poprzez które władza podporządkowuje, to również dyskurs blasku, jakim władza fascynuje, przeraża, unieruchamia”.


Czy „Miejsce” Rafała Jakubowicza mogło odebrać Galerii Foksal jej blask? Trudno to stwierdzić. Na pewno byłaby ta praca próbą rozmrożenia historii tego miejsca i niewątpliwie przepisania na nowo jej fragmentu. Ale przecież ten fragment też pozornie wydaje się całkiem niewinny. To jedynie skrzynka samego artysty.


Kluczowe wydaje mi się zdanie z listu Jakubowicza do Katarzyny Krysiak: „Czy uważasz, że artysta nie ma prawa do swojej skrzynki? Do podjęcia z nią gry?”


Może chodzi więc o to, że artysta chciał przedstawić po prostu własną interpretację – interpretację, która mogła odbiegać od dominującej wersji historii Galerii Foksal? Okazało się, że występujący w Galerii artyści nie mają jednak do tej historii prawa!


Na historię bardzo często kładzie się coś w rodzaju szlabanu, próbując nadać się jej kształt zamkniętego, zamrożonego dyskursu, z góry danej wykładni, w której nie powinno się niczego zmieniać. Ci, którzy nie dopuszczają do rozmów o historii, zdają się mówić: „Tylko my mamy jedyną słuszną wersję! Tylko my, mamy do niej prawo!”. Jednak na szczęście historia nigdy do końca nie daje się ujarzmić.


Cóż, komentarzy tego rodzaju nie byłoby, gdyby nie odwołana wystawa...

 

P.S. na ten temat pisałam więcej w "Zeszytach Artystycznych": http://za.uap.edu.pl/wp-content/uploads/2012/02/Zeszyty-Artystyczne-21.pdf

Druty kolczaste jako element estetyczny?

izakow2


Mamy w Poznaniu intensywny tydzień pod znakiem seminariów prowadzonych przez Zbyszka Liberę. Odbywają się w Instytucie Historii, artysta mówi o tym, jak sztuka może uczyć myślenia (m.in. o historii).



Było burzliwie, kiedy Zbyszek omawiał "Lego. Obóz Koncentracyjny". Odsyłam do swojego wcześniejszego wpisu o "Lego". Wyszło na to, że ta praca wciąż coś ludziom robi. "Po co się tym zajmować?, Dość już tego tematu! Polska przez takie prace będzie wciąż postrzegana w kontekście Holokaustu" - takie opinie wypowiadali młodzi ludzie.



A ja się ostatnio zastanawiam nad czymś innym. Prace, takie jak "Lego" w zasadzie nie mówią o Holokauście, mówią raczej o kulturze po Holokauście. I są odpowiedzią na wyzwanie, z którym chyba dość ciężko sobie poradzić, a mianowicie, nie tyle jak żyć w kulturze po Holokauście, ale jak żyć w kulturze, w kórej Holokaust jest jednym z elementów (symboli, odniesień, tematów trawestowanych w filmach fabularnych, literaturze, ale też w kulturze popularnej, np. w reklamach).



Eleonora Jedlińska napisała w swojej książce o sztuce po Holokauście, że tory kolejowe nigdy nie będa już tylko znaczyły tory kolejowe. To samo wagony towarowe, baraki obozowe, druty kolczaste.



No i własnie o te druty kolczaste mi chodzi. Natknęłam się ostatnio w domu na pocztówkę reklamówkę, którą kiedyś tam znalazłam.



Wyglada to tak:





Skojarzenie jest chyba dość jednoznaczne. Zabawiłam się jeszcze z tą pocztówką odcinając napis. W tym momencie znaczący staje się sam kolor niebieski. Proszę zobaczyć:





Dziwne, prawda? Niewiadomo, czy zamierzone czy nie (sądzę, że nie), ale skojarzenia wywołuje.



Podobnie było z pracą Jakubowicza "Arbeitsdisziplin", gdzie skojarzenia z obozem były wywołane między innymi przez fragment drutów kolczastych znajdujących się na pierwszym planie:





 

Żeby było ciekawiej, firma Volkswagen krótko po aferze związanej z tą pracą, wspomniane druty okalające fabrykę w Antoninku pod Poznaniem zlikwidowała.



Artystka, Elżbieta Janicka kupiła jakiś czas temu pocztówki w sklepie z pamiątkami w Brzezince, lub Oświęcimiu. Przedstawiają "ładne widoki" z Oświęcimia:







I nie są to żadne stare pocztówki, ale wyprodukowane w latach 90. XX wieku (wydawnictwo BE-PE, fot. L. Piotrowski, S. Momot). Tu z kolei druty kolczaste stają się elementem estetycznym, dynamizującym przedstawienie. Mnie takie produkty prowokują do pytań o naszą fascynację złem, tym, co groźne, potworne, niebezpieczne (ale to już temat na osobne omówienie).



Wracając do tematu, czy chcemy tego, czy nie Holokaust stał się elementem naszej zbiorowej wyobraźni, stał się kulturowym symbolem. Pamiętam kiedyś kolekcję mody, która stylizowana była na obozowe pasiaki. Itp. Itd.
No więc to jest pytanie, jak radzić sobie z kulturą, której jednym z elementów jest Zagłada.

"Precz z żydowską sztuką"

izakow2

Dostałam dzisiaj najnowszy numer „Arteonu”. Ciekawy. Zwłaszcza teksty o Kassel Justyny Balisz i Justyny Ryczek. Zazdroszczę tej szybkości relacjonowania. Ja wciąż piszę, a w zasadzie to wciąż jeszcze trawię to, co tam widziałam. Justyna Balisz pisze też o Cindy Sherman, przywołując teorie Butler. Ciekawe teksty o cenzurze - Kuby Dąbrowskiego i Piotra Bernatowicza (ten ostatni przywołuje zapomniany już niemal przeze mnie mój drugi blog 'sztuka na cenzurowanym'). Sztuka wciąż jest zohydzana i wciąż atakowana (ale do tego problemu jeszcze wrócę).

Ostatnie strony „Arteonu” to jak zwykle katalog wystawy w łódzkim „Atlasie Sztuki”. Tym razem będzie Rafał Jakubowicz (otwarcie 7 września). W związku z tym, że interesuję się ostatnio historią w sztuce, Rafał poprosił mnie o napisanie tekstu do katalogu.

Chciałam tu przywołać fragment tekstu o raczej mniej znanej pracy Rafała, a mianowicie o „Transparencie” (2006). Ta praca była prezentowana w ramach wystawy „Ulica Próżna” (09.2006) odwołującej się do problemu pamięci warszawskiego getta.


 

„Transparent” z napisem „Precz z żydowską sztuką” został ustawiony na klatce schodowej kamienicy, gdzie odbywała się prezentacja. Było to powtórzenie transparentu niesionego podczas warszawskiej manifestacji z dwudziestolecia międzywojennego, z której zachowało się dokumentalne zdjęcie.



 

Warto wskazać w odniesieniu do tej pracy na problem źródeł historycznych – jak używamy ich do rekonstruowania historii oraz, na jakie źródła zwracamy uwagę, a jakie pomijamy. Ewa Domańska w książce „Historie niekonwencjonalne” wskazuje na krytykę pojęcia „źródła historycznego”, pojęcia, które jest reliktem pozytywizmu i które sugeruje między innymi „możliwość dotarcia do ‘faktów bazowych’, w których na odkrycie czeka prawda historyczna”. Ale w związku z podważeniem tradycyjnego myślenia o źródłach, pozostaje nam pytanie, jak określić i jak badać pozostałości po przeszłości. Domańska proponuje „ślad (przeszłości)” – pojęcie, które zwraca m.in. uwagę na ambiwalentny status przeszłości jako takiej (jej „śladową” obecność). To właśnie takimi „śladami” przeszłości zajmuje się w swej sztuce Jakubowicz, starając się je wytropić, podążać za nimi w poszukiwaniu ich znaczeń. Ale wskazuje on nie tylko na to, co ślady znaczą, ale też na to, jak gubią swoje znaczenia. Bo ślad oznacza również brak tego, po czym pozostał. Ewa Domańska pisząc o ciałach zaginionych osób w czasie „brudnej wojny” w Argentynie (1976-1983), wskazuje na kategorię „non-absent past” – „przeszłości, której nieobecność się manifestuje”. „Skupiając się na niej, unikamy pragnienia uobecnienia przeszłości, jej re-prezentacji, a zwracamy się ku przeszłości, która w jakiś sposób jest ciągle obecna, nie chce odejść czy raczej nie można się jej pozbyć”. Mimo zgoła odmiennej tematyki, którą podejmuje Jakubowicz, ale zarazem też tematyki traumatycznej, można powiedzieć, że udaje mu się ukazać właśnie tę „przeszłość, której nieobecność się manifestuje”. Artysta zbliża się w ten sposób w swej artystycznej metodzie do dekonstrukcji, która zadaje pytania o nieobecność, o brak, to, co niewypowiedziane, przemilczane czy zapomniane. Również widz, w przypadku prac Jakubowicza wprowadzany jest w taki stan zagubienia, podążania za śladami i gubienia tropów (nasuwa się tu wręcz skojarzenie z tropieniem zwierzyny).

W przypadku transparentu „Precz z żydowską sztuką” trop urywa się bardzo szybko, wiemy jedynie, że zdjęcie tego transparentu pochodzi z okresu dwudziestolecia międzywojennego, ale nie wiemy, w którym roku odbywała się przedstawiona manifestacja i czego dokładnie dotyczyła. Nasza znajomość faktów historycznych każe nam skojarzyć tę fotografię z manifestacją endeków, która prawdopodobnie odbywała się w Warszawie. Jednak pozostajemy w sferze domysłów. Możemy się też domyślać, jaką sztukę mieli na myśli twórcy tego transparentu – zapewne twórczość awangardową – a więc tę, której niemiecki odpowiednik został określony przez nazistów jako „sztuka zdegenerowana”.



 

Fotografia transparentu „Precz z żydowską sztuką” była wyświetlana na ścianie klatki schodowej obok stojącego transparentu. Artysta pokazał w ten sposób, że istnieje ciągłość pomiędzy przedwojennymi i współczesnymi atakami na sztukę i, co więcej, że polski endecki antysemityzm używał podobnej retoryki, jak niemiecki narodowy socjalizm, że obiekty nienawiści obu ideologii (Żydzi, sztuka awangardowa, komuniści itp.) były tożsame. Zaś współczesne ataki na sztukę ujawniają operowanie tymi samymi metaforami, których używali ideolodzy III Rzeszy w odniesieniu do „sztuki zdegenerowanej” (sztuka jako choroba, artyści jako zwyrodnialcy, postulaty leczenia artystów itp.). Sztuka widziana jest jako coś niebezpiecznego, zagraża władzy, zmusza do myślenia, toteż wciąż podlega jawnym i niejawnym aktom cenzury, spotyka się z atakami i próbami ograniczenia jej dostępu dla szerszej publiczności.

Ale czy zostały z tego wyciągnięte jakiekolwiek wnioski? Czy w kraju, w którym obecnie stawia się pomniki Dmowskiemu jest miejsce na refleksję o historii polskiego antysemityzmu, czy nie jest raczej tak, że obecnie „antysemityzm” jest wciąż tym, co przemilczane, niewypowiedziane, zamiecione pod dywan?

Problemy, które nurtują artystę związane są przede wszystkim z tym, co ma miejsce obecnie. Interesuje go współczesność, zdaje się on zastanawiać, dlaczego mało kto dostrzega grozę współczesnych ataków na sztukę, dlaczego cechuje nas obojętność wobec współczesnej „mowy nienawiści”, dlaczego nie dostrzegamy mrocznych odniesień. Jak to się dzieje, że mimo, iż Holocaust stał się tak ważnym, symbolicznym wydarzeniem z przeszłości, że mówimy o nim niemal wyłącznie podniosłym tonem, nie analizujemy prowadzących do niego mechanizmów, nie staramy się ustrzec przed tym wszystkim, co do Zagłady może prowadzić? Możliwe, że dzieje się tak dlatego, że traktujemy Holocaust jako wydarzenie jedyne i niepowtarzalne, tkwiąc w dobrym samopoczuciu, że nas to nie dotyczy. Przecież potępiamy sprawców i współczujemy ofiarom – i traktujemy to jako usprawiedliwienie i zwolnienie od myślenia...

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci