Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : Zydzi

Niepamięć u Wojciecha Wilczyka

izakow2

Pisałam niedawno o „Paskudnych pocztówkach” Michała Szlagi, które dokumentują proces wymazywania z mapy Gdańska stoczni, a zarazem – jej historii. Kiedy jakieś historie skazywane na są zapomnienie lub podlegają manipulacjom, niekiedy sztuka przejmuje rolę ocalenia pamięci. Współczesne prace artystyczne jednak częściej śledzą właśnie to zamazywanie, znikanie, odnosząc się do problemu niepamięci czy też pamięci niechcianej.

 

Tak dzieje się też w dość starej pracy, której jednak jeszcze tutaj nie prezentowałam, w cyklu fotografii Wojciecha Wilczyka „Niewinne oko nie istnieje” (2009), które były zarówno prezentowane na wystawach, jak i składają się na obszerną książkę.

 

Synagoga - Lubań 4.01.2007

 

W książce znajduje się ponad 300 zdjęć z najróżniejszych miejsc w Polsce prezentujących dawne synagogi lub żydowskie domy modlitwy. Obecnie są one zniszczone, zapomniane, przekształcone w sklepy, domy mieszkalne, kina, magazyny, a nawet miejskie toalety. Informacja towarzysząca każdej fotografii zamieszczonej w książce mówi o powstaniu budynku, o jego stylu oraz o przekształceniach, którym został poddany po wojnie.

 


Synagoga - Działoszyce 7.11.2006



Jak napisała Dorota Jarecka: „Fotografie robią wrażenie dopiero w masie, mówiąc w ten sposób o powtarzalności tego, co działo się w czasie wojny w każdym polskim miasteczku z ludźmi i żydowską kulturą. [...] To cykl, w którym symbolicznie materializuje się nieobecność Żydów i który ujawnia niemal powszechny brak refleksji o tym pustym miejscu”. Ta nieobecność jest bardziej odczuwana, niż uświadomiona. Bo, choć martyrologia Żydów nie stanowi integralnej części polskiej pamięci zbiorowej, to, jak napisała Alina Cała: „zniknięcie trzech milionów ludzi o skrystalizowanej i wyraźnie artykułowanej kulturze, nie mogło pozostać bez śladu. Trwa po nich pustka, którą nie wszyscy w pełni sobie uświadamiają, ale odczuwają”.

 


Synagoga - Buk 11.05.2007



Część fotografii Wilczyka wskazuje na to, jak bardzo starano się ukryć pierwotną funkcję tych budynków, zmieniając je, zasłaniając m.in. szyldami reklamowymi. Jakby chciano wykreślić ich obecność z przestrzeni publicznej, aby nie mogły być już zobaczone. Jakby pierwotna - sakralna funkcja budynków musiała zostać za wszelką cenę wyparta. Jakby wstydzono się pozostałych jeszcze śladów żydowskiej historii, która mimo, że silnie wrosła w historię naszego kraju, wciąż skazywana jest na niepamięć. Zastanawiają przyczyny tej niechęci, które poniekąd ujawnione zostają przez ten cyklu o niezwykle znaczącym tytule "Niewinne oko nie istnieje" - ignorancja, niechęć, wstyd, zażenowanie...

 


 Synagoga w Zawierciu

 



Synagoga - Nowy Tomyśl 11.05.2007





Lodowy antypomnik Jerzego Kaliny

izakow2

We Wrocławiu z 9 na 10 listopada 74 lata temu spłonęła synagoga na ulicy Łąkowej. Również w innych niemieckich miastach doszło do zniszczeń. Nazwano te wydarzenia Nocą Kryształową, gdyż ulice zostały zasypane szkłem ze zniszczonych żydowskich mieszkań i sklepów. Możliwe też, że nazwa wzięła się od "krystalizacji", a więc postulatu oczyszczenia narodu niemieckiego z Żydów. Język III Rzeszy pełen był podobnych, eufemistycznych, a zarazem niezwykle znaczących, pojęć odnoszących się do biopolityki, w której ochrona życia (własnego narodu) zbiegała się z walką przeciwko innym, którzy mieli zostać wyeliminowani. 


W tym roku wrocławska Fundacja Bente Kahan w rocznicę Nocy Kryształowej zorganizowała Marsz Wzajemnego Szacunku połączony z prezentacją pracy Jerzego Kaliny pt. "Czarny Kryształ" na dziedzińcu przed synagogą pod Białym Bocianem.

 


 

I choć nie jestem zwolenniczką prac Kaliny, instalacja stworzona z 35 bloków lodu w kształcie macew, przywołująca nazwę Nocy Kryształowej, jest niezwykła, wymowna, a przede wszystkim nie jest to kolejny pomnik, który na trwałe wpisze się w przestrzeń miasta, obok którego przechodzi się obojętnie, ale poruszający antypomnik, dzieło efemeryczne, zanikające, kruche jak sama pamięć. 

 


Bo antypomniki przede wszystkim problematyzują samą pamięć, znikając, wskazują na zapomnienie, na wyrzucanie z pamięci ważnych bolesnych wydarzeń z przeszłości; a w tym przypadku przypadku także na to, że niektóre z tych wydarzeń nie do końca mieszczą się w ramach pamięci zbiorowej, jakby nie pasują, bo mówią o Żydach, a nie o Polakach. To znaczące, że gdy wszyscy mówili o przygotowaniach do Marszu Niepodległości, obchody rocznicy Nocy Kryształowej przeszły niemal niezauważone.


Pierwsze antypomniki powstały w Niemczech w latach 80., autorstwa Jochena Gerza i jego żony Ester Shalev-Gerz oraz Horsta Hoheisela i również odnosiły się do Zagłady. Gerz stworzył w Hamburgu 12 metrowy obelisk - "Pomnik przeciwko faszyzmowi i wojnie", który w całości w ciągu kilku lat zapadł się pod ziemię. Cechą antypomnika jest właśnie zanikanie, a równocześnie problematyzowanie pamięci zbiorowej i znaczenia pomników w przestrzeni publicznej. Antypomniki, jak pisze Piotr Piotrowski, zachowują milczenie w obliczu zbrodni, a często też prowokują do interaktywności. W przypadku pomnika Gerza było to umieszczanie przez przechodniów na powierzchni obelisku swoich przemyśleń. 


Chodzi również o to, że pomniki odciążają naszą pamięć, usprawiedliwiają nas w niepamiętaniu, natomiast antypomniki, jak pisze Paul Sigel, "nie tylko zwracają uwagę na bolesne wydarzenia historyczne, lecz także przekazują zwiedzającemu zadanie pielęgnowania pamięci o tych wydarzeniach i wyciągania z nich wniosków". 

 

Chodzi więc o to, że to my mamy być nośnikami pamięci, jej mediami, a nie martwe pomniki, bo wtedy nasza pamięć topnieje.

 


 

O tym własnie mówi roztapiający się i rozpadający "Czarny kryształ" Jerzego Kaliny.

 


 

Fotografie z fanpage'a Fundacji Bente Kahan


Opowieści o chasydkach - zapraszam na spotkanie z Anką Grupińską

izakow2

Czy kobiety chasydzkie są nieszczęśliwe? Dlaczego nauczyły się okłamywać same siebie?
Dlaczego kąpiel w mykwie poniża kobiety?
Czy kobieta może być rabinem?
Dlaczego tradycyjna chasydka, zamiast "mój mąż" mówi "mój pan"?



Jeśli interesują Was odpowiedzi na te pytania, zapraszam serdecznie na spotkanie, które poprowadzę, z Anką Grupińską, autorką książki "Najtrudniej jest spotkać Lilit. Opowieści chasydzkich kobiet", które odbędzie się 12.10.2009, o godz. 18 w Poznaniu w Księgarni Bookarest w Starym Browarze.





"Najtrudniej jest spotkać Lilit, książka Anki Grupińskiej to reporterska próba opisania świata chasydek, najbardziej ortodoksyjnych spośród religijnych Żydówek izraelskich. Kobiety te, żyjąc w świecie szczelnie zamkniętym przez tradycję i mężczyzn, kształcone tak, by wiedziały, że wiedzieć nic muszą, wypełniają swój los według od wieków obowiązującego schematu. Dokonując jednak indywidualnych wyborów w obrębie wytyczonych im granic, wiodą własne życie. Ich codzienność, a także opowieści o polskich, ukraińskich, rumuńskich czy węgierskich dworach chasydzkich wpisane są tu w izraelską współczesność lat 90. i pierwszych lat wieku XXI.



Grupińska wraca po 10 latach do swoich rozmówczyń i obserwuje zmiany, które zaszły w ich świecie. Tekst reporterski wzbogacony jest licznymi objaśnieniami, tablicami drzew genealogicznych dynastii chasydzkich i zdjęciami. Jest to trzecie wydanie książki, której pierwsze i drugie wydanie (1999) znalazło się na kilku listach książek bestsellerowych. Wydanie trzecie jest poprawione, uzupełnione i rozszerzone o nowe rozdziały wzbogacone o spotkania z bohaterkami książki w 2007 roku".



Więcej: "Czas Kultury"

Purim w Tel Avivie Pavla Wolberga

izakow2




Pavel Wolberg
, Purim in Tel Aviv, 2004


Dziękuję Rafałowi Jakubowiczowi za link do strony z fotografiami Wolberga. Piękne zdjęcia!


A czym jest Purim? Podaję za wiki:


Purim (פורים) - święto żydowskie, obchodzone 14 dnia miesiąca adar, obchodzone na pamiątkę uchronienie Żydów od zagłady w w perskim imperium Achmenidów za czasów panowania Artakserkesa I (wł. Kserksesa).


Święto ma charakter karnawałowy i obchodzi je się tak:


W tym dniu czytana jest w synagodze Księga Estery. Ilekroć pada słowo "Haman", zebrani hałasują, tupią, grzechoczą kołatkami. Po południu spożywa się posiłek świąteczny. Tradycyjnie spożywa się trójkątne słodkie bułeczki z makiem, zwane "uszami Hamana" (hamentaszen). Obowiązkiem religijnym jest w ten dzień pić alkohol aż do momentu, w którym nie można będzie rozróżnić wznoszonych okrzyków: "Niech będzie błogosławiony Mordechaj" i "Niech będzie przeklęty Haman". Święto Purim ma charakter karnawałowy i jest chętnie obchodzone także przez niereligijnych Żydów. Uczestnicy przebierają się w kostiumy, często mężczyźni w kobiece a kobiety w męskie. W tym dniu wielu religijnych Żydów popełnia ograniczone wykroczenia przeciwko prawu żydowskiemu. Zakładane są maski. Tradycyjnie dzieci chodzą od domu do domu i odgrywają przedstawienie Purim Spiel, oparte na historii Estery, natomiast studenci w satyryczny sposób objaśniają naukę żydowską. Obyczaj nakazuje spełniać w święto dobre uczynki, posyłać prezenty z pokarmów ubogim osobom.

Koszmary historii i inne paradoksy

izakow2

Słysząc różne relacje o filmie Yael BartanyMary Koszmary”, wydawał mi się jednoznaczny, ideologiczny, może zbyt prosty. A z drugiej strony bardzo ciekawie o tym filmie napisała Kasia Bojarska.


Ale trudno mieć opinię w oparciu o to, co się zasłyszało.


Dzisiaj obejrzałam „Mary Koszmary” na pokazie w poznańskim Zamku organizowanym przez „Krytykę Polityczną”. To chyba jakiś maraton. W zeszłym tygodniu przez kolejne dni były wyświetlane filmy Żmijewskiego.


No i dobrze, bo to miasto jest dość nudne i wreszcie coś się dzieje!


Ale wracając do filmu, jest bardzo interesujący, ale i przedziwny. Niejednoznaczny, a nawet denerwujący.


W pierwszym momencie wydaje się, że Sierakowski woła do Żydów wyrzuconych z Polski w 1968 roku: „Wracajcie!”. Ale zaraz mowa jest o 3 milionach Żydów.


„Żydzi! Rodacy! Ludzie! Luuudzieee!!!!! Myślicie, że ta stara kobieta, która wciąż śpi pod pierzyną Ryfki, nie chce was widzieć? Zapomniała o was? Mylicie się. Ona śni o was każdej nocy. Śni i drży ze strachu. Od tej nocy, kiedy was już nie było, a jej matka sięgnęła po waszą pierzynę, nawiedzają ją mary. Mary - koszmary. Tylko wy możecie je przegnać. Niech przy jej łóżku staną trzy miliony Żydów, których zabrakło w Polsce, i przegonią w końcu te zmory”.


Chodzi więc o duchy – duchy ludzi, którzy nie doczekali się godziwego pochówku. To właśnie prochy tworzą napis, że 3 miliony Żydów może uratować Polaków.


 


A wszystko odbywa się w niemal socrealistycznej konwencji. Sierakowski jako młody działacz lewicy, otoczony przez harcerzy z czerwonymi chustami, wygłasza z przejęciem swą mowę, a dzieje się to na opustoszałym, smutnym Stadionie Dziesięciolecia, stadionie, który przypomina cmentarz, a gdzieś do góry toczy się normalne (handlowe) życie.


Wszystko jest tu jakieś nieadekwatne, porządki i czasy są pozamieniane.


Dla mnie to utopijna opowieść o przeszłości (utopia dotycząca utopii?).


Cofamy się wraz z tym filmem w przeszłość, ale przeszłość zmienioną, przeszłość, która wydarza się teraz.


Film mówi o tym, co mogło się wydarzyć, a się nie wydarzyło, o tym, że lewica mogła być niewinna, a nie była, o tym, że można było przepracować traumatyczną przeszłość, a nie udawać, że jej nie było, że można było odmienić myślenie, odejść od rachunków narodowych krzywd, zamiast zaostrzać konflikty i wyrzucać z Polski Żydów.


A teraz my, jeśli nie przepracujemy tej przeszłości, nie będziemy mogli budować przyszłości.


Przeszłość wciąż się za nami ciągnie, wciąż uwiera, z szafy wyskakują szkielety, a spod dywanu wyłażą brudy.


Jak np. antysemityzm. Ktoś mi tu wmawiał niedawno na blogu, ze w Polsce nie ma antysemityzmu. Nie ma? Jest tylko odwieczna mowa, ile to polski naród wycierpiał krzywd, jak bardzo realizowane są żydowskie interesy, że wszyscy uwzięli się na biedną Polskę i czego to się teraz młodzież uczy. Młodzież nie powinna takich filmów oglądać! – stwierdził pan obecny na widowni otoczony przez grupkę młodych narodowców. Jedna z dziewczyn obecnych na widowni trzeźwo zauważyła, że my nie ma za bardzo możliwości, by z takimi argumentami w ogóle dyskutować. Że jesteśmy wobec nich bezradni.


Ja miałam coś takiego na blogu, przy okazji pracy „Po Jedwabnem” Zofii Lipeckiej. Będąc bezradna wobec swego rodzaju „mowy nienawiści”, którą reprezentował jeden z komentatorów na blogu, grzecznie przeprosiłam, że nie będę rozmawiać. Może i głupio zrobiłam, co zarzucał mi jeden artysta.


Ostatnio ukazał się Manifest Archiwum Etnograficznego, odbyła się dyskusja w CSW, o której też ostatnio pisałam.


Pojawił się tam argument, że sztuka ma bezpośredni wpływ na rzeczywistość społeczną. Film „Polak w szafie” Artura Żmijewskiego opowiadający o traumie etnografów w związku z mieszczącym się w katedrze sandomierskiej obrazem ukazującym rytualny mord dokonywany przez Żydów.


W manifeście stwierdzono, że film miał same dobre skutki, m.in. „realny wpływ na sytuację w mieście, wyrażający się m.in. w kościelnej decyzji o zasłonięciu obrazów w Katedrze (pod pozorem ich konserwacji)”.


No i tu jest pies pogrzebany. Bo mam wątpliwości, czy to zasłonięcie ma same dobre skutki. Czy ulecza sytuację w Polsce związaną z, może nawet nie antysemityzmem, ale ze swego rodzaju Żydo-fobią? Czy rzeczywiście leczy i kogo leczy? Nas (odbiorców) pewnie tak, oto mamy uspokojone sumienie, że wreszcie zakryto ten wstrętny obraz. Jesteśmy uspokojeni. Prawda jest po naszej stronie, ona zwyciężyła. Tylko, czy czasem, nie okazujemy w ten sposób poczucia moralnej wyższości? Ci, inni są nieważni, nieistotne, co myślą i co mówią. Ich problem rozwiązujemy w ten sposób, że skazujemy ich na milczenie.


Tak, ja też wykopałam tego antysemitę z mojego bloga. Ale wychodzę z założenia, że mój blog jest miejscem prywatnym. Ale, co dzieje się wtedy, gdy ucina się dyskusję w miejscu publicznym, bo dyskutować nie ma sensu? Bo nie ma!


Jesteśmy kompletnie bezradni, nie chcemy tego słuchać, w tych wypowiedziach jest mnóstwo przemocy. No, ale znowu, na pewno nie raz to słyszeliśmy, od starszych wujków, znajomych dziadków. Ale, czy można tych starych ludzi zmienić? Pewnie i nie. Wyjść? Ja raz wyszłam z imienin, mówiąc, że nie będę siedziała przy jednym stole z osobą o faszystowskich poglądach. Niepotrzebne emocje. Nie ma dobrego rozwiązania. Ale niekiedy, podsycamy jeszcze ich fobię.


Bo wiem dobrze, jako historyk sztuki (tudzież historyczka), że zasłonięty obraz ma jeszcze większą siłę oddziaływania, niż niezasłonięty. Więc ten rzekomo dobry skutek, a więc akt zasłonięcia obrazu jest tak naprawdę zamieceniem brudów pod dywan jeszcze głębiej, a nie – ich wymieceniem. Bez jakiegokolwiek przepracowania problemu wśród miejscowych ludzi, ich fobia będzie jeszcze większa. Oczywiście pytanie, kto miałby przepracować? Wydaje się, że najwięcej miałby tu do powiedzenia Kościół, który woli przemilczeć, niż przepracować. Bo, czy właściwie Kościół rozliczył się z podsycania antysemityzmu, co myśleli jego przedstawiciele o tych obrazach, o legendach o krwi, o ukradzionych przez Żydów hostiach (tu akurat przeskakuję z Sandomierza do Poznania). Gdzie właściwie kryje się ten diabeł?


Ludzie są dość mocno poranieni. Inny, obcy jest często łatwym wytłumaczeniem dla naszych krzywd, bo inaczej ciężko jest żyć.


Ale, należy uważać, bo strasznie łatwo jest napiętnować tego, kto sam piętnuje i wpaść w błędne koło wykluczeń i nienawiści do Innego, tudzież jego uciszania, odmawianie mu prawa głosu i możliwości reprezentacji.


Nie wiem, czy jest jakieś wyjście z sytuacji. Chyba jedynie wejść (symbolicznie) w przeszłość, by ją uleczyć dla przyszłości. Ale to znowu jest ogólnik, albo i wręcz złudzenie.


A może film Bartany ukazuje przede wszystkim utopijność naszej wiary w to, że przepracowanie historii wszystko załatwi. Że zaleczy nasze rany. Że wymiecie kurze spod dywanów. Podczas, gdy tak naprawdę będą one wciąż zamiatane coraz głębiej...


A zatem nie wiara w utopie, które wiemy jak się skończyły (tu najbardziej znaczącym symbolem jest właśnie pusty Stadion Dziesięciolecia), ale czujność wobec siebie, odrzucenie pychy, ale i pogodzenie się z duchami we własnym domu, tudzież ze swoim własnym Innym.


P.S. A życie dopisało do tego wpisu obrzydliwy komentarz. Chodzi mi o koszulkę jednego z łódzkich piłkarzy z wulgarnym antysemickim napisem. Polski antysemityzm jest tym, o czym wreszcie trzeba zacząć rozmawiać!

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci