Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : kultura-internetu

Postmemy i postfiołki

izakow2

A oto komentarz niejakiej Malwiny De do poprzedniego wpisu:

 

 

Naśladowców Fiołków można z kolei nazwać postfiołkami, oczywiście ;)

 

Podziwiam za szybką reakcję! Kultura netu to jednak dobra zabawa!


Obrazy w internecie jak zombie

izakow2

Na konferencji "Czy wszystko już było" na poznańskim UAP-ie mówiłam m.in. o przetworzeniach dawnej sztuki w internecie, co jak wiedzą czytelnicy tego blogu, jest jednym z moich ulubionych tematów.


W sieci można znaleźć wiele memów odwołujących się do znanych dzieł sztuki, dokonujących ich przetworzenia, obracających je w wizualny żart, odbierających im powagę ale też sprawiających, że dawne dzieła możemy zobaczyć w nowym, zaskakującym kontekście. Najwięcej jest ich oczywiście na popularnych Demotywatorach. Po wystukaniu hasła sztuka, wyskakuje ponad 5000 demotywatorów, choć zaznaczyć trzeba, że wiele z nich, np. z hasłem "Niezła sztuka" lub "sztuka całowania" raczej niewiele ma wspólnego. Ale sporo z nich odnosi się zarówno do dawnych dzieł, jak i sztuki współczesnej, której zresztą najczęściej towarzyszy komentarz: "Nie rozumiem".

 

 

 

 

 

W przypadku części przetworzeń można je potraktować jako przepisanie starych historii i obrazów na nowe media, mieszanie mediów czy też swoiste ożywianie martwych mediów, jak określa to Ewa Wójtowicz.

 

Przykładem takiej praktyki może być działalność Sztucznych Fiołków, o których pisałam już na blogu, a więc popularnego facebookowego fanpage’a, mającego aktualnie niemal 19 tysięcy fanów. Stare obrazy zostają ożywione i zaczynają przemawiać współczesnym kolokwialnym językiem, niestroniącym od wulgaryzmów, a niekiedy odnoszą się do współczesnych wydarzeń lub do innych tekstów kultury.

 

 

 

 

Jak niektóre lolkoty (popularne w sieci memy z kotami) opisywane przez Magdę Kamińską w książce "Niecne memy", te obrazowe dowcipy przybierają formę wysublimowanych kolaży intertekstualnych. Pytałam Magdę, czy można wyprodukowane przez Fiołki przetworzenia nazwać memami, do czego nie była jednak przekonana, zaproponowałam więc pojęcie postmemu, na co przystała (tego pojęcia oczywiście traktować poważnie nie należy, co zaznaczam, bo już pojawiły się wątpliwości).


Memy, jak i postmemy tworzą, jak pisze Kamińska, specyficzny internetowy folklor, ale także ciekawą wypowiedź na temat sztuki. Działania Sztucznych Fiołków, podobnie jak anonimowych autorów innych memów, dokonują przemieszana mediów, nie respektują zasad odpowiedniości, odbierając dziełom sztuki godność i autorytet. Potwierdzają, że sztuka uległa demokratyzacji i każdy z nas może ją użytkować i nadawać jej własne znaczenia.


Martwe obrazy powstają z martwych i pojawiają się we współczesnym wirtualnym świecie niczym widma. Bo przecież nie są żywe, a więc materialne; istnieją jedynie widmowo, a w dodatku przetworzone tak, aby obumarły też ich pierwotne znaczenia. I niczym zombie atakują świat żywych, a dokładnie nasze utarte wyobrażenia o tym, czym jest lub być powinna sztuka.

 

 

I dlatego potrzebny był mi fiołek z zombi, za który dziękuję Sztucznym Fiołkom.


Oczywiście pojęcie zombi użyte jest tu tak, jak funkcjonuje ono w kulturze popularnej sycącej się wyobrażeniem żywych trupów ("Walking Dead" is the best!). Jak podpowiedziała mi koleżanka antropolożka, zombi jeszcze nie umarły, ale już nie żyją, są pasywne. Ale dawna sztuka też jeszcze nie umarła, skoro powraca, ale zarazem jest pasywna, poddając się tak różnym przeróbkom!

 

A na koniec jeszcze dwa demotywatory na potwierdzenie mojej tezy:

 

 

Czy wszystko już było?

izakow2

Szukając demotywatorów na temat sztuki, natknęłam się na taki:

 

 

Czy możliwe, że twórca wykorzystanego tu graffiti (Banksy lub ktoś Banksy-podobny) zna historię o "LHOOQ" Marcela Duchampa, a więc o "gorącej dupie" Mony Lizy ujawnioną w słynnej grafice przedstawiającej Monę Lizę z wąsami?

 

A czy można powiedzieć, że Marcel Duchamp był jednym z największych piratów sztuki nowoczesnej? Ale czy piratowanie w sztuce zaczęło się od Duchampa? I w ogóle, czy sztukę można nazwać piracką? I czy dawne obrazy wracając w postaci przetworzeń może mieć coś wspólnego z zombie?

 

Postaram się odpowiedzieć na te pytania oraz pokażę inne, równie ciekawe obrazki podczas mojego wystąpienia na konferencji Czy wszystko już było na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym w dniach 15-16 listopada (mój referat 16 o godz. 11.30). Zapraszam! 

 

 

Artmix o cyborgach

izakow2

Po dniu, kiedy Obieg zniknął z sieci, jakby na potwierdzenie tezy Kuby Banasiaka, o której pisałam wczoraj, że krytyka artystyczna umiera, dziś Obieg pojawił się na nowo, a wraz z nim - nowy Artmix na temat cyborgów.


 

Patryk Lichota, Magdalena Przybysz, Marta Romaszkan, "Strange lóóp" - fotografia z tekstu Eweliny Jarosz

 

W nowym Artmixie zamieszczone są teksty Marcina Wilkowskiego, Eweliny Jarosz, Beaty Łazarz i Marty Maksymowicz odnoszące się do cyborgizacji współczesnej kultury, jak i do samej figury cyborga, a także recenzja Barbary Röhrborn z retrospektywnej wystawy Diane Arbus w berlińskim Martin-Gropious-Bau. Artykuły te mogą inspirować i zaskakiwać. Ja chcę tutaj zwrócić uwagę tylko na jeden z tekstów, w zasadzie najmniej odnoszący się do sztuki, a podejmujący temat sztucznej pamięć.


Pisze o niej Marcin Wilkowski w tekście memory_get_usage: cyborg jako metafora pamięci w nowych mediach. Autor podejmuje temat przechowywania wspomnień w dobie cyfryzacji, wskazując, w jaki sposób zewnętrzna pamięć w postaci twardych dysków, interfejsów, elektronicznych archiwów, zamieszczanych na portalach społecznościowych fotografii oraz tekstów, zmienia naszą pamięć. Tak powstaje pamięć cyborga - "niekończący się, interaktywny lifestreaming, nieskończenie puste miejsce wymagające nieustannego uzupełniania", niedająca jednak prawa do zapomnienia.

 

Tekst jest niezwykle inspirujący, zwłaszcza, że obecnie w dobie natłoku informacji, nie poradzilibyśmy sobie bez sztucznej pamięci. Moją sztuczną pamięcią jest między innymi ten blog, utrwalający przemyślenia, spostrzeżenia na temat zobaczonej sztuki, wrażenia z podróży, nie tylko artystycznych, będący też katalogiem moich ulubionych prac. Bardzo często przygotowując coś na zajęcia czy pisząc jakiś tekst uruchamiam tę sztuczną pamięć, wrzucając do blogowej wyszukiwarki jakieś hasło. Żałuję, że takiej wyszukiwarki nie mam we własnej głowie, prawdę mówiąc nie miałabym nic przeciwko temu, aby być bardziej cyborgiem (piszę "bardziej", bo uważam, że w zasadzie wszyscy jesteśmy już cyborgami). Nawet nie wiem, ile obrazów, prac, tekstów, przemyśleń umknęło by mi bez tego "pamiętnika", jakim jest ten blog!


Ale ma rację Wilkowski, że w ten sposób nasza pamięć podlega formatowaniu, że pewne rzeczy wpisywane są w gotowe schematy, w których jakoś się nie mieszczą lub, do których nie przystają. Autor pokazuje to znakomicie na przykładzie facebookowego fanpage'a Muzeum Auschwitz, gdzie kolejne wpisy opatrywane są zwyczajowym kliknięciem "Lubię to". Wilkowski zauważa: "W ten sposób sam interfejs w jakimś demonicznym stylu nadaje pozytywny wymiar informacjom o kolejnych transportach i mordach więźniów. Część użytkowników nie widzi w tym nic złego - w pełni akceptują narzucany im język, chociaż z pewnością wyrażają za jego pomocą zupełnie odwrotne emocje".


Pamiętam, że miałam podobny dyskomfort podczas referatu pana prowadzącego ten fanpage podczas konferencji w Sztutowie właśnie na temat pamięci i muzeów Zagłady w dobie cyfryzacji. Dla mnie jeszcze bardziej demoniczne, od tego, o czym pisze Wilkowski, było wskazywanie, ilu fanów ma strona Muzeum Auschwitz (zajrzałam teraz - ponad 70 tysięcy!), ile ma odwiedzin w ciągu dnia, miesiąca, roku, ile pojawia się tam komentarzy, a wszystko to zaświadczać miało o popularności tej strony i pośrednio o tym, że "PAMIĘTAMY". Ale miałam wrażenie, że to, co "pamiętamy" odsunięte jest gdzieś w dal, a na pierwszym planie pojawia się popularność strony i liczby fanów, odwiedzin, komentarzy itd. I miałam skojarzenie z tym, co powiedział kiedyś Mirosław Bałka, że "Holocaust przelicza się na liczby", ale nie daje nam to nic w zrozumieniu tej tragedii.


Nie chcę przez to powiedzieć, że taki fanpage nie powinien istnieć, chcę podkreślić za Wilkowskim zmianę struktury pamięci, jej formatowanie, ale i nasze uzależnienie od sztucznej pamięci. Zastanawia mnie, czy gdyby wszystkie komputery oraz inne elektroniczne nośniki pamięci (jak chociażby telefony komórkowe) uległy nagle awarii, to co i w jaki sposób byśmy jeszcze pamiętali? Anna Nacher, która wczoraj występowała w Poznaniu, zarówno na koncercie grupy Karpaty Magiczne, jak i na spotkaniu promocyjnym jej znakomitej książki "Rubieże kultury popularnej", mówiła, że wrócilibyśmy w takiej sytuacji do znaczenia oralności, ja myślę, że również do znaczenia bezpośredniego doświadczenia. Ale niekoniecznie jest to sytuacja, o której marzę. We mnie niepokój spowodowało już, wspomniane na początku, jednodniowe zniknięcie "Obiegu" (wraz, z którym zniknął Artmix i parę, a może parenaście moich tekstów, a więc jeszcze jedna moja zewnętrzna pamięć).


Poniżej spis treści nowego Artmixa:


Marcin Wilkowski, memory_get_usage: cyborg jako metafora pamięci w nowych mediach 

Ewelina Jarosz, Naprawdę dobrze zrobić coś nie tak: cyber punkowy performance "Strange lóóp" 
Beata Łazarz, Nieznośna cyborgiczność terroryzmu 
Marta Maksymowicz, "Onone - Świat Po Świecie" - cybernetyczne ciało jako pełnia 

Barbara Röhrborn, Diane Arbus - "A further chapter in the history of mistery"


Polecam też materiał Aleki Polis z wystawy przygotowanej przez Dawida Radziszewskiego w poznańskim "Psie", jeśli znajdę czas - postaram się parę słów o niej napisać.

Kto się boi Sztucznych Fiołków?

izakow2

 

Czy facebook przyczynia się do zwiększenia demokracji czy wręcz przeciwnie – ogranicza ją? – pytałam już jakiś czas temu na blogu i wciąż to pytanie wydaje się niezwykle aktualne.

 

Z jednej strony bowiem wiele inicjatyw obywatelskich, prowolnościowych zakłada tu swoje strony, prowokując nie tylko do dyskusji, ale i do działania. Łatwość linkowania informacji, które nas bulwersują, mówią o nieprawidłowościach w działaniu państwowego systemu, o krzywdzie, której doznają inni może przyczyniać się do rozwoju świadomości obywatelskiej. Z drugiej strony – nie ma wątpliwości, że facebook formatuje nasze myślenie i wyobrażenia o nas samych, przyczynia się do banalizacji pewnych faktów i w jakimś sensie nas rozleniwia. Zmienia nas też w ekshibicjonistów, którzy w pełni świadomie pozwalają śledzić swoje prywatne życie. Zapewne wykorzystuje również swoich użytkowników, którzy nie tylko uczestniczą w wirtualnej społeczności, ale przy okazji, budują kapitał portalu. Dlatego zresztą administratorzy facebooka (którym zresztą częściowo są także sami użytkownicy) dość skrupulatnie przeprowadzają kontrolę treści i obrazów zamieszczanych na portalu, chroniąc innych przed "nieobyczajnymi" treściami i obrazami. Nie ma tu więc miejsca na przykład na nagie piersi (to przypadek dziewczyn z Femen, które zdążyły się już zdyscyplinować i opatrują swoje piersi obrazkami niezadowolonych buziek, bo inaczej ich fotografie zostałyby usunięte).

 

Nie do końca wiadomo natomiast, o co chodziło ze Sztucznymi Fiołkami, których strona, mająca ponad 4 tysiące fanów, została bez ostrzeżeń – jak to się zwykle dzieje - zamknięta na facebooku. Zniknęły też obrazki udostępniane przez fanów na ich ścianach. Same Fiołki z żalem stwierdzają, że trudno nie uznać tego działania za cenzurę, która dziwi tym bardziej, że na facebooku można znaleźć wiele stron rasistowskich, homofobicznych czy antysemickich.

 

 

Najprawdopodobniej przyczyną zamknięcia fanpage’a Fiołków było używanie niecenzuralnych wyrażeń. Problem jednak w tym, że stanowiły one element humorystycznych a niekiedy absurdalnych tekstów towarzyszących mniej lub bardziej znanym dziełom sztuki.

 

 

Sztuczne Fiołki są bowiem (po zamknięciu i nowej odsłonie, udało się już uruchomić stronę na nowo!) „historyczno-sztucznym magazynem komicznym”. Autorzy piszą też o sobie, że są „głosem wolnym wolność ubezpieczającym”. Pomysł jest dość prosty – dawne obrazy zyskują komiksowe dymki, zaś pojawiające się w nich teksty w sposób dość absurdalny odnoszą się do tego, co jest przedstawione, a więc grają z obrazowością, ale zarazem mają najczęściej wymowę współczesną, odnosząc się zarówno do codzienności, jak i do współczesnych kontekstów społeczno-politycznych.

 

To działanie wydaje się typowe dla kultury konwergencji (Ch. Jenkins), gdzie stare i nowe media wchodzą w coraz bardziej skomplikowane interakcje, te stare z kolei (jak dawne malarstwo) zaczynają żyć nowym życiem na przykład w Internecie. Autorzy Sztucznych Fiołków korzystają ze strategii remiksu czy recyklingu, powodując, że stare obrazy zyskują zupełnie nową, zaskakującą wymowę. To działanie ma wiele wspólnego z humorem Monty Pythona oraz z duchampowskim gestem domalowania wąsów Monie Lizie, bo nie przypadkiem dzieci sieci można uznać za idealne dzieci Duchampa, czy też jak pisze Ewa Wójtowicz za Erykiem Salvaggio, za „dzieci idealnych dzieci Duchampa”. Tego rodzaju działania prowokują też do pytań o status sztuki we współczesnej kulturze. Wójtowicz wskazuje: „Otwarty recykling nie ustanawia granic między sferą sztuki a nie-sztuki (…). Jednocześnie sztuka, ulegając przemieszczeniu na terytoria dotychczas nierozpoznane, może wywoływać pytania o to, czy jest jeszcze sztuką, czy może już tylko przelotnym doświadczeniem komunikacyjnym dla tych, którzy potrzebują interakcji (lub jej substytutu) lub erudycyjna grą dla tych, którzy potrafią odczytywać ukryte kody”. („Recykling martwych mediów”, „Kultura współczesna”, 2, 2007, s. 148).


 

Gry i zabawy z obrazami Sztucznych Fiołków prowokują też do pytań o relacje między obrazowością a tekstualnością czy też o samą tekstualność obrazów. Norman Bryson pisze, że inskrypcje umieszczane przy średniowiecznych dziełach sztuki były czymś w rodzaju dymków w komiksach, zaś obraz sam w sobie „jest interwałem, przez który przeciekają teksty” („Dyskurs, figura”, „Perspektywy współczesnej historii sztuki”. Antologia przekładów „Artium Quaestiones”, s. 188). Autor ten zastanawia się nad relacją między doświadczeniem wizualnym a dyskursywnością i wskazuje, że elementy dyskursywne zostały ograniczone w nowożytnych dziejach sztuki jedynie do tabliczek z podpisem, które możemy znaleźć w muzeach, ale z drugiej strony obrazy wciąż prowokują nas do pytań o ich własną dyskursywność (na ile same są rodzajem tekstów czy też z tekstami współdziałają?). Wydaje się, że to właśnie ta prowokacja, wynikająca z samych obrazów, popchnęła Sztuczne Fiołki do działania i umieszczania na nich dymków z tekstami. Nie przypadkiem zresztą profilowy obraz przedstawia fiołki i fragment listu z krótkim tekstem, wskazując tym samym na teksty, które niejako wyłaniają się z obrazów.

 

 

Można uznać to też za działania popularyzujące dawną sztukę, zwłaszcza, że wszystkie obrazy były przez autorów podpisywane nazwiskami oryginalnych twórców. Oczywiście, ktoś powie, że obraz zamieniony w rodzaj komiksu czy absurdalny żart to odebranie dziełu sztuki godności i autorytetu. I na pewno tak jest. Sztuczne Fiołki mają bowiem za nic przykazanie „odpowiedniości”, ale kto powiedział, że dawne dzieła sztuki nie mają bawić czy prowokować do intelektualnych gier? W ten sposób martwe media zostają ożywione, a obrazy zaczynają „przemawiać”, a jeśli mówią współczesnym, kolokwialnym językiem, to mają też prawo do przekleństw! 

 

 

P.S. Sprawa wyjaśniła jedna z komentatorek. Przyczyną zamknięcia fanpage'a Sztucznych Fiołków nie były brzydkie słowa, ale brzydkie obrazki, a więc wspomniane przeze mnie wcześniej "treści i obrazy nieobyczajne" A dokładnie chodziło o recykling obrazu "Początek świata" Gustave'a Courbeta. Oryginał znajdziecie tutaj. A więc nagie piersi i waginy - precz z facebooka - nawet pod postacią sztuki czy akcji społecznych!!!! Inez, dziękuję za tę informację!

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci