Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : Facebook

Kto się boi Sztucznych Fiołków?

izakow2

 

Czy facebook przyczynia się do zwiększenia demokracji czy wręcz przeciwnie – ogranicza ją? – pytałam już jakiś czas temu na blogu i wciąż to pytanie wydaje się niezwykle aktualne.

 

Z jednej strony bowiem wiele inicjatyw obywatelskich, prowolnościowych zakłada tu swoje strony, prowokując nie tylko do dyskusji, ale i do działania. Łatwość linkowania informacji, które nas bulwersują, mówią o nieprawidłowościach w działaniu państwowego systemu, o krzywdzie, której doznają inni może przyczyniać się do rozwoju świadomości obywatelskiej. Z drugiej strony – nie ma wątpliwości, że facebook formatuje nasze myślenie i wyobrażenia o nas samych, przyczynia się do banalizacji pewnych faktów i w jakimś sensie nas rozleniwia. Zmienia nas też w ekshibicjonistów, którzy w pełni świadomie pozwalają śledzić swoje prywatne życie. Zapewne wykorzystuje również swoich użytkowników, którzy nie tylko uczestniczą w wirtualnej społeczności, ale przy okazji, budują kapitał portalu. Dlatego zresztą administratorzy facebooka (którym zresztą częściowo są także sami użytkownicy) dość skrupulatnie przeprowadzają kontrolę treści i obrazów zamieszczanych na portalu, chroniąc innych przed "nieobyczajnymi" treściami i obrazami. Nie ma tu więc miejsca na przykład na nagie piersi (to przypadek dziewczyn z Femen, które zdążyły się już zdyscyplinować i opatrują swoje piersi obrazkami niezadowolonych buziek, bo inaczej ich fotografie zostałyby usunięte).

 

Nie do końca wiadomo natomiast, o co chodziło ze Sztucznymi Fiołkami, których strona, mająca ponad 4 tysiące fanów, została bez ostrzeżeń – jak to się zwykle dzieje - zamknięta na facebooku. Zniknęły też obrazki udostępniane przez fanów na ich ścianach. Same Fiołki z żalem stwierdzają, że trudno nie uznać tego działania za cenzurę, która dziwi tym bardziej, że na facebooku można znaleźć wiele stron rasistowskich, homofobicznych czy antysemickich.

 

 

Najprawdopodobniej przyczyną zamknięcia fanpage’a Fiołków było używanie niecenzuralnych wyrażeń. Problem jednak w tym, że stanowiły one element humorystycznych a niekiedy absurdalnych tekstów towarzyszących mniej lub bardziej znanym dziełom sztuki.

 

 

Sztuczne Fiołki są bowiem (po zamknięciu i nowej odsłonie, udało się już uruchomić stronę na nowo!) „historyczno-sztucznym magazynem komicznym”. Autorzy piszą też o sobie, że są „głosem wolnym wolność ubezpieczającym”. Pomysł jest dość prosty – dawne obrazy zyskują komiksowe dymki, zaś pojawiające się w nich teksty w sposób dość absurdalny odnoszą się do tego, co jest przedstawione, a więc grają z obrazowością, ale zarazem mają najczęściej wymowę współczesną, odnosząc się zarówno do codzienności, jak i do współczesnych kontekstów społeczno-politycznych.

 

To działanie wydaje się typowe dla kultury konwergencji (Ch. Jenkins), gdzie stare i nowe media wchodzą w coraz bardziej skomplikowane interakcje, te stare z kolei (jak dawne malarstwo) zaczynają żyć nowym życiem na przykład w Internecie. Autorzy Sztucznych Fiołków korzystają ze strategii remiksu czy recyklingu, powodując, że stare obrazy zyskują zupełnie nową, zaskakującą wymowę. To działanie ma wiele wspólnego z humorem Monty Pythona oraz z duchampowskim gestem domalowania wąsów Monie Lizie, bo nie przypadkiem dzieci sieci można uznać za idealne dzieci Duchampa, czy też jak pisze Ewa Wójtowicz za Erykiem Salvaggio, za „dzieci idealnych dzieci Duchampa”. Tego rodzaju działania prowokują też do pytań o status sztuki we współczesnej kulturze. Wójtowicz wskazuje: „Otwarty recykling nie ustanawia granic między sferą sztuki a nie-sztuki (…). Jednocześnie sztuka, ulegając przemieszczeniu na terytoria dotychczas nierozpoznane, może wywoływać pytania o to, czy jest jeszcze sztuką, czy może już tylko przelotnym doświadczeniem komunikacyjnym dla tych, którzy potrzebują interakcji (lub jej substytutu) lub erudycyjna grą dla tych, którzy potrafią odczytywać ukryte kody”. („Recykling martwych mediów”, „Kultura współczesna”, 2, 2007, s. 148).


 

Gry i zabawy z obrazami Sztucznych Fiołków prowokują też do pytań o relacje między obrazowością a tekstualnością czy też o samą tekstualność obrazów. Norman Bryson pisze, że inskrypcje umieszczane przy średniowiecznych dziełach sztuki były czymś w rodzaju dymków w komiksach, zaś obraz sam w sobie „jest interwałem, przez który przeciekają teksty” („Dyskurs, figura”, „Perspektywy współczesnej historii sztuki”. Antologia przekładów „Artium Quaestiones”, s. 188). Autor ten zastanawia się nad relacją między doświadczeniem wizualnym a dyskursywnością i wskazuje, że elementy dyskursywne zostały ograniczone w nowożytnych dziejach sztuki jedynie do tabliczek z podpisem, które możemy znaleźć w muzeach, ale z drugiej strony obrazy wciąż prowokują nas do pytań o ich własną dyskursywność (na ile same są rodzajem tekstów czy też z tekstami współdziałają?). Wydaje się, że to właśnie ta prowokacja, wynikająca z samych obrazów, popchnęła Sztuczne Fiołki do działania i umieszczania na nich dymków z tekstami. Nie przypadkiem zresztą profilowy obraz przedstawia fiołki i fragment listu z krótkim tekstem, wskazując tym samym na teksty, które niejako wyłaniają się z obrazów.

 

 

Można uznać to też za działania popularyzujące dawną sztukę, zwłaszcza, że wszystkie obrazy były przez autorów podpisywane nazwiskami oryginalnych twórców. Oczywiście, ktoś powie, że obraz zamieniony w rodzaj komiksu czy absurdalny żart to odebranie dziełu sztuki godności i autorytetu. I na pewno tak jest. Sztuczne Fiołki mają bowiem za nic przykazanie „odpowiedniości”, ale kto powiedział, że dawne dzieła sztuki nie mają bawić czy prowokować do intelektualnych gier? W ten sposób martwe media zostają ożywione, a obrazy zaczynają „przemawiać”, a jeśli mówią współczesnym, kolokwialnym językiem, to mają też prawo do przekleństw! 

 

 

P.S. Sprawa wyjaśniła jedna z komentatorek. Przyczyną zamknięcia fanpage'a Sztucznych Fiołków nie były brzydkie słowa, ale brzydkie obrazki, a więc wspomniane przeze mnie wcześniej "treści i obrazy nieobyczajne" A dokładnie chodziło o recykling obrazu "Początek świata" Gustave'a Courbeta. Oryginał znajdziecie tutaj. A więc nagie piersi i waginy - precz z facebooka - nawet pod postacią sztuki czy akcji społecznych!!!! Inez, dziękuję za tę informację!

Cenzura - kogo wygnać z idealnego państwa?

izakow2

 

Zdradzę Wam, że postanowiłam napisać książkę o cenzurze sztuki, ale temat już zaczął mnie przerastać. Po pierwsze trudno mi znaleźć dobre umocowanie teoretyczne. Judith Butler w bardzo ciekawej książce pt. „Walczące słowa” wskazuje, że cenzura nieodłącznie wiąże się z każdą wypowiedzią (bo z wypowiedzi pozbywamy się tego, co niezrozumiałe, co zaburzyłoby jej logikę). To podejście jednak wydaje się zbyt szerokie. Owszem, Butler wskazuje również, że mechanizm cenzury włączony jest w wytwarzanie podmiotów, a także w wyznaczanie społecznych parametrów wypowiadalnego dyskursu, a więc tego, co można, a czego nie można powiedzieć publicznie. Ale nie interesują zbytnio autorkę przykłady nakładania konkretnych zakazów, ograniczeń, które stawiane są wypowiedziom i działaniom artystycznym. Nie analizuje więc ona raczej działań represyjnego czy ideologicznego aparatu państwa, według określenia Althusera. A te interesują mnie najbardziej. Nie umiem dokładnie zdefiniować, co jest, a co nie jest cenzurą. Sądzę też, że pojęcie to jest nadużywane, sama dość często go używam i wcale niekoniecznie w przypadkach, które jednoznacznie można nazwać cenzurą. Jak na przykład z opisaną przeze mnie jakiś czas temu cenzurą na facebooku, ale te przypadki najbardziej niejasne i nieoczywiste wydają mi się najbardziej interesujące. Z drugiej strony nie bardzo wiem, jak poradzić sobie z teoretycznym opisaniem absurdów, które wciąż pojawiają się w naszej rzeczywistości. Mam też wrażenie, że niemiłosiernie namnażają się te ciekawe, ale i absurdalne i zarazem straszne przypadki ograniczania wolności. Publikowałam petycję w sprawie artystów z grupy Voina, którzy zostali osadzeni w ciężkim więzieniu. Jeden z nich, Oleg Vorotnikov na szczęście już to więzienie opuścił.  Informacje o sprawie – na stronie Indeksu.


Wczoraj bądź przedwczoraj ktoś podesłał link do informacji o karaniu uczniów, którzy parodiowali papieża, a filmik puścili na YouTube’ie.


Otrzymali naganę, szkoła zgłosiła sprawę na policję, chłopakom grożą przykre konsekwencje


Dlaczego tego rodzaju działań, obojętnie jak słabe artystycznie by były, nie traktować jako działalności twórczej, tak jak proponuje Henry Jenkins pisząc o kulturze konwergencji? Autor wskazuje, że dzieciaki wychwytują pewne motywy kulturowe i przepisują je po swojemu, bawią się nimi, stosują remiks, ale zarazem produkują nowe, własne utwory. A przy tym, na własną rękę zdobywają wiedzę, bo żeby stworzyć własną produkcję, która odwołuje się do konkretnych utworów, trzeba zdobyć na ich temat rozmaite informacje. Ta amatorska twórczość bywa genialna. Jeśli ktoś widział zrobiony przez dzieciaki z Ostrołęki film „Homo sapiens – też człowiek” (o którym dowiedziałam się od mojego syna – gimnazjalisty) wie, że tej amatorskiej działalności nie można lekceważyć. Jenkins wskazuje, że dzieciaki wcale nie są bezmyślne i nie trwonią czasu przesiadując godzinami w internecie. Po pierwsze - uczą się radzić sobie z natłokiem informacji, po drugie uczą się działać zespołowo, po trzecie wreszcie – uczą się działać twórczo.


Film o papieżu do genialnych raczej nie należy, ale ma jakiś potencjał i nie mogę wpaść na to, co w nim może być takiego obraźliwego. A może dzieciaki odreagowują natłok treści religijnych w szkole i mediach? Szkoła, do której chodzą nosi imię Jana Pawła II i mogę wyobrazić sobie, co się tam dzieje! Wczoraj będąc na zebraniu u mojego syna w gimnazjum naliczyłam sześć świętych obrazków w jego klasie na ścianie wokół tablicy. Nie mogłam wyjść z podziwu, bo kojarzyło mi się to z mieszkaniem jakiejś starej dewotki, a nie z klasą, do której uczęszczają gimnazjaliści. Dlaczego to nie jest traktowane jako obraźliwe i uderzające w neutralność światopoglądową szkoły – w tym przypadku szkoły noszącej imię Jacka Kuronia, a nie Jana Pawła!?


Pozostawiając problem przemocy religijnej, mam nieodparte wrażenie, że zdolności twórcze dzieciaków bywają zabijane. Szkoła faktycznie bywa instytucją totalitarną, jak opisywał ja Goffman. Pomyślcie o sytuacji, która wytworzyła się w Jastrzębiu Zdroju – z jednej strony - dzieciaki, a z drugiej - cały ideologiczny, a zarazem represyjny aparat ideologiczny – szkoła, policja, prokuratura. Jest to przemoc perfidna, przemoc stosowana w majestacie władzy, przemoc silnego nad słabym, przemoc nad kimś, kto zostaje pozbawiony możliwości obrony. Mój ulubiony historyk sztuki, Ernst Gombrich pisał, że sztuka pociąga nas między innymi dlatego, że pozwala wyszaleć się w świecie fikcji. Jest rajem szaleńców, jak opisywał to Platon. Bo sztuka jest fikcją. Ale tej różnicy nie potrafi dostrzec szkoła im. Jana Pawła II w Jastrzębiu Zdroju. Fikcja traktowana jest jakby była rzeczywistością i o to rozbija się każda represja wymierzona w sztukę czy w jakąkolwiek działalność twórczą.


Platon uważał zresztą, że z idealnego państwa artyści powinni zostać wygnani, gdyż dokonują zatarcia granicy między fikcją i rzeczywistością. Jego idee zdają się być bliskie wielu osobom w Polsce, a zwłaszcza tym, które reprezentują ideologiczny aparat naszego państwa. To nie tylko szkoła w Jastrzębiu Zdroju, to również polski MSZ, który wpadł w panikę w związku z publikacją polsko-niemieckiego zbioru komiksów pt. „Chopin – New Romantic” wydanego z okazji roku chopinowskiego i postanowił nakład tego komiksu zniszczyć, gdyż w jednym z komiksów autorstwa Krzysztofa Ostrowskiego pojawiają się wulgarne słowa.


 

MSZ wpadł w panikę, bo w ich mniemaniu komiks przeznaczony jest dla dzieci (o tym stereotypowym myśleniu znakomicie opowiada autorka innego komiksu z tego zbioru, Monika Powalisz) Autorzy tłumaczą się, że nie wiedzieli, że komiks ma być przeznaczony dla młodzieży. A ja nie umiem zrozumieć tego przewrażliwienia dotyczącego „brzydkich” słów, jeśli chodzi o dzieciaki. Czy one nie zrozumieją kontekstu więziennego, o którym opowiada historia Ostrowskiego? Czy one nie odbiorą tego jako fikcji? Oczywiście, odczytają to bezbłędnie, co do tego nie mam wątpliwości. Uważam, że dzieciaki są mądrzejsze od wszystkich pracowników MSZ-u razem wziętych. A zwapniały dla nich Chopin może ich dzięki temu komiksowi zaciekawić i zainspirować do… działań twórczych. Czy w tym absurdzie chodzi o ochronę dzieci i młodzieży czy raczej o sprawowanie nad nimi władzy? A więc – może niekoniecznie inspirowanie do działań twórczych…


A’propos wulgaryzmów - kiedy wymsknie mi się jakiś wulgaryzm przy dzieciach i ktoś mnie upomni, mój starszy syn zwraca rzeczowo uwagę, że w szkole słyszy się sto razy gorsze słowa i ochrona przed wulgaryzmami jest w zasadzie pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Ale z jego ust żadnego wulgaryzmu nie słyszałam. Komiks o Chopinie chętnie dałabym mu do przeczytania, ale nie stać mnie na to, aby płacić za niego bajońskie sumy na Allegro. Jestem jednak pewna, że wulgaryzmy by mu nie zaszkodziły. Może zainteresowałby się tym, kim był Chopin, bo raczej takiego zainteresowania, jak na razie nie wykazuje, a nawet obśmiewał to, które wykazywał młodszy syn. Myślę, że dzieciaki świetnie wyczuwają to, co jest wolną twórczością oraz to, co powstaje na zlecenie ideologicznego aparatu państwa, jak w przypadku większości produkcji związanych choćby z instytucją Muzeum Powstania  Warszawskiego. Wiem, że niektóre z tych potrafią przyprawić je o mdłości.


Reasumując – uważam, że ten komiks jako sposób na ożywienie i interpretację historii jest potrzebny i jest potrzebny także dzieciakom.


Ponoć na szczęście nie będzie zniszczony, bo niemieckie wydawnictwo rezygnuje z dofinansowania przez polskie MSZ, ale czy będzie używany w celach edukacyjnych? Wspomniany przeze mnie Henry Jenkins pisze, że współczesna edukacja w ogóle nie potrafi poradzić sobie z rewolucją medialną i nie potrafi nauczyć takich sposobów uczestnictwa w kulturze, aby młodzi ludzie zaczęli o sobie myśleć jako o producentach i o uczestnikach kultury, a nie tylko jako o biernych konsumentach. Nie uczy więc postaw aktywnych, ale bierności. Biernymi konsumentami, jak się wydaje, dużo łatwiej jest manipulować, niż aktywnymi uczestnikami… Czy o to właśnie chodzi w naszym „idealnym państwie”?

Facebook - demokracja czy cenzura? C.D.

izakow2

 

The Krasnals (ich autorstwa obraz powyżej) właśnie donieśli, że zamknięte zostało ich konto na tym właśnie portalu społecznościowym. Wiąże się to z zapisem w regulaminie FB, który zakłada, że konta osobowe mogą mieć tylko osoby, które podają swoje dane. Dlatego też wiele galerii, które dotychczas korzystały z kont osobowych przenosi swoje strony na tzw. funpages. Tyle tylko, że The Krasnals nie są galerią, ani instytucją. Zdecydowanie można ich określić jako twórczy zbiorowy podmiot. I tu powstaje problem, dlaczego taki podmiot nie może mieć swojego osobowego konta?


Inna sprawa, że zamykanie kont odbywa się dość przypadkowo, jak donosi czytelnik dzieje się to na zasadzie donosu, a przede wszystkim - konta są zamykane bez ostrzeżenia i bez jakiegokolwiek wyjaśnienia.


Tak stało się, gdy kilka miesięcy temu FB zamknął stronę Remix.Culture.Share prowadzoną przez gdańską "Kulturę Miejską".  To zresztą ciekawy zbieg okoliczności, że problemy ze swoimi kontami mają między innymi ci, którzy zajmują się kulturowym remixem. The Krasnals to nic innego jak plastyczna konwergencja oraz swoisty anarchizm. Przetwarzają, co tylko możliwe używając do tego przeróżnych dzieł sztuki, zmieniają znaczenia, wykorzystują je na swój użytek. I otwarcie buntują się, między innymi przeciwko artystycznemu establishmentowi i jego obłudzie.


Celnie piszą o usunięciu swojego konta:


„Facebook udowadnia po raz kolejny że demokracja i jej główny element wolność słowa to fikcja. Facebook to syndrom naszych czasów i nowoczesnego sposobu stosowania cenzury. Oficjalna wolność słowa, wypowiedzi ze wszystkich stron jest kontrolowana i odbierana pod przykrywką tworzenia i stosowania precyzyjnie skonstruowanych regulaminów. Na zarzut cenzury Facebook zawsze odpowiada negatywnie”.


Tak, działa to jak paragraf 22. Konto można stracić natychmiast i nie ma możliwości obrony. Czytałam, że zdarzyło się usunięcie kont tylko ze względu na to, że ktoś dopuścił się jakiejś krytyki Facebooka. No cóż, zobaczę, czy ostanie się moje konto… Ale gdyby te informacje o zamykaniu kont za krytykę były prawdziwe, oznaczałoby to, że Facebook jest skrajnie niedemokratyczną strukturą, wobec czego nie zależałoby mi na utrzymaniu mojego konta.  


Oczywiście wraz z popularnością Facebooka (osoby Zuckerberga rozsławionej dodatkowo przez film „Social Network”), pojawia się coraz więcej jego krytyków. Zwykle zwracają oni uwagę na problem dostępności do naszych danych, na to, że stajemy się stale obserwowani (choć oczywiście wszystko zależy od tego, ile będziemy chcieli udostępnić). Inni mówią o pokoleniu Facebooka jako pokoleniu coraz bardziej narcystycznym (skupionym na promocji własnego ja). Niektórzy wskazują na zupełne rozmycie granic między sferą publiczną a prywatną (bo faktycznie Facebook zawiera w sobie elementy jednej i drugiej). Jeszcze inni, jak Kinga Dunin, wskazują, że jesteśmy wykorzystywani jako tania siła robocza.


W listopadzie 2010 roku Dunin pisała: „Zastanowiła mnie informacja zamykająca film, że obecnie Facebook jest wart 25 mld dol.  (…) Kto właściwie tworzy tę wartość? Dlaczego FB jest cokolwiek wart? Jasne, doceńmy twórców tego pomysłu i jego komputerowej aplikacji, to oni stworzyli tę fabrykę. Ale kto w niej pracuje? Jak to kto? Pani, pan, ja - my wszyscy. Za darmola. Zazwyczaj nie rwiemy się do darmowej pracy, a tu proszę: pięć razy dziennie, od świtu prawie bez przerwy, poświęcając życie rodzinne i odpoczynek wypełniamy FB kontentem, dzięki któremu jest on wart tyle, ile jest”.


W „Focusie” z lutego 2011, podana jest informacja, że Facebook został wyceniony na 50 mld dolarów, a więc suma ta wzrosła już dwukrotnie. Świat Zuckerberga porównany jest tu do świata Wielkiego Brata opisanego przez Orwella. Cytowana Beata Stawarz powiada: „Wszelkie działania Facebooka zmierzają do tego, aby była to jedyna słuszna platforma komunikacji na całym świecie. Jeśli dołączymy do tego fakt wykluczenia, którym może skutkować nieobecność na Facebooku, to rzeczywiście można już mówić o tym, że Mark Zuckerberg sprawuje rząd dusz”. Na profilu szkoły, w której pracuję co jakiś czas pojawiała się informacja: „Nie ma cię na Facebooku, nie istniejesz”. Nazwałabym to autodyscyplinowaniem. Ale tak chyba właśnie musieli poczuć się The Krasnals, kiedy zostało usunięte ich konto.  Zauważają oni trzeźwo, że wymaganie od twórcy, który działa anonimowo podawania prawdziwych danych jest absurdalne (na podobnej zasadzie usunięto zresztą profil Kataryny). Pojawia się tu ciekawy lapsus – nie możesz działać jako anonim, nie możesz nie mieć danych ani używać fałszywej tożsamości. Zrywa to z idealistycznym wyobrażeniem internetu, gdzie każdy może być każdym, gdzie realizuje się więc nowy, konstruktywistyczny ideał podmiotu. W przypadku Facebooka mamy zdecydowany powrót do twardej tożsamości.


The Krasnals piszą: „W naszym przypadku jest to żenująca forma cenzury, gdyż wiadomo iż aktywność którą prowadzimy, nie wszystkim wygodna, odbywa się głównie za pośrednictwem Internetu. Odbiera się nam główne narzędzie funkcjonowania”. Jednak przy całej mojej sympatii dla grupy, uważam to stwierdzenie za nieco naiwne. Bowiem nikt nie odbiera ‘nam’ narzędzia, które było ‘nasze’. Przyszliśmy do tej piaskownicy i zaczęliśmy bawić się zabawkami, które tam znaleźliśmy, bo były ładniejsze i łatwiejsze w obsłudze. W gruncie rzeczy my sami decydujemy się na uczestnictwo w tym wirtualnym „świecie”, tym samym wspieramy i przykładamy się do tej pełnej ambiwalencji gry.


Nie do końca zgadzam się z optymistycznymi stwierdzeniami Henry’ego Jenkinsa, nie mogę jednak zgodzić się też z przytoczonymi tu krytykami Facebooka. Mam wrażenie, że w tych stwierdzeniach wciąż coś się wymyka. Może właśnie ucieka z pola widzenia ta niesamowita ambiwalencja, która towarzyszy naszemu uczestnictwu w tej grze. To, co służyć może nie tylko naszej zabawie, autopromocji, ale też poszerzaniu obszarów wolności jest zarazem naszym zniewoleniem. Co więcej – jednego od drugiego oddzielić nie sposób. Przywołując Agambena, można powiedzieć, że stają się one absolutnie nierozróżnialne. To tu rozwija się swoisty stan wyjątkowy, gdzie jednocześnie zyskujemy i tracimy, wyzwalamy się i dajemy się zniewolić, rozwijamy demokrację, jak i jej zaprzeczamy, konstruujemy siebie, jak i utwierdzamy naszą tożsamość, kontrolujemy informacje o sobie i jesteśmy kontrolowani, istniejemy i przestajemy istnieć w rzeczywistości (co ujawnia się choćby w słowach: „Kiedy nie ma cię na facebooku, nie istniejesz”, jakby nie liczył się już żaden inny świat).


Funkcjonujemy w świecie nieustannej kontroli informacji. Dawno temu, bo już w 1979 roku, taką sytuację przewidział Lyotard, wskazując, że wszelkie wysiłki zarówno państw, jak i korporacji będą zmierzały w stronę kontroli informacji, a podstawowym narzędziem będą nowe technologie, przede wszystkim informatyczne. A jednak z tego klinczu należałoby znaleźć jakieś wyjście. Jeśli przestrzeń publiczna jest coraz bardziej zastępowana przez sferę wirtualną, to tutaj musi przenieść się walka o dostęp do niej, tu musi rozwijać się świadomość jej ograniczeń, przy jednoczesnym poszerzaniu pola dostępu. Tu możemy przyczyniać się do poszerzania pola krytyki, do działań społecznie użytecznych (użyteczność to postulat postawiony przed sztuką i teorią krytyczną przez Hala Fostera).


Powinniśmy stać się obywatelami monitorialnymi, jak chce z kolei Jenkins, a więc, jeśli nie jesteśmy w stanie w pełni kontrolować informacji, to powinniśmy umieć je monitorować, oceniać, odnosić się do nich krytycznie, modyfikować i poprawiać. Chodzi więc o rozwinięcie, jak powiada autor „Kultury konwergencji” nowej etyki dzielenia wiedzy, które pozwolą nam deliberować wspólnie. Zamykanie kont na portalach społecznościowych, ograniczanie dostępu do informacji, banowanie niektórych wytworów kulturowych, cenzura z pewnością tej etyce przeczą.


Oczywiście tak wygląda to od strony teoretycznej, ale pozostaje pytanie  – co praktycznie można z tym zrobić?

After Gender Check

izakow2

13.06.2010 miał miejsce ostatni dzień wystawy „Gender Check”. Miałam przyjemność odbyć tego dnia oprowadzanie kuratorskie. Osoby, które przyszły były bardzo zainteresowane, ale mi osobiście niestety udało się pokazać ułamek tego, co było prezentowane na wystawie.

Myślę, że potrzebne są solidne studia i badania dotyczące problematyki gender, tożsamości seksualnej oraz kwestii wykluczeń w odniesieniu do Europy Wschodniej i Południowej, do czasu zarówno przed 1989, jak i w odniesieniu do sztuki współczesnej. To wciąż jest jednak biała plama na mapie historii sztuki nowoczesnej i współczesnej. Zastanawiam się, choć sama taką historię sztuki uprawiam, jak bardzo mocno wpisujemy się w myśleniu o sztuce, w narodowe podziały i jak trudno poza nie wyjść. To zarzut, który można by postawić większości polskich badaczek feministycznych (i samej sobie również). Podobnie zresztą, jak odnoszenie przedmiotów interpretacji oraz teorii do sztuki feministycznej powstającej na Zachodzie, jak również do zachodnich teorii. Twardy orzech do zgryzienia, jak to zmienić, ale jeśli krytykuje się kanon, to należy poddać krytyce przede wszystkim to nasze zachodnio-centryczne myślenie.

A w związku z zakończeniem wystawy – kilka fotek, które ściągnęłam z facebooka (za zgodą autorki i autora, zresztą moich byłych studentów, ale z innych uczelni i raczej nieznających się. A zabawne było to, ze fotki te pojawiły się na facebooku niemal rownocześnie). Zdjęcia te są ciekawym „przepisaniem” dwóch prac, które były na wystawie „Gender Check”: „Postaci” Wojciecha Fangora oraz „Sztuki konsumpcyjnej” Natalii LL.

 

Osoby, które udzielają się na facebooku tworzą specyficzną kulturę użytkowniczek i użytkowników. To tworzona oddolnie kultura popularna, ale zazębiająca się z tropami z tzw. „kultury wysokiej”. Zresztą podział ten wydaje się nieadekwatny do pisania o facebooku. Fotkę Eweliny Jarosz z Fangorem, jeden z naszych wspólnych znajomych określił jako „Poznańską Łódź”, oczywiście w odniesieniu do Łodzi Kaliskiej. A z tym bananem, to squeerowana Natalia LL.

Fajnie, że sztuka prowokuje do performatywnych działań!

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci