Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : zaglada

Postęp i higiena w Zachęcie

izakow2

 

W warszawskiej Zachęcie można wciąż zobaczyć dwie wystawy, które należą do tzw. „Must see”. To „Postęp i higiena” przygotowana przez Andę Rottenberg i odnosząca się do powiązań pomiędzy modernizmem a kontrolą i panowaniem nad ludzką cielesnością oraz „Adoracja słodyczy”, będąca swoistym hołdem dla Krystiany Robb-Narbutt. Kuratorką tej ekspozycji jest Krystyna Piotrowska, która jest zresztą w pewnym sensie łączniczką pomiędzy obydwoma prezentacjami, gdyż bierze też udział w wystawie „Postęp i higiena”. Jest jeszcze trzecia ekspozycja, uzupełniająca w pewnym sensie „Postęp i higienę”: „Unsubscribe” Gregora Schneidera, również przygotowana przez Andę.

 

Krystyna Piotrowska, Oczy niebieskie - życie królewskie. Oczy czarne - życie marne, 2009

 

Wystawa „Postęp i higiena” to ogromne przedsięwzięcie z takimi topowymi nazwiskami współczesnej sceny artystycznej jak: Nelly Agassi, Mirosław Bałka, Jan Fabre, Luc Tuymans, Gerhard Richter czy Santiago Sierra. Warte podkreślenia jest również to, że wiele prac powstało specjalnie na tę prezentację. Wydaje się, że wystawa już stała się jedną z najważniejszych w dorobku Rottenberg, wraz z takimi ekspozycjami jak: „Gdzie jest brat Twój, Abel?” (1995) czy „Obok. Polska-Niemcy. 1000 lat historii w sztuce”(2011/2012).

 

Jest to znakomita ekspozycja, zrobiona z ogromnym rozmachem, ukazująca różne wątki związane z wiarą w postęp, modernizacją oraz higieną (rozumianą zarówno dosłownie, jak i w przenośni – jako higiena rasy, narodu czy społeczeństwa). Dlatego też wystawa akcentuje przede wszystkim problem opanowania „NIECZYSTOŚCI” w systemach totalitarnych, walkę o czystość rasy, która doprowadziła w końcu do Zagłady. Pojawiają się kwestie związane ze społecznym darwinizmem, eugeniką, inżynierią społeczną, „hodowlą” czystych rasowo obywateli (przykład nazistowskiego programu Lebensborn), prowadzonymi na ludziach eksperymentami medycznymi, kultem zdrowego, wysportowanego ciała, a także współczesnymi praktykami jego doskonalenia.

 


Michael Najjar, bionic angel, 2007, z serii bionic angel (2006-2008), fot. dzięki uprzejmości artysty i Kolekcji Grażyny Kulczyk. Materiały prasowe Zachęty.

 

 

Pojawiają się też prace odnoszące się do wyniszczającej polityki kolonialnej (zwrócenie uwagi na Kongo Belgijskie u Jana Fabre), polityki wobec imigrantów (np. u Anny Konik) oraz innych rodzajów społecznych wykluczeń. O tym mówi monumentalna praca Santiago Sierry ukazująca portrety odwróconych tyłem kobiet z Vrindavanu w Indiach, które to miasto określane jest jako „miasto wdów”.

 

Santiago Sierra, Jorge Galindo, Los Encargados, 2012, fot. dzięki uprzejmości Galeria Helga de Alvear, Madryt. Materiały prasowe Zachęty.

 

W Indiach obowiązuje prawo zabraniające kobietom, które straciły swych mężów powtórnego wyjścia za mąż. Wiele z nich przenosi się właśnie do Vrindabvanu, gdzie żyją jednak w skrajnej nędzy i pozostają w sensie społecznym niewidzialne, co akcentuje praca Sierry. Kobiety na jego zdjęciach stają się współczesnymi Homo Sacer, a więc życiem, które nie zasługuje na życie, jak pisze Giorgio Agamben. W tekstach kuratorskich trochę brakuje mi odniesienia do tego filozofa tak przenikliwie opisującego sposoby upolitycznienia ludzkiego życia.

 

Anda Rottenberg w swoich wypowiedziach zwraca uwagę, że teoretycznym impulsem do stworzenia tej ekspozycji była książka Zygmunta Baumana „Nowoczesność i Zagłada” opisująca związki między nowoczesną cywilizacją a mechanizmami Zagłady. Bauman podkreśla w niej, ze współcześnie nie znikł żaden element, który umożliwił ludobójstwo. Wydaje się jednak, że jeszcze istotniejsze dla „Postępu i higieny” są właśnie rozważania Agambena na temat biopolityki, upolitycznienia nagiego życia oraz śmierci, a także uznania części ludzi za niepożądanych. Dotyczy to zarówno totalitaryzmów, jak i współczesnych demokracji. Bo nasze życie w kontekście politycznym liczy się przede wszystkim jako fakt biologiczny, jesteśmy coraz bardziej włączani w system biopolityki.

 

Choć jestem pełna uznania dla pracy Andy i choć uważam, że ekspozycja podejmuje niezwykle ważny i w gruncie rzeczy bardzo aktualny problem, przy jej oglądaniu towarzyszyły mi jednak wątpliwości.

 

Bo po pierwsze, czy tego rodzaju ekspozycje opowiadające o historii oraz odnoszące się do naszej rzeczywistości – mogą zaskakiwać? Czy jest szansa, że pojawi się na nich coś nieoczekiwanego?

 

Miałam bowiem wrażenie zwiedzając tę wystawę, że jest ona bardzo przewidywalna. Jej narracja prowadzi od kwestii powiązań pomiędzy modernistyczną estetyką a koncepcjami higieny, poprzez odniesienia do eugeniki i frenologii (a więc badań ludzkiego mózgu oraz czaszek, które miały potwierdzać np. stereotypy rasowe), dalej inżynierię społeczną, a kończy się na współczesności.

 

 


Marianne Heske, Głowy, schemat frenologiczny

 

 


Human Barbie (Valeria Łukianowa)

 

Najciekawsza była dla mnie właśnie ta ostatnia sala, w której między innymi umieszczone zostały: „Universal Penis Expander” Zbigniewa Libery, praca ukazująca bionicznego anioła Michaela Najjara, następnie fotografie z Valerią Łukianową, byłą Miss Ukrainy, która przeistoczyła się w żywą lalkę Barbie, a także piękna instalacja Chiharu Shioty „Dialog z nieobecnością” (2010/2014).

 

 

Ukazana jest tu suknia ślubna, z której wyrasta gąszcz rurek z przepływającą przez nie cieczą przypominająca krew, która pompowana jest przez stojące na podłodze sercowe pompy. Praca ta wydaje się naprowadzać na kwestie współistnienia życia i śmierci, ale też sztucznego podtrzymywania życia, a może również na kwestię znikania ciała w kontekście biotechnologii (a więc jak zanika zoe przeistaczając się w bios). Jest to zarazem praca najbardziej otwarta na wielość interpretacji, niedająca przykroić się do z góry założonej tezy. Niestety w przypadku większości pozostałych prac mają one przede wszystkim znaczenie ilustracyjne w kontekście opowiadanej przez ekspozycję narracji. Obraz „Postęp” Wilhelma Sasnala odnosi się do tytułowego postępu i jego ambiwalencji (słowo to rzuca w obrazie mroczny cień) i w zasadzie nic poza tym.

 

 

Wilhelm Sasnal, Postęp, 2000 , fot. dzięki uprzejmości artysty I Fundacji Galerii Foksal. Materiały pasowe Zachęty.

 

A poniżej ciąg dalszy

 

Lodowy antypomnik Jerzego Kaliny

izakow2

We Wrocławiu z 9 na 10 listopada 74 lata temu spłonęła synagoga na ulicy Łąkowej. Również w innych niemieckich miastach doszło do zniszczeń. Nazwano te wydarzenia Nocą Kryształową, gdyż ulice zostały zasypane szkłem ze zniszczonych żydowskich mieszkań i sklepów. Możliwe też, że nazwa wzięła się od "krystalizacji", a więc postulatu oczyszczenia narodu niemieckiego z Żydów. Język III Rzeszy pełen był podobnych, eufemistycznych, a zarazem niezwykle znaczących, pojęć odnoszących się do biopolityki, w której ochrona życia (własnego narodu) zbiegała się z walką przeciwko innym, którzy mieli zostać wyeliminowani. 


W tym roku wrocławska Fundacja Bente Kahan w rocznicę Nocy Kryształowej zorganizowała Marsz Wzajemnego Szacunku połączony z prezentacją pracy Jerzego Kaliny pt. "Czarny Kryształ" na dziedzińcu przed synagogą pod Białym Bocianem.

 


 

I choć nie jestem zwolenniczką prac Kaliny, instalacja stworzona z 35 bloków lodu w kształcie macew, przywołująca nazwę Nocy Kryształowej, jest niezwykła, wymowna, a przede wszystkim nie jest to kolejny pomnik, który na trwałe wpisze się w przestrzeń miasta, obok którego przechodzi się obojętnie, ale poruszający antypomnik, dzieło efemeryczne, zanikające, kruche jak sama pamięć. 

 


Bo antypomniki przede wszystkim problematyzują samą pamięć, znikając, wskazują na zapomnienie, na wyrzucanie z pamięci ważnych bolesnych wydarzeń z przeszłości; a w tym przypadku przypadku także na to, że niektóre z tych wydarzeń nie do końca mieszczą się w ramach pamięci zbiorowej, jakby nie pasują, bo mówią o Żydach, a nie o Polakach. To znaczące, że gdy wszyscy mówili o przygotowaniach do Marszu Niepodległości, obchody rocznicy Nocy Kryształowej przeszły niemal niezauważone.


Pierwsze antypomniki powstały w Niemczech w latach 80., autorstwa Jochena Gerza i jego żony Ester Shalev-Gerz oraz Horsta Hoheisela i również odnosiły się do Zagłady. Gerz stworzył w Hamburgu 12 metrowy obelisk - "Pomnik przeciwko faszyzmowi i wojnie", który w całości w ciągu kilku lat zapadł się pod ziemię. Cechą antypomnika jest właśnie zanikanie, a równocześnie problematyzowanie pamięci zbiorowej i znaczenia pomników w przestrzeni publicznej. Antypomniki, jak pisze Piotr Piotrowski, zachowują milczenie w obliczu zbrodni, a często też prowokują do interaktywności. W przypadku pomnika Gerza było to umieszczanie przez przechodniów na powierzchni obelisku swoich przemyśleń. 


Chodzi również o to, że pomniki odciążają naszą pamięć, usprawiedliwiają nas w niepamiętaniu, natomiast antypomniki, jak pisze Paul Sigel, "nie tylko zwracają uwagę na bolesne wydarzenia historyczne, lecz także przekazują zwiedzającemu zadanie pielęgnowania pamięci o tych wydarzeniach i wyciągania z nich wniosków". 

 

Chodzi więc o to, że to my mamy być nośnikami pamięci, jej mediami, a nie martwe pomniki, bo wtedy nasza pamięć topnieje.

 


 

O tym własnie mówi roztapiający się i rozpadający "Czarny kryształ" Jerzego Kaliny.

 


 

Fotografie z fanpage'a Fundacji Bente Kahan


Holocaust w kampanii PETY

izakow2

 

Wspomniałam ostatnio o kampanii PETA (Ludzie na Rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt) „Holocaust on Your Plate” z 2002 roku. Kampania ta szokowała, a w Niemczech została ocenzurowana nakazem sądu orzekającym, że obraża pamięć ofiar.


 

Pojawia się przy tej okazji bardzo sporna kwestia porównań pomiędzy masowym uśmiercaniem zwierząt a Holokaustem. Autorzy kampanii odwołali się do książki Charlesa Pettersona „Wieczna Treblinka”, zainspirowanej wypowiedzią Isaaca Bashevisa Singera: „Zwierzęta doświadczyły, że człowiek to najgorszy osobnik spośród wszystkich gatunków. Zwierzęta zostały stworzone jako dostarczyciele żywności i skór – istoty, które można dręczyć i eksterminować. Dla nich wszyscy ludzie to naziści, a ich Życie – to wieczna Treblinka”. Warto przywołać tu również wypowiedź Theodore’a Adorna: „Auschwitz zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta”.


 

Zarówno obrońcy praw zwierząt, jak i teoretycy sięgają po tego rodzaju porównania dla wzmocnienia swego przekazu oraz pokazania problemu, który jak twierdzą, jest zupełnie niezauważalny. W numerze „Artmixa” na temat gatunkowizmu, Marietta Radomska pisze:

„Gatunkowizm posiada własną logikę. Przede wszystkim, należy najpierw uznać istotę jako nie-ludzką, aby następnie móc ją bezkarnie maltretować lub uśmiercić. Albowiem tylko człowiek zasługuje na godność i odpowiedni szacunek. To właśnie dlatego cierpienie zwierząt i rzeki krwi wylewające się z rzeźni na całej kuli ziemskiej właściwie NIE istnieją (oczywiście z wyjątkiem środowisk związanych z obroną praw zwierząt). Dokładnie taka sama prosta logika działała w przypadku niewolnictwa albo Holokaustu. W momencie, gdy niewolnicy zostali uznani za "zwierzęta juczne", najokrutniejsze traktowanie (wcześniej stosowane wobec nie-ludzkich zwierząt) stało się codzienną praktyką. Z podobnym mechanizmem mamy do czynienia w przypadku nazistowskiego ludobójstwa, które wyznaczywszy linię podziału pomiędzy ludźmi a pod-ludźmi (lub nie-ludźmi - wystarczy przywołać propagandę Trzeciej Rzeszy, według której Żydzi przedstawiani byli jako "robactwo"), automatycznie umożliwiało eksterminację tych, którzy zakwalifikowani zostali poniżej tejże linii podziału. Ponadto, w tych i podobnych sytuacjach, które mają miejsce aż po dziś dzień, jakiekolwiek moralne lub etyczne wątpliwości zostają raczej rozwiane, albowiem - wedle niektórych - status moralny niekoniecznie przynależy nie-ludziom”. Ten mechanizm omówił dokładnie Giorgio Agamben, wskazując, że nagie życie w kontekście biopolityki może zostać bezkarnie unicestwione.


 

Dalej autorka zauważa, że choć różnorodne przejawy rasizmu, seksizmu, homofobii oraz innych form dyskryminacji wciąż mają miejsce zarówno na obszarze teorii (akademia), jak i praktyki (życie codzienne), to postulaty wyżej wymienionych ruchów emancypacyjnych wydają się oczywiste, a przynajmniej uznaje się ich istnienie. Natomiast „ogromne ilości cierpienia oraz eksploatacja zwierząt pozostają niemal niesłyszalne. Stanowią one jedynie element "zwyczajnego" krajobrazu. Ponadto jakakolwiek próba porównania albo przeprowadzenia analogii pomiędzy cierpieniem zwierząt (np. w rzeźni) i niewolnictwem lub Holokaustem zazwyczaj wywołuje oburzenie lub jakąkolwiek inną formę protestu, również ze strony tych, którzy sami podjęli walkę z dualistyczną logiką określającą ich jako "Innych" ludzkiego podmiotu. Tego rodzaju reakcje okazują się być jednak jeszcze jednym przejawem gatunkowizmu” – stwierdza Radmoska.


 

Pytanie, czy uprawnione jest porównanie masowego zabijania zwierząt do Holokaustu jest jak najbardziej aktualne, jednak jak wskazuje Monika Bakke w książce o sztuce i estetyce posthumanizmu, w literaturze przedmiotu wciąż pojawiają się coraz bardziej szczegółowe analizy mechanizmów masowego zabijania ludzi i zwierząt. Bakke wymienia za Davidem Sztybelem podobne sposoby destrukcji i zabijania: „eksperymenty na żywych organizmach, eugenika, eksterminacja ‘szkodników’, polowania, obdzieranie ze skóry, pozyskiwanie włosów i tłuszczu oraz innych części ciała uznanych za cenne, niewolnicza praca, rozrywka kosztem ofiar, wypędzanie z domów-siedlisk, brak możliwości powrotu – dewastacja siedlisk, przymusowa koncentracja, separacja rodziców od dzieci, śmierć głodowa, zmowa milczenia, masowe i nieograniczone zabijanie, masowe groby”.

Trudno nie przyznać racji tym argumentom, podobnie jak tekstowi Darka Gzyry na temat kampanii „Holocaust on Your Plate” (Dorota, dziękuję za ten tekst!), ale z drugiej strony pojawia się tu inny problem, jakim jest instrumentalizacja Holocaustu w rozmaitych dyskursach ideologicznych – z jednej strony – we wspomnianym już antygatunkowizmie i kampaniach na rzecz praw zwierząt, również w dyskursach antyneoliberalnych, które mówią o analogiach między sposobem pracy i zniewolenia w tzw. sweat-shopach a funkcjonowaniem obozów koncentracyjnych, ale z drugiej strony – również w dyskursach zgoła innej opcji światopoglądowej – a mianowicie obrońców tzw. życia nienarodzonego. Oni też chętnie sięgają po porównania z Holocaustem. Jeśli do tego dodać kwestie komercjalizacji i turyzmu Zagięty narożnik: 1Zagłady, o której tu kiedyś również pisałam, wykorzystania związanych z nim symboli (Turystyka Holokaustu), to okazuje się, że Zagłada wykorzystywana jest na wiele, najróżniejszych sposobów. Oczywiście daleka jestem od twierdzenia, że nie wolno dokonywać jakichkolwiek porównań, że o Zagładzie powinniśmy mówić wyłącznie podniosłym tonem, a ponadto, że jest ona czymś niepowtarzalnym. Niepokoi mnie jednak łatwość, z jaką Zagłada wpisywana jest w rozmaite dyskursy i zastanawia mnie na ile jest jeszcze czymś, co faktycznie wywołuje wstrząs...

Krystyna Piotrowska: Włosy Małgorzaty

izakow2


Polecam wystawę „Złote włosy MałgorzatyKrystyny Piotrowskiej w poznańskim Arsenale.



 

Tytuł nawiązuje do słynnej „Fugi śmierci” Paula Celana i ostatniej frazy wiersza: „Złoto twoich włosów Małgorzato, Popiół twoich włosów Sulamit”. Oczywiście naprowadza to na znaczenia Zagłady, podobnie jak stworzona z włosów ogromna mandala kojarzyć się może z włosami, które pozostały po zamordowanych w obozach zagłady.


 

Złote i czarne włosy, o których pisał Celan, naprowadzają na biopolitykę nazistów, dotykają samego jądra zła, jakim był wprowadzony przez nazistów podział ludzi w zależności od rysów twarzy, koloru oczu czy włosów. Ale jednak ta wystawa nie odnosi się tylko do traumatycznej przeszłości, raczej wskazuje na przeplatanie się różnych wątków w naszej historii, jak i osobistej biografii artystki.



 

Wątki europejskie, polskie, żydowskie, kobiece splatają się jak plecione na filmach warkocze, jak jasne i ciemne włosy splecione w drobne warkoczyki tworzące kręgi mandali.



 

Wystawa wskazuje też na znaczenia włosów, przede wszystkim w judaizmie, gdzie kobiece włosy kojarzone są z seksualnością i dlatego powinny być skromnie zaplecione, zakryte pod chustą, a w najbardziej ortodoksyjnych żydowskich rodzinach powinny być całkowicie zgolone (choć dość często ogolone chasydki zakładają na głowy peruki). Włosy kojarzą się z pięknem, traktowane są jako ozdoba czy też chluba kobiet, ale jednak nie są czymś do końca bezpiecznym. Nigdy nie można ich opanować, są nieujarzmione, wciąż odrastają, nawet te zgolone. Należą do naszego ciała, ale niekiedy się od niego uwalniają. Mogą  też stanowić samodzielny obiekt, na przykład obcięte i zmienione w perukę. Są wyjątkowo trwałe. Gdy po śmierci ciało degradacji ulega, włosy pozostają. Włosy mogą wzbudzać zachwyt i pożądanie, ale również obrzydzenie (np. czyjeś włosy pozostawione na sitku w umywalce, mokre, mogące przyprawić o odruch wymiotny). Włosy jako abiekt.



 

Największe wrażenie na tej wystawie sprawiaj spirala ułożona z drobno zaplecionych warkoczyków, tworząca swego rodzaju mandalę. Mandala to obiekt kojarzący się przede wszystkim z buddyzmem tantrycznym, wykorzystywana jest w tantrach najwyższej jogi, aby dotrzeć do tego, co najbardziej czyste i doskonałe. Spirala to symbol ciągłości, nieskończoności, nieśmiertelności. Kręgi zbudowane z włosów kojarzyć się mogą też z kołem życia, ale z drugiej strony, w kontekście historii, do której odwołuje się artystka, forma ta kojarzyć się może też z grobowymi kurhanami, a więc ze śmiercią.


Mówi więc ta praca również o przeplataniu się życia i śmierci, tak jak przeplatają się w niej jasne i ciemne włosy.



Upamiętnione w bruku

izakow2

Odnośnie poprzedniego wpisu o krzyżu, warto wspomnieć o jeszcze jednej kwestii, a mianowicie o stanowczym żądaniu "obrońców krzyża", aby przed Pałacem Prezydenckim stanął pomnik upamiętniający ofiary smoleńskiej katastrofy, najlepiej zawierający w swej strukturze krzyż. Polska pomnikomania jest zadziwiająca. Dość wspomnieć pomniki Jana Pawła II stojące niemal w każdym polskim, większym lub mniejszym, mieście, niektóre doprawdy przerażające, kiczowate, nierespektujące zasad proporcji.


W myśl polskiej pomnikomanii, pomnik powinien być wielki, realistyczny i patetyczny. Krytyka pomników, tendencja stawiania tzw. anty-pomników, myślenie o tym, by pomnik był projektem na przyszlość, a nie zwrócony był jedynie w stronę przeszłości (jak powiadał Krzysztof Wodiczko), są w Polsce niestety zupełnie obce. Brakuje tu zastanowienia się nad innymi, nietradycyjnymi, sposobami upamiętniania. Brakuje krytyki tradycyjnych pomników, wpisanej w nie ideologii władzy i siły, budowania za pomocą tych pomników romantyczno-patetycznej wersji narodowej historii.


Kiedy chodziliśmy latem po ulicach Berlina, naszą uwagę przykuły małe mosiężne kostki, które od czasu do czasu pojawiają się na bruku. Są na nich wypisane nazwiska, daty urodzenia oraz krótkie informacje dotyczące śmierci Żydów, którzy mieszkali w danej okolicy w Berlinie przed wojną i zginęli w czasie Zagłady. Poruszają krótkie informacje na temat śmierci tych osób.


 

Jest to praca Guntera Demniga zatytułowana "Stolpersteine" ("wyboiste kostki"; kostki, o które się potykamy). Znajdują się one też w innych miastach Niemiec, np. w Kolonii. Ten rodzaj upamiętniania pojawił się wczesniej w innych krajach, np. w Argentynie (gdzie upamiętniono w ten sposób ofiary brudnej wojny), o czym mówi instalacja w Muzeum Żydowskim.


 

Na końcu Unter Den Linden, na Bebel Platz znajduje się pomnik (bądź antypomnik) podziemnej, pustej biblioteki z wypisaną nieopodal myślą niemieckiego poety Heinricha Heinego (1797 - 1856): "gdzie się pali książki, tam dojdzie do palenia ludzi". Pomnik autorstwa Michy Ullmanna upamiętnia oczywiście spalenie przez nazistów książek niezgodnych z ich poglądami, 10.05.1933 roku.


 

A to podziemna biblioteka z Muzeum Żydowskiego:


 

W samym muzeum największe wrażenie robi oczywiście sala z pracą Menashe Kadishmana "Schakhelet" upamiętniająca ofiary Zagłady.


 

To też praca, po której się chodzi i która działa poprzez potworny metaliczny dźwięk, jaki wydawany jest przy tym chodzeniu, powodującym przesuwanie się głów. A przed muzeum - Superman, którego głowa wbiła się w bruk... To praca Marcusa Wittmersa pt. "Even Superheroes have bad days" ustawiona w związku z wystawą "Heroes, Freaks and Superrabbis - the Jewish Colour of Comics".


 

To wszystko mówi o historii, upamiętnia tragiczne wydarzenia, ludzi, którzy odeszli, ale w sposób nietradycyjny, a zarazem przykuwający uwagę, wzbudzający zaciekawienie, prowokujący do namysłu.


Przychodzi mi na myśl prosta, może wręcz trywialna, konstatacja - jesli chcemy kogoś upamietnić, spuszczamy głowę, a nie zadzieramy ją do góry. Taka historia zapisana w bruku ciekawa jest dla każdego. W Berlinie szczególnie zainteresowany był nią mój młodszy syn, który fotografował namiętnie to, co pojawiało się pod jego nogami. To on jest autorem większości zamieszczonych tu zdjęć. Uwiecznił też swoje nogi oraz studzienkę kanalizacyjną, która zarazem jest swego rodzaju pieczęcią Berlina (coś dla Piotra C. Kowalskiego, którego fanem jest mój 10-letni syn i wykonał tę fotografię z myślą o nim).


 

Oczywiście w samym Berlinie znajdują się też pomniki gigantyczne (do nich należy pomnik Zagłady Żydów autorstwa Petera Eisenmana, ale ten pozwala na wejście do środka, na zagubienie się, na symboliczne zapadanie się pod ziemię), są też pomniki kiczowate, wiele jest pozostałości z czasów socrealizmu (jak dumni Marks i Engels nieopodal Alexanderplatz czy ogromny Lenin znajdujący się w jednej z dzielnic). Ciekawie upamiętnione są ofiary muru berlińskiego (proste tablice, jakby plakaty z krzyżami i któtkimi informacjami o zaginionych). Historia jest jednak opowiedziana w sposób poruszający, mniej patetycznie, bardziej metaforycznie, niż realistycznie.

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci