Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : Ewa-Swidzinska

Intymna historia sztuki Ewy Świdzidzińskiej

izakow2

Było ostatnio o "przepisywaniu" dawnej sztuki przez działania facebookowe. Jak zauważył jeden z czytelników (Tomek), takie "przepisywanie" ma miejsce w samej sztuce. I nie chodzi tylko o bezpośrednie inspiracje, w zasadzie cała sztuka powstaje w odwołaniu do innej sztuki. Jak twierdził Gombrich, to zawsze język artystyczny i schematy wizualne znane artystom są podstawą tworzonych przez nich dzieł. Dawne dzieła odbijają się w dziełach współczesnych, artyści wciąż wracają do dawnych tematów ikonograficznych. To znana derridiańska metafora muzeum jako gabinetu luster - obrazów, które przeglądają i odbijają się w sobie wzajemnie.


Jednak, aby sztuka nas zaciekawiła, artyści muszą zaproponować nowe podejście, stworzyć coś, co będzie intrygujące i ciekawe.


Kiedy pisałam jakiś czas temu o wystawie Ewy Świdzińskiej, prosiliście o fotki. Umieszczę je teraz, bo artystka cudnie "przepisuje" historię sztuki. Robi to na obszarze własnego ciała, poprzez prezentację swoich "wstydliwych" miejsc, o czym pisałam w notce towarzyszącej wystawie. Ewa sama mówi, że jej fotografia ma wiele wspólnego z najbliższym jej gatunkiem sztuki, jakim jest performance. Tym samym przekracza podziały pomiędzy gatunkami w sztuce, ale również tę sztukę "ucieleśnia". Na obszarze jej ciala powstają interpretacje impresjonizmu, dadaizmu i innych artystycznych kierunków. Tworzy też fotografie malarskie, jak choćby w przypadku "Różyczki":


 

To z kolei "Impresjonistka":


 

To oczywiście "Mona Liza":


 

Do dadaizmu odwołuje się również "Meret":


 

Jest jeszcze pop-artowska "Twiggy":


 

I tak powstaje "intymna historia sztuki"...

Ewa Świdzińska, Żywoty intymne

izakow2

Serdecznie zapraszam w imieniu Ewy Świdzińskiej, poznańskiej Galerii Piekary oraz swoim na otwarcie wystawy "Żywoty intymne", które odbędzie się we wtorek, 20 kwietnia o godz. 19.00.


 

Fotografie Ewy Świdzińskiej z cyklu „Żywoty intymne” tworzone są od 2005 roku, artystka obrała prostą, ale trudną metodę pracy twórczej, a mianowicie fotografuje sama intymne części swojego ciała, co oznacza, że zmaga się z problem kulturowego wstydu narzuconego kobietom, a także robi zdjęcia w taki sposób, że nie widzi fotografowanego obrazu. Wszystkie zdjęcia robione są z ręki, można powiedzieć, że intuicyjnie, bo bez spoglądania w okienko aparatu.

Te prace można uznać za sposób na odzyskiwanie własnego ciała. Jest to działanie wywrotowe, zwłaszcza w tym kraju, gdzie kobiece ciało nie do końca należy do kobiet, a bardziej jest obiektem manipulowania przez państwo. Reprezentacja „wstydliwych” miejsc ciała zawsze potyka się o kulturowy zakaz, o własną nieadekwatność. Dlatego też u Świdzińskiej toczy się gra z odsłanianiem/zasłanianiem; jawnością/wstydliwością, ciekawością/tajemniczością. Pojawia się tu również kwestia przyjemności, a wręcz autoerotyki, która zasugerowana jest poprzez dłoń artystki, przedstawioną na kilku fotografiach w pobliżu waginy. Jest to też przyjemność ozdabiania się, prowadzenia tej dwuznacznej gry oraz przyjemność oglądania.

W gruncie rzeczy nie chodzi tu jednak tylko o reprezentację seksualności, prace artystki można też odczytać w szerszym kontekście – wykreślenia kobiet z historii, uznania ich doświadczeń za nieważne i nieistotne, a także wykreślenia kobiecej perspektywy z historii sztuki. Artystka w pewnym sensie dokonuje „urodzajowienia” historii sztuki prowadząc z nią dyskretną grę. Odnajdziemy w jej pracach odwołania do baroku, sztuki narodowej, pop-artu, ale również do impresjonizmu, dadaizmu oraz minimalizmu. Artystka dokonuje jakby przepisania historii sztuki wprowadzając do niej to, co pozostawało w niej niewidoczne. Domeną sztuki było bowiem piękno, a z nim wiązane były przedstawienia kobiecych aktów. Jednak kobiety ukazywane były tak, jakby zostały pozbawione własnej seksualności. Choć kobieta występowała zawsze jako piękny obiekt kontemplacji, jej ciało było erotyzowane, nieobecne były jej narządy płciowe, gdyż reprezentowały one „horror nie do oglądania”. Kobiece genitalia były po prostu niewidoczne, zamaskowane, zasłonięte. Ich reprezentacja obecna jest natomiast w sferze zakazanej, w obszarze pornografii, kojarzonej z czymś mrocznym, brudnym, a niekiedy nawet budzącym wstręt. Kobiece organy płciowe stały się jednym z największych tabu w naszej kulturze. Te organy określane są sromem, zaś słowo to oznaczało dawniej wstyd, hańbę, niesławę, co dobrze oddaje konotacje znaczeniowe związane z tą sferą. Ewa Świdzińska nie tylko dokonuje odczarowania tej sfery, ale również próbuje ją upiększyć, nadać jej szyk i elegancję.

Artystka wskazuje, że poprzez odwołania do sfery intymnej opowiedzieć można wiele najróżniejszych historii. Powstają w ten sposób żywoty intymne, intymna historia, intymna historia sztuki...

Tutaj mój starszy wpis o pracach Ewy.

Łączniczki i inne

izakow2

Dzisiaj trochę więcej obrazków:


 

To jeszcze jedno zdjęcie Ewy ŚwidzińskiejPowstanie” (2005) z prezentowanego w poprzednim wpisie cyklu.


Ta fotografia odsyła do innych prac, a mianowicie do fotografii Zbyszka Libery z książki „Co robi łączniczka” (Darek Foks, Zbyszek Libera, 2005).





Wieloznaczna praca Libery i Foksa naprowadza przede wszystkim na problem tworzenia z historii przedmiotu pożądania, pożądania historii, jej fetyszyzacji.


 

Jeśli chodzi o wyobrażenia obrazowe, praca Foksa i Libery odsyła przede wszystkim do filmu Andrzeja Wajdy pt. „Kanał”.


(Scena z filmu "Kanał": Stokrotka z rannym Korabem: Teresa Iżewska i Tadeusz Janczar)


Ten film wydaje się być fundamentem mitycznego spojrzenia na historię Powstania Warszawskiego.


Muszę przyznać, że dziwnie czułam się przeglądając archiwalne zdjęcia w Muzeum Powstania Warszawskiego (łączniczki i sanitariuszki na fotografiach Eugeniusza Lokajskiego i Andrzeja Bargiełowskiego), z których wiele czyniło dziwnie wiarygodnymi fotografie Libery.


 



 

Podobne pozy łączniczek, podobny sposób ich ukazania, nawet pojawiają się te same motywy (np. lusterko).


Zwielokrotnione odesłania, fikcje zamieniające się w prawdę, albo fikcje będące źródłem rzeczywistości, bo nie przeglądałabym tych archiwalnych fotografii, gdyby nie praca Foksa i Libery, historia budowana przez mity i zamieniana w mity, ale również historia estetyzowana (piękna, wzbudzająca pożądanie)... I może przede wszystkim historia jako reprezentacja.

 

Praca Foksa i Libery nawet nie próbuje zaprzeczyć reprezentacji, pyta raczej o jej istotę, stawiając naprzeciw reprezentacji lustro. Tym samym, pyta, czym jest reprezentacja, która przegląda się w swoim odbiciu, i do jakiego stopnia może być prowadzona ta gra reprezentacji reprezentacji? Czy jest to gra nieskończenie powielająca wizerunki, tak jak w przypadku ustawionych naprzeciwko siebie zwierciadeł? I czy my, kiedy znajdziemy się pomiędzy tymi zwierciadłami (i staniemy w rozkroku, jak w środkowym rozdziale stojący w rozkroku chłopcy), jesteśmy w stanie jeszcze się rozpoznać, zidentyfikować siebie jako podmioty, również podmioty historii czy przeciwnie, jesteśmy kierowani tylko i wyłącznie przez pragnienie pragnienia?


 

Zastanawiam się, czy jest w tym wszystkim jeszcze jakaś możliwość dotknięcia czegoś rzeczywistego, wyjścia z fikcji, ucieczki poza mity?


Żałuję, że nie mogę tu pokazać pracy Tomasza Kozaka „Autoportret jako Tomasz Didymos” z 2003 r. (nie mam reprodukcji, może autor się odezwie i przyśle), bo ta praca, jak sądzę, splata właśnie kwestie pożądania i próbę dotknięcia realnego.


Praca Foksa i Libery będzie prezentowana na otwierającej się dzisiaj wystawie "Opowiedziane inaczej" w gdańskiej Łaźni. Chociaż ja z niecierpliwością czekam na ich nową pracę.


Czarna biżuteria Ewy Świdzińskiej

izakow2

Ewa Świdzińska wysłała mi prace z cyklu „Czarna biżuteria”, niezwykłe, łączące dekoracyjność z obsceną, ale wskazujące też na fetyszyzację kobiecego ciała oraz związaną z tym przyjemność.



Barok, 2005

 

Wraca wraz z tymi pracami pytanie o to, co reprezentowalne, o to, dlaczego kobieca seksualność wydaje się zupełnie odrzucona z pola widzialności. Paweł Leszkowicz w swoich tekstach zwracał uwagę na to, że jednym z największych tabu w polskiej historii sztuki są męskie genitalia. Ale jednak chyba jeszcze większym tabu są kobiece organy płciowe, których widok zaanektował sobie niemal wyłącznie obszar pornografii.

 


Pieprzyć, 2006

 

Bo czy można ukazać kobiece genitalia w sztuce tak, aby nie budziły skojarzeń z tym, co groźne, przerażające, abiektualne?


Na początku prowadzenia bloga opisywałam prace Magdaleny Frey oraz ich odniesienia do wagnialnych obrazów Courbeta. W odniesieniu do prac Frey, wskazałam, że reprezentacja "wstydliwych" miejsc ciała zawsze potyka się o kulturowy zakaz, o własną nieadekwatność.

 


Pocztówka świąteczna (Bombki), 2006

 

 

W tym nurcie mieszczą się również prace Ewy Świdzińskiej, w których ujawnia się gra z odsłanianiem/zasłanianiem; jawnością/wstydliwością, ciekawością/tajemniczością. Jest jeszcze coś w tych pracach, co mi się podoba: elegancja, zresztą przedziwnie pojęta, bo czy można mówić o eleganckich wkładkach higienicznych? I jest też przyjemność, przyjemność ozdabiania się, prowadzenia tej dwuznacznej gry oraz przyjemność oglądania.



Sadza, 2006

 

To również znakomity przykład na odzyskiwanie ciała - w kraju, gdzie kobiece ciało nie do końca należy do kobiet, a bardziej jest obiektem manipulowania przez państwo. Oczywiście pokazała to znakomicie w swojej pracy pt. "Grzech pierworodny" Alicja Żebrowska, ale takich prac powinno być zdecydowanie więcej. Dlaczego ich nie ma? To proste, mają nikłe szanse ujrzeć światło dzienne, zaistnieć na wystawach, być prezentowane w publicznych galeriach.


Bo pojawia się przy tej okazji jeszcze jeden problem. Ewa przesłała mi te zdjęcia w związku z moimi rozważaniami na temat cenzury sztuki. Artystka zadała pytanie: czy jest miejsce w Polsce na pokazanie takich prac jak te. Publiczne galerie raczej nie są skore do takich prezentacji. To pokazuje, że myśląc o cenzurze, bardziej niż o jawnych przypadkach np. zamykania wystaw, warto zastanowić się nad uwewnętrznioną cenzurą, nad zakazami, które przyjmujemy jako naturalne, które jakby mimowolnie wciskają się w nasze myślenie. To jeden z najciekawszych problemów związanych z problemem tabu, reprezentowalności, ale również tego, co nam się podoba, a co odrzucamy. Jak bardzo bowiem w naszych ocenach, gustach odzwierciedlają się nakazy i zakazy społeczne?



Czarna biżuteria, 2005



© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci