Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : przetworzenia

Biennale: żywe obiekty i powtórzenia

izakow2

 

W ostatnim wpisie wspomniałam o zauważalnej na Biennale w Wenecji tendencji tworzenia żywych obiektów sztuki. Tak nazwać można bowiem prace nagrodzonego Złotym Lwem Tino Sehgala. Ale te obiekty pojawiają się też w innych pracach: choćby w instalacjach Maryi Kazoun w Pawilonie Weneckim i na wystawie „Glasstress”, gdzie ubrane w szmaciane kombinezony osoby wykonują powolne ruchy, wijąc się na podłodze.  

 

 

 

Żywe obiekty odnaleźć można również w kilku pracach głównej wystawy „Il Palazzo Enciclopedico”, a także w pawilonie włoskim. Spotkać je można też na wystawie prezentującej nagrodzonych artystów młodej generacji  „Future Generation Art. Prize@Venice 2013” przygotowanej przez Pinchuk Art Centre. Na marginesie warto dodać, że prezentowana jest tu między innymi znakomita praca Agnieszki Polskiej „My Favourite Things”. Z kolei prace Yana Xinga, Marwy Arsanios i Evy Kotatkovej stworzone są właśnie jako żywe obiekty – u Xinga ukazane są homoerotyczne relacje między występującymi mężczyznami, u Arsanios kobieta czyta nieustannie książkę, a u Kotatkovej – postać kobiety ukryta za białymi ekranami wykonuje jakieś polecenia, odgrywając sytuację upokorzenia.


Szczególnie ta ostatnia praca skojarzyła mi się z książką José Carlosa Somozy pt. „Klara i półmrok”, o której opowiedziała mi kiedyś Izabella Gustowska i która również ją zainspirowała do stworzenia pracy-spektaklu „She-Ona. Media Story”, gdzie zresztą też pojawiły się żywe obiekty – kobiety w czerwieni.


Powieść Somozy opowiada o świecie sztuki, w którym panuje kierunek zwany hiperdramatyzmem, polegający na tym, że żywi ludzie stają się dziełami sztuki. Muszą oni wyrzec się zupełnie swojej podmiotowości i na czas trwania kontraktu, przemieniają się w „żywe płótna”, które zdobią galerie i domy najbogatszych kolekcjonerów. Niekiedy biorą udział w pełnych przemocy i seksu, nielegalnych „art-szokach”. Sam hiperdramatyzm staje się, przede wszystkim, bardzo intratnym interesem. Ta powieść dotyka między innymi kwestii władzy rynku sztuki. Prowokuje do pytań, czy faktycznie wszystko może stać się dziełem sztuki, jeśli tylko znajdą się tacy, którzy będą chcieli za to zapłacić? Czy chodzi jeszcze w ogóle o sztukę czy jedynie o władzę pieniądza? Czy w tej neoliberalnej rzeczywistości liczy się jeszcze jakakolwiek etyka, jeśli ludzie dobrowolnie stają się niewolnikami?


Te pytania wydają się niezwykle aktualne w kontekście imprez tego pokroju, co Weneckie Biennale, zaś pojawiające się na tej wystawie żywe obiekty każą zadać pytanie, czy wymyślony przez Somozę hiperdramatyzm pozostaje wciąż tylko fikcją czy nie jest bowiem tak, że owe żywe obiekty też wyrzekają się swojej podmiotowości? Dlatego zresztą w odniesieniu do wszystkich wspomnianych tu prac używanie określenia performance wydaje się błędem, gdyż w tym nurcie podstawowym medium przekazu było zawsze ciało samego artysty. Tutaj mamy do czynienia z ciałami wynajętych aktorów, których emocje i odczucia wydają się całkowicie nieistotne.

 


W tym kontekście warto wspomnieć też pracę prezentowaną w Pawilonie Rumuńskim autorstwa Alexandry Piricci i Manuela Pelmusa. Tu grupka osób odtwarza rozmaite dzieła, które prezentowane były na poprzednich biennale. To działanie można więc nazwać re-enactmentem artystycznym, wciąż jednak występujące osoby pozostają żywymi obiektami.

 


Od re-enactmentu już krok do powtórzeń i rekonstrukcji, które wciąż są popularną strategią w sztuce współczesnej. Okazuje się, że stają się też strategią kuratorską. Niezwykłej rzeczy podjął się Germano Celant odtwarzając wystawę When Attitudes Become Form Haralda Szeemana  z 1969 roku, która miała miejsce w Bernie. Ekspozycja prezentowana jest w pałacu należącym do Fundacji Prady. Wystawę z Brna ukazującą prace takich artystów jak Joseph Beuys, Mario Merz, Walter de Maria, Richard Serra, Eva Hesse czy Lawrence Weiner przeniesiono do weneckiego pałacu w skali 1:1 i choć nie udało się zgromadzić wszystkich obiektów (nieistniejące zastąpiono dokumentacjami), to i tak ekspozycja daje wgląd w zupełnie inną rzeczywistość lat 60. – sztuki spod znaku konceptualizmu, land artu, arte povera. Wystawa jest zgrzebna, prosta, surowa, może wręcz smutna, oddaje znakomicie ucieczkę tamtej sztuki od jakiejkolwiek wyrazowości i estetyki. Co ważniejsze prezentowani artyści próbowali uciec przede wszystkim od galerii, od kontekstu instytucjonalnego i od komercjalizacji, krytykowali bowiem to, że sztuka staje się coraz bardziej towarem, że instytucjonalizacja ją przytłacza, zaś idee stają się nieistotne. Wydaje się, że zarówno wystawa w Bernie, jak i tym bardziej wystawa Fundacji Prady pokazuje, że możliwości tej ucieczki nie ma, że wszystko podlega instytucjonalizacji i umuzealnieniu.

 

Bo jak mówił Andy Warhol: sztuka to biznes, a wielka sztuka to wielki biznes. I tak naprawdę to zdanie najbardziej pasuje do tego, co dzieje się w Wenecji podczas Biennale.

O pochwale sztuki pirackiej i pracy Oli Ska

izakow2

 

W dyskusjach na temat wolnej kultury pojawiają się postulaty, aby nie używać określenia piractwo w odniesieniu do sfery komunikacji kulturowej.  Tak mówi np. Jarosław Lipszyc w kontekście sprawy portalu Chomikuj.pl i w tym przypadku te postulaty mają wymiar strategiczny.

 

Ja natomiast mam całkowicie odmienny postulat, aby o sztuce dokonującej przetworzeń (zarówno tworzonej przez sieciowych anonimów, jak i uznanych artystów), mówić właśnie jako o sztuce pirackiej, aby przewartościować to określenie, zmienić jego negatywny wydźwięk, tak jak kiedyś stało się to z pojęciem queer. Mówiłam o tym na konferencji na UAP-ie "Czy wszystko już było?", a poniżej zamieszczam fragment mojego wystąpienia.

 

Przetworzenia, zawłaszczenia, remiksowanie i samplowanie kultury, sztuka kowerów, recykling kulturowy, brikolaż, plagiaryzm, postprodukcja – już mnogość określeń dotyczących zjawiska, o którym mowa może przyprawić o zawrót głowy. I choć w języku angielskim używa się najczęściej terminu appropration art, to jego polskie odpowiedniki: sztuka zawłaszczania czy sztuka apropriacji, nie brzmią dobrze, dlatego też, podkreślając wywrotowy charakter tego rodzaju działań, chcę zaproponować właśnie termin sztuka piracka.

 

Pierwotne znaczenie pojęcia pirat odnosi się do osoby, która przy użyciu statku lub łodzi dokonuje rabunku innego statku. Piraci dokonywali najczęściej abordażu, a więc walki mającej na celu wejście na pokład obcego statku w celu jego zatopienia, a częściej opanowania i przejęcia. Legendarni piraci owiani są wieloma romantycznymi legendami, w czym utwierdza nas kultura popularna i jej superprodukcje takie jak "Piraci z Karaibów".

 

W przenośni termin ten stosowany jest najczęściej wobec osób kopiujących i sprzedających nielegalnie nośniki z utworami artystycznymi, szczególnie z muzyką. Piratami nazywa się zarówno osoby, które czerpią zyski finansowe z tego procederu, jak i te, które ściągają nielegalnie pliki wyłącznie na własny użytek. Pojęciem tym określa się również kierowców drastycznie łamiących przepisy ruchu drogowego, jednak to znaczenie jest najmniej adekwatne w odniesieniu do sztuki, choć można powiedzieć, że artyści używający pirackich praktyk również nie respektują zasad obowiązujących w świecie sztuki, zaś łamiąc je wyprzedzają innych – poruszających się zgodnie z przepisami i dzięki przywłaszczeniom budując własną karierę (mistrzem tej praktyki jest Maurizio Cattelan, choć również na jego dziełach dokonywany jest abordaż).

 

Piractwo wydaje mi się szczególnie atrakcyjnym terminem ze względu na ambiwalencję tego pojęcia. Bo z jednej strony kojarzone jest z rabunkiem, kradzieżą, łamaniem obowiązujących przepisów, ale z drugiej – przywołuje romantyczną aurę dawnych piratów, może kojarzyć się z wolnością, co zostało wydobyte w kontekście protestów ruchu Anonymous przeciwko porozumieniom ACTA, ze wskazaniem na problematyczność obowiązujących praw autorskich, które, jak wskazują niektórzy, hamują rozwój kultury (Lessing), i w konsekwencji – kojarzy się z walką o dostęp do wolnej kultury, co, nawiasem mówiąc, jest jednym z postulatów międzynarodowej Partii Piratów.

 

Można powiedzieć, że w sposób piracki tworzona jest także część kultury, w tym – kultura Internetu i opisywane przeze mnie wczoraj przykłady artystycznych memów (i postmemów ;). Ambiwalencja piractwa wiąże się również z tym, że większość z nas deklaruje potępienie praktyk pirackich, jednak – czy ktokolwiek mógłby powiedzieć, że ani razu nie był piratem? Podobne sprzeczności wiążą się ze sztuką – większość z nas obstaje przy tradycyjnych postulatach oryginalności, nowości, innowacji, ale z drugiej strony powtarzamy teorie o śmierci autora, o tym, że wszystko już było, a przy okazji doskonale bawimy się przy pirackiej sztuce, rozsyłamy zabawne memy przetwarzające dawne obrazy, a niektórzy – jako artyści – sami dokonują pirackich napaści na dawne dzieła.

 

Takiego abordażu dokonała Aleksandra Ska na pracy Brâncuşiego "Niekończąca się kolumna" z 1920 roku, wystawiając niecały tydzień temu pracę pt. "Obiekt w posiadaniu" (tytuł w tym kontekście jest niezwykle znaczący). 

 

 

Modele kolumny zaprojektowanej do Targu Jiu w Rumunii znajdują się w zrekonstruowanej pracowni Brâncuşiego przy Centrum Pompidou w Paryżu. Całość prezentowana jest za grubą pancerną szybą, a więc kolumny oddzielone są od widzów, niedostępne i niedotykalne.

 

 

Praca Ski, choć jest dokładnym powtórzeniem modeli "Niekończącej się kolumny", wykonana jest z pianki z pamięcią kształtu, jakiej używa się do wyrobu wysokiej jakości materacy.

 

 

Prowokuje ona do dotyku, ugniatania, ściskania, przytulania się. A więc, choć wygląda tak samo, praca zmienia całkowicie percepcję widzów, akcentując zaniedbany zmysł dotyku i pozwalając na fizyczne wzięcie w posiadanie…

 


 

Ola Ska to jedna z wielu artystek należących do "idealnych wnucząt" Duchampa - artysty, który w słynnej pracy "LHOOQ" zderzył martwotę arcydzieł z „napaloną” Moną Lizą, a więc odwołaniem do namiętności i tego, co wydaje się kompletnie nie przystawać do tzw. wielkiej sztuki. Praca Ski Obiekt w posiadaniu, dokonująca abordażu na pracy Brâncuşiego, jest działaniem wpisującym się doskonale w strategię Duchampa – to rozbicie muzealnej szyby, chroniącej wielkie dzieła sztuki, aby dokonać na nich czegoś nieodpowiedniego i niestosownego, domalować wąsy i wskazać na wykluczoną z obszaru sztuki namiętność - w przypadku Duchampa lub jak w przypadku Ski – twardy szlachetny materiał zastąpić miękkim materacem i pozwolić na miętoszenie oraz wzięcie w posiadanie.

 



Tym samym istotnym elementem pracy są reakcje oraz działania publiczności, to właśnie publiczności artystka oddaje w posiadanie przechwycony przez siebie obiekt. W ten sposób jej działania wpisują się w to, co Nicolas Bourriaud nazywa estetyką relacyjną. W naszych czasach bowiem największym problemem jest, według teoretyka, kryzys ludzkich relacji i sprowadzenie ich do poziomu relacji handlowych. Istotne znaczenie zyskuje więc sztuka nastawiona na odbudowanie relacji z innymi, dlatego też powstają projekty artystyczne, których tematem jest współobecność, świętowanie, wspólnotowość i współuczestnictwo. Podobnie zresztą dzieje się w innych pracach Ski, np. w przedstawionym tu niedawno "Osobistym akcie artystycznym".

Postmemy i postfiołki

izakow2

A oto komentarz niejakiej Malwiny De do poprzedniego wpisu:

 

 

Naśladowców Fiołków można z kolei nazwać postfiołkami, oczywiście ;)

 

Podziwiam za szybką reakcję! Kultura netu to jednak dobra zabawa!


Obrazy w internecie jak zombie

izakow2

Na konferencji "Czy wszystko już było" na poznańskim UAP-ie mówiłam m.in. o przetworzeniach dawnej sztuki w internecie, co jak wiedzą czytelnicy tego blogu, jest jednym z moich ulubionych tematów.


W sieci można znaleźć wiele memów odwołujących się do znanych dzieł sztuki, dokonujących ich przetworzenia, obracających je w wizualny żart, odbierających im powagę ale też sprawiających, że dawne dzieła możemy zobaczyć w nowym, zaskakującym kontekście. Najwięcej jest ich oczywiście na popularnych Demotywatorach. Po wystukaniu hasła sztuka, wyskakuje ponad 5000 demotywatorów, choć zaznaczyć trzeba, że wiele z nich, np. z hasłem "Niezła sztuka" lub "sztuka całowania" raczej niewiele ma wspólnego. Ale sporo z nich odnosi się zarówno do dawnych dzieł, jak i sztuki współczesnej, której zresztą najczęściej towarzyszy komentarz: "Nie rozumiem".

 

 

 

 

 

W przypadku części przetworzeń można je potraktować jako przepisanie starych historii i obrazów na nowe media, mieszanie mediów czy też swoiste ożywianie martwych mediów, jak określa to Ewa Wójtowicz.

 

Przykładem takiej praktyki może być działalność Sztucznych Fiołków, o których pisałam już na blogu, a więc popularnego facebookowego fanpage’a, mającego aktualnie niemal 19 tysięcy fanów. Stare obrazy zostają ożywione i zaczynają przemawiać współczesnym kolokwialnym językiem, niestroniącym od wulgaryzmów, a niekiedy odnoszą się do współczesnych wydarzeń lub do innych tekstów kultury.

 

 

 

 

Jak niektóre lolkoty (popularne w sieci memy z kotami) opisywane przez Magdę Kamińską w książce "Niecne memy", te obrazowe dowcipy przybierają formę wysublimowanych kolaży intertekstualnych. Pytałam Magdę, czy można wyprodukowane przez Fiołki przetworzenia nazwać memami, do czego nie była jednak przekonana, zaproponowałam więc pojęcie postmemu, na co przystała (tego pojęcia oczywiście traktować poważnie nie należy, co zaznaczam, bo już pojawiły się wątpliwości).


Memy, jak i postmemy tworzą, jak pisze Kamińska, specyficzny internetowy folklor, ale także ciekawą wypowiedź na temat sztuki. Działania Sztucznych Fiołków, podobnie jak anonimowych autorów innych memów, dokonują przemieszana mediów, nie respektują zasad odpowiedniości, odbierając dziełom sztuki godność i autorytet. Potwierdzają, że sztuka uległa demokratyzacji i każdy z nas może ją użytkować i nadawać jej własne znaczenia.


Martwe obrazy powstają z martwych i pojawiają się we współczesnym wirtualnym świecie niczym widma. Bo przecież nie są żywe, a więc materialne; istnieją jedynie widmowo, a w dodatku przetworzone tak, aby obumarły też ich pierwotne znaczenia. I niczym zombie atakują świat żywych, a dokładnie nasze utarte wyobrażenia o tym, czym jest lub być powinna sztuka.

 

 

I dlatego potrzebny był mi fiołek z zombi, za który dziękuję Sztucznym Fiołkom.


Oczywiście pojęcie zombi użyte jest tu tak, jak funkcjonuje ono w kulturze popularnej sycącej się wyobrażeniem żywych trupów ("Walking Dead" is the best!). Jak podpowiedziała mi koleżanka antropolożka, zombi jeszcze nie umarły, ale już nie żyją, są pasywne. Ale dawna sztuka też jeszcze nie umarła, skoro powraca, ale zarazem jest pasywna, poddając się tak różnym przeróbkom!

 

A na koniec jeszcze dwa demotywatory na potwierdzenie mojej tezy:

 

 

Czy wszystko już było?

izakow2

Szukając demotywatorów na temat sztuki, natknęłam się na taki:

 

 

Czy możliwe, że twórca wykorzystanego tu graffiti (Banksy lub ktoś Banksy-podobny) zna historię o "LHOOQ" Marcela Duchampa, a więc o "gorącej dupie" Mony Lizy ujawnioną w słynnej grafice przedstawiającej Monę Lizę z wąsami?

 

A czy można powiedzieć, że Marcel Duchamp był jednym z największych piratów sztuki nowoczesnej? Ale czy piratowanie w sztuce zaczęło się od Duchampa? I w ogóle, czy sztukę można nazwać piracką? I czy dawne obrazy wracając w postaci przetworzeń może mieć coś wspólnego z zombie?

 

Postaram się odpowiedzieć na te pytania oraz pokażę inne, równie ciekawe obrazki podczas mojego wystąpienia na konferencji Czy wszystko już było na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym w dniach 15-16 listopada (mój referat 16 o godz. 11.30). Zapraszam! 

 

 

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci