Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : krew

Rheims - krew elegancka?

izakow2


Bettina Rheims, Niezwykłe mleko dziewicy, 1997



Bettina Rheims, Korona cierniowa, 1998


Uderza niezwykłość tych zdjęć, połączenie tego, co drastyczne z glamour. Krew w estetyce campowej...


Maria Janion książce o wampirach zwraca uwagę na oczyszczające i kalające znaczenia krwi: „Łączy się ona ściśle zarówno z zakazem, jak i przekroczeniem”. I dalej autorka cytuje Jean-Paula Roux: „Blisko związana z obrazami śmierci, a jeszcze bartdziej z obrazami życia, które ostatecznie zawsze zwycięża, krew była uważana jednocześnie za niebezpieczną i uzdrawiającą, przynoszącą nieszczęście i przynoszącą szczęście, nieczystą i czystą. Jeśli wciąż jeszcze odpycha i przyciąga, to dlatego, że jak wszystko, co święte, posiada naturę niejasną i wieloznaczną”. (za: „Wampir. Biografia symboliczna”, s. 38).


*Bettina Rheims – ur. w 1952 roku w Paryżu, fotografuje m.in. do magazynów mody, karierę artystyczną rozpoczęła od fotografowania paryskich prostytutek. Rozgłos przyniosła jej seria I.N.R.I. – inscenizowanych scen ze Starego i Nowego Testamentu.

Marc Quinn

izakow2

Ostatnio przywołałam Young British Artists, dając przykłady prac Damiena Hirsta i Sam Taylor Wood. Ale na „strasznej sztuce” nie może zabraknąć innego czołowego artysty tego kierunku – Marca Quinna (ur.1964), który eksploruje problem życia i śmierci, całości i okaleczenia, stałości wrażeń i nietrwałości życia. Próbuje w swych pracach pokonać nietrwałość, ulotność, procesy psucia. Jego prace wskazują na zagadki cielesności i fizjologii.


Self 1991

 

Sławę przyniosły mu „Autoportrety” (1990 i 1991) wykonane z jego własnej zamrożonej krwi (te rzeźby muszą być na stałe podłączone do urządzeń zamrażających).


Po 11 latach artysta wykonał następne dzieło z krwawej substancji – tym razem z łożyska swojej partnerki, wydalonego po porodzie ich syna Lucasa, stworzył jego portret ("Lucas", 2001). Ta praca wykorzystująca łożysko, była według słów artysty o tym, „gdzie kończy się matka, a zaczyna dziecko”.



 

Z czym zmaga się Quinn próbując tym nietrwałym fizjologicznym substancjom nadać kształty twarzy? Czyn są te niezwykłe portrety? Krew, kiedy krąży w naszych żyłach – daje nam życie, przenosząc tlen do odległych komórek naszego ciała. Quinn próbuje wniknąć w te procesy, ukazać to, co wewnętrzne, niereprezentowalne, ale co jest samą istotą życia. Próbuje ukazać "materialność" naszego życia. Widać jednak jak bardzo takie próby skazane są na niepowodzenie. Krew poza organizmem nigdy nie może być już „żywa” (a co najwyżej zamrożona).


To, co przetworzone jest już martwe, choć tak bardzo łudzi nas wrażeniem żywotności (jak zamrożone kwiaty Quinna: w instalacji „Eternal Spring” czy serii „Garden”).


Wintergarden 2004


Jego sztuka oszukuje, balansując pomiędzy wywoływaniem wrażenia czy może raczej stwarzaniem stanów „życia” i „śmierci”.



 

Pozbawiona życia wydają się dwie następne figurki syna: „Day 1” i „Innoscience” z 2004 roku.



 

Ta ostatnia przypomina inną serię prac artysty „The Complete Marbles”, w której w marmurze z Carrary wykonane zostały rzeźby osób niepełnosprawnych (z tej serii jest również słynny pomnik ciężarnej kobiety Allison Lapper posiadającej niewykształcone kończyny, obecnie matki samotnie wychowującej dziecko. Ten pomnik w 2004 roku stanął na Trafalguar Square).



 

Jednak rzeźba leżącego Lucasa nie jest wykonana jak tamte z marmuru, ale ze sproszkowanego substytutu mleka, będącego pożywieniem uczulonego na mleko dziecka.


Marble 2004

Miesiączkowanie

izakow2

Wczoraj wspomniałam jedną z prac Hanny Nowickiej. Ta artystka tworzy sztukę metaforyczną, pełną tajemnic i zagadek. A jednocześnie bardzo cielesną i, jeśli tak można powiedzieć, kobiecą.


Sama mam zresztą do tej sztuki bardzo osobisty stosunek. Kiedy byłam na studiach, prowadziłam Galerię „Czasu Kultury” Fractale. I to właśnie wystawa Hanki „Sześć obrazów o bliskości” była jedną z pierwszych wystaw, które przygotowywałam.


 

Jedna z nowszych prac Hanki Nowickiej – film wideo pt. „Inicjacja” (2002) – dotyczy procesu dorastania, dojrzewania, inicjacji w dorosłość, a także grozy, jaką wzbudza krew menstruacyjna.


Występująca tu dziewczynka – córka artystki – ubrana w białą sukienkę staje na białym kwadracie trzymając w rękach owoce męczennicy - passiflory. Rozsypuje te owoce i je zdeptuje, następnie przynosi nowe i znowu miażdży je bosymi stopami. Czerwony sok przypomina krew. Powierzchnia kwadratu, na którym stoi dziewczynka staje się coraz bardziej czerwona. To działanie jest jak ryt inicjacyjny. Dziewczynka przechodzi na stronę czerwieni.



 

Ta praca odwołuje się do symboliki dwóch kolorów – bieli (dzieciństwo, niewinność, ale też brak uczuć i nieskończoność) oraz czerwieni (krew, cierpienie, życie, ale w pewnym sensie również tworzenie). Czerwień to bowiem także pasja tworzenia, gorączka emocji, zarazem cierpienie i miłość.



 

Analogię między miesiączkowaniem a tworzeniem czyni również Jolanta Brach-Czaina w eseju pt. „Miesiączkowanie”:


„Wrażenie opuchnięcia. Wezbrania. Rozsiany niepokój.


Czynnościom, które mają dla nas znaczenie, towarzyszy nieraz napięcie, a nawet rozdrażnienie i nie jest ważne, czy chodzi o pisanie tekstu czy miesiączkowanie, gdy pocieknie pierwsza kropla, na którą czekamy, doświadczamy uwolnienia. Przypomina to ulgę po drażniącym, upalnym dniu, gdy pierwsze, grube krople deszczu pękają na powierzchni kałuży” (esej w książce „Błony umysłu”, s.124).


Zawahałam się na początku pisząc o sztuce „kobiecej”, bo zawsze mam wątpliwości, gdy ta „kobiecość” jest esencjonalizowana (poprzez cielesność, seksualność, czynności fizjologiczne takie jak menstruacja czy poród).


Działa to bowiem trochę jak broń obosieczna. Jeśli tworzeniu towarzyszyły zwykle metafory seksualne (męskie tworzenie utożsamiane było z wyzwalaniem energii seksualnej: „maluję moim penisem” – mawiał pod koniec życia, chory na artretyzm Renoir), to można zrozumieć lęki przed kobiecym pisarstwem lub też malowaniem. „Kobieta –trucicielka – zabija jadem jak żmija” – pisze o XIX-wiecznych metaforach kobiecego pisarstwa Krystyna Kłosińska. Może te metafory mająjakiś związek właśnie z miesiączkowaniem? Krew menstruacyjna jest przecież podobno trująca.


A jednak trudno nie ulec urokowi pracy Hanny Nowickiej, jak i trudno nie zgodzić się z konkluzją eseju Brach-Czainy o miesiączkowaniu:


„Miesiączkowanie wydaje się czynnością pouczającą i wartą krytycznych rozmyślań. Kultura ludzka wykorzystała w nadmiarze sadystyczne obrazy krwi wytaczanej z ran zadawanych podczas walk i tortur. Ta zła krew stanowiła fundament rozwijających się cywilizacji, inspirowała wyobraźnię twórców idei społecznych i przywódców kultów religijnych. Od wielu tysięcy lat ludzka wyobraźnia chłeptała krew towarzyszącą śmierci i podniosła rzeź do rangi najwyższych wartości. Jedynie wypływającą naturalnie krew miesiączkowania okładano anatemą, ukrywano, wywabiano i puszczano w niepamięć”.



Na koniec praca jeszcze innej artystki, Pipilotti Rist, ktora również stara się przewartościować znaczenie krwi miesięcznej (2004):




"Małgorzata" Burskiej i wampiry

izakow2


 

Dwa tygodnie temu spotkałyśmy się z Bogna Burską, po długim czasie niewidzenia się ze sobą. Przegadałyśmy pół nocy. Bogna dała mi najnowszy film pt. „Małgorzata”. Obejrzałam go dopiero niedawno, pokazałam tez studentom, którzy pytali, czy to prawdziwa krew i czy modelka nakłuwa się naprawdę.



 

Modelką jest oczywiści sama artystka, nie nakłuwa się naprawdę, używa sztucznej krwi do charakteryzacji. Czym dłużej myślę o tej pracy, tym bardziej wydaje mi się, że nie ma to większego znaczenia. Oczywiste jest, że czerwone krople kojarzą się z krwią.


Ale zaczęłam się zastanawiać, ile w makijażu, biżuterii jest podobnych odniesień. Może to przez kolczyki, które dostałam od Edyty Zierkiewicz na urodziny. Edyta je kupiła, bo przypominały jej logo artmixa (zaprojektowane zresztą przez Bognę). Ja uwielbiam je zakładać, ale mi czerwony koral w środku, ukryty niczym w muszli, kojarzy się jednoznacznie z kroplą krwi.



 

Czerwone korale zakładane na szyję, rubinowe oczka w pierścionkach, czerwone kwiaty przypinane do sukni (miało to wskazywać rzekomo, że dama menstruuje), czerwone paznokcie i krwistoczerwone usta – to wszystko nawiązuje przecież do intensywnej czerwieni krwi.


Krew staje się fetyszem.


Dlaczego? Czy chodzi o życiodajne znaczenie krwi (stąd też znaczenie menstruacji)? Czy o witalność? (jej brak kojarzy się z anemią, niedokrwistością, a zarazem brakiem energii. W XIX wieku przyprowadzano damy cierpiące na tę przypadłość do rzeźni, by piły świeżą krew, a także by podnieść im ciśnienie. Terapia szokowa...) Może dlatego, że jest odniesieniem do seksualnego spełnienia (ukrwione narządy płciowe)? Chodzi o młodość? Ale skąd wiara, że krew zapewnia młodość?



 

W pracy „Małgorzata” krew również jest fetyszem. Od strony wizualnej praca wydaje się bardzo wiktoriańska. Widzimy jedynie fragment ciała kobiety (biust, szyję i brodę), która najpierw pudruje się, nawilża perfumami, a później ozdabia swą szyję krwistymi „koralami”. To, co obserwujemy to jakby odbicie widziane w starodawnym lustrze. Ma ono złotą, ozdobną ramkę, a to, co je otacza – to czarne – nieprzeniknione tło. Artystka gra więc również z przestrzenią. Scenę obserwujemy jakby przez dziurkę od klucza, albo też jak wewnątrz zaczarowanej szkatułki czy też zaczarowanego puzderka...


Na końcu kobieta wstaje, a biel sukienki sugeruje, że puzderko zostało zamknięte. Tym scenom towarzyszy muzyka z libretta opery „Mefistofeles” Arrigo Boito.



 

Burska nawiązała tu do trzech Małgorzat (Gretchen, Margot, Margarita). Pierwsza to ukochana Fausta, która zjawia się w jego widzeniu: „Jakże dziwny naszyjnik otacza jej szyję, czerwonokrwista linia” (J.W. Goethe).


Drugą jest królowa Margot. To po jej ślubie miała miejsce straszliwa Noc św. Bartłomieja. Potem otruty został jej brat i skazany na ścięcie kochanek – hrabia La Mole. Najpiękniejsza biała suknia Margot zabarwiła się smugami krwi.



 

Trzecia to Margarita Nikołajewna z „Mistrza i Małgotrzaty” Bułchakowa, która strojąc się na bal u Szatana, bierze kąpiel – we krwi i olejku różanym.


Mowa więc o dziedzictwie przejmowanym przez trzy Małgorzaty. Dziedzictwie przeklętym, którego symbolem jest krew. Krew to również przekleństwo, ból, śmierć.

 

I chyba fetyszyzowanie krwi w kulturze wiąże się z połączeniem tego, co kojarzy się z młodością, witalnością, seksualnością z tym, co kojarzy się z bólem, przekleństwem, śmiercią.



 

Jest jeszcze jedna postać, o której nie można tu zapominać. To postać wampira. Krwawe ślady na szyi Małgorzaty kojarzą się zresztą właśnie z ukąszeniami wampira. Zaś Margarita Nikołajewna z powieści Bułchakowa przypomina w pewnym sensie krwawą hrabinę Erszebeth Bathory (1560-1614) z Transylwanii, która by utrzymać młodość i piękno, kąpała się we krwi młodych dziewcząt. Ta krewna naszego króla Stefana Batorego (był jej wujem) została przedstawiona w filmie Borowczyka („Les Contes immoraux”), a wspomina ją Louis-Vincent Thomas w książce pt. „Trup”, biblii miłośników okropności.


W każdym razie można się zastanawiać, jak powstał mit Draculi. Bo przecież ani Vlad Dracula, ani jego syn Vlad Palownik, z wampirami niewiele mieli wspólnego. Do powstania legendy przyłożyli się ze względu na swe okrutne traktowanie wrogów. Uchodzą oni zresztą też za rumuńskich bohaterów narodowych. Wampir to z kolei „żywy trup”, to krwiopijca. Erszebeth jest więc bliższa legendzie, niż hrabia Dracula! Ponoć w swym pamiętniku, Erszebeth doliczyła się dokonania 610 okrutnych mordów młodych dziewcząt.


Warto byłoby zbadać więc wampira od strony genderowej....


Małgorzata Burskiej również ma coś z wampirzycy, ale puzderko zostało zamknięte. Nie wiemy, czy wybiera się ona jedynie na bal, czy też może na krwawe łowy...



 

A co do badania wampirów –zostałam właśnie zaproszona, by wygłosić wykład w Mobile Academy, która odbywa się pod hasłem duchów, zjaw i fantomów. Alicja Kusiak natomiast przysłała mi informacje o konferencji na temat wampirów w Bostonie. Chyba jednak zostanę w domu, bo trochę boję się wampirów...

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci