Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : swastyka

Świątecznie

izakow2

Ho, ho, święta za pasem, a ja tu zarzuciłam moich szanownych czytelników ciężkimi tematami, a to fotografie choroby, a to wykorzystanie historii.

Zaskoczyło mnie trochę, że problem pop-historii w odniesieniu do takich wydarzeń, jak powstanie warszawskie czy powstanie wielkopolskie nie wywołuje aż takich emocji, jak wcześniejsze wpisy na temat swastyk czy antygatunkowizmu (no, może poza jednym wyjątkiem, gościa, który nazwał mnie "piiiiii..." (?) za to, że śmiem krytykować udział dzieci w powstaniu warszawskim). 

No to już się poprawiam i wracam do tematu swastyk, chociaż...

Te zdjęcia z pracami Bartka Adamczaka z 2007 roku przesłał mi jeden z czytelników, Marcin, a ja bardzo lubię takie prezenty (bardzo dziękuję!!!).



Marcin napisał, że to jego ulubione wersje swastyki, chociaż, gdybym zobaczyła te prace bez tego komentarza nie odczytałabym tego jako swastyk (a na pewno nie w pierwszej chwili).



Raczej te prace kojarzą się z płatkami śniegu, gwiazdkami zbudowanymi ze schematycznie potraktowanych ludzkich figurek. Umieszczenie na ścianach zegara sugeruje, że wciąż nasz czas zatacza koło, mówi o umykającym czasie, o powtarzalności, o naszym podporządkowaniu wobec czasu.



Ale z drugiej strony, ta praca ma w sobie coś radosnego, kojarzy się właśnie z gwiazdką, z zimą, ze świętami.
Nie sądzę co prawda, żeby autor miał na myśli święta, gdyż wystawa ta odbywała się bodaj latem.


Ale chyba ja sama zaczęłam już poddawać się magii świąt. Czy chrześcijańskie czy pogańskie, są to święta bardzo radosne. W tradycji pogańskiej ta radość związana jest z powrotem słońca po przesileniu zimowym, a więc z dopełnieniem się rocznego cyklu oraz z początkiem nowego cyklu, kiedy po najciemniejszych dniach wraca słońce a wraz z nim życie. Pod koniec grudnia w różnych kulturach od najdawniejszych czasów pojawiały się i nadal pojawiają różne symbole związane ze światłem (światłość w ciemności) - odrodzenie słońca obchodzono podczas antycznych Saturnaliów, Żydzi obchodzą święto świateł - chanukę, w religii katolickiej mamy gwiazdę betlejemską...
I można faktycznie to połączyć z tym prastarym, zapomnianym i wypartym znaczeniem swastyki, symbolizującej słońce i szczęście.

Życzę Wam wszystkim radosnych Świąt, pełnych jasności i ciepła!

P.S. Chcę jeszcze pogratulować kobietom, które zbierały podpisy pod projektem ustawy o parytetach. Udało się! Jesteście genialne! Olu, a Ciebie podziwiam najbardziej!!!

Swastyki c.d. i antygatunkowizmu c.d.

izakow2

Ślusarze w ostatniej gorącej dyskusji na temat antygatunkowizmu, Kanta i Agambena przypomnieli dawną sprawę Obarskiego. Owszem, oburzałam się wtedy bardzo na to, że wystawa Obarskiego Pole energetyczne nie doszła do skutku w toruńskiej Wozowni. Chociaż nie wiem, jak bym oceniła prace Obarskiego, gdyby mi dane było je zobaczyć.




A może uznałabym je za apoteozę swastyki i zgodziła się z sugestiami Żydowicza (które, niestety, pojawiły się jeszcze zanim wystawa doszła do skutku), że w naszej sytuacji historycznej apoteoza swastyki jest czymś podejrzanym, jest nadużyciem i uderza w pamięć ofiar Zagłady? Może i tak by było, ale powtórzę, co chyba trudno było zrozumieć moim interlokutorom, najbardziej zdenerwowało mnie to, że takiej możliwości oceny prac Obarskiego nie miałam. Ktoś uznał, że istnieją tematy tabu w sztuce. Ja takich tematów nie uznaję. Wtedy sprawa zaskoczyła mnie tym bardziej, że wielu polskich artystów w swych pracach symbolu swastyki używało.

A piszę o tym, bo dość dawno temu Marek Sobczyk opowiadał mi o swoich obrazach ze swastykami, a całkiem niedawno mi je podesłał – od Obrazu publicystycznego z roku 1981, będącego komentarzem do ówczesnej sytuacji, przez obrazy z drugiej połowy lat osiemdziesiątych: Adam i Ewa Braun (1986) i Według Hrabala (1987).


Adam i Ewa Braun


Ciekawe jest to, jak bardzo te obrazy wyprzedzają czasowo pewne zainteresowania współczesnych artystów. Gruppa niewątpliwie prowokowała, uderzając w utarte konwencje i wizualne przyzwyczajenia, w patos przykościelnej sztuki i bezmyślność schematów. A może też było tak, że kiedyś artyści byli odważniejsi?


Bo na marginesie – czy ktoś oburzał się na Zofię Kulik za pracę Figura swastyki z 1989 r.:


 


Ale miało być o obrazach Sobczyka. Obraz publicystyczny wydaje mi się najbardziej niebezpieczny, a właściwie niebezpieczeństwo widzę w możliwościach interpretacyjnych.




Symbolicznie być może da się to obronić przed „obrażalskimi”, w końcu swastyka jest rodzajem krzyża (proszę zajrzeć choćby do Słownika terminologicznego sztuk pięknych Kozakiewicza). Z drugiej strony, jasne jest, że w naszym kontekście kulturowym, swastyka uchodzi za symbol zła, podczas, gdy krzyż za symbol dobra. Przenikanie się tych symboli jest niepokojące, ale, czy nie jest niepokojące to, co dzieje się z krzyżami, które są używane w celach politycznych, propagandowych, niekiedy stając się symbolem przemocy? Np. krzyże na żwirowisku w Oświęcimiu, krzyże podczas procesu Nieznalskiej, krzyże podczas słynnego spotkania ekologów z mieszkańcami okolic Rospudy czy krzyże, o które znowu toczy się walka na scenie politycznej. Bo czy naprawdę prawdziwa wiara potrzebuje naznaczenia przestrzeni publicznej (a więc przestrzeni należącej do wszystkich, wierzących i niewierzących) swoimi symbolami? Czy chodzi o wiarę czy chodzi o władzę? Nie umiem tego zrozumieć inaczej niż jako rodzaj przemocy symbolicznej...  Ujęła mnie, ale też zasmuciła historia uczennicy wrocławskiego liceum, która napisała petycję o zdjęcie krzyży z jej szkoły. Dziewczyna spotkała się z pogróżkami, a krzyże ponoć w tym liceum i tak mają zostać. Ale to na marginesie, choć Marek wysyłając ten obraz napisał mi, że według niego on wciąż jest aktualny... Według mnie również. Zresztą ja stosunkowo od niedawna pracuję w miejscu, które nie jest naznaczone(poprzednie - publiczne, obecne - prywatne...).

Ale wracając do obrazów, w dwóch następnych swastyka pojawia się jako symbol zła.




Na obrazie Według Hrabala swastyki pojawiają się na płaszczu jednego z mężczyzn (Czecha czy Niemca?). Marek wskazuje, że obraz jest o czyszczeniu pamięci, ale w związku ze swastykami, spotkała go cenzura:


obraz ma też szczególną, polską historię dotyczącą higieny. Za to, że na obrazie są swastyczki został bardzo ostro oceniony i ocenzurowany przez Ryszarda Stanisławskiego, dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi, zrzucony z komisji zakupów razem z pozostałymi moimi obrazami na zasadzie: „taki co maluje swastyki nie będzie u mnie w muzeum”, i rzeczywiście nie było mnie od tego momentu w muzeum i wszystkich przedsięwzięciach, co jest o tyle ważne, że Gruppa jednak wtedy brała udział w wydarzeniach eksportowych, a były wtedy chyba tylko dwie bramki przez które przepuszczano: galeria Foksal i MS w Łodzi.


A najciekawszy wydaje mi się ostatni obraz Kasztan mały (1978 – 2002), znowu wieloznaczny, intrygujący formalnie.




A zresztą, zaczęło się od antygatunkowizmu, a, jak wynika z komentarza Marka Sobczyka, to on sam przedstawił siebie jako tego psa, aby pozbyć się skazy człowieczeństwa...

Pozwolę sobie przytoczyć cały komentarz Marka:


Pies Kasztan Alergik [Ruch ogona], 1988-2002, 130x130 cm, olej, tempera jajkowa na płótnie

Uczulony na zło, po prostu alergik, pies, który może orzekać o złu, czego nie może już robić człowiek (jako odpowiedzialny za zło). Pies w drodze do człowieczeństwa (jako człowieczek jeszcze nieodpowiedzialny za zło) został przedstawiony jako niosący krzyż (narzędzie zmiany świadomości i męki) i merdający ogonem.

To obraz skończony w 2002 roku, ale rozpoczęty wcześniej, a jako koncept rozważany przy okazji wystawy ‘Marek Sobczyk / Ein Psycholog erlebt das Konzentrationslager’, 1987, Pawilon SARP Warszawa.

Wybór psa jako alter ego artysty by zabrał głos w sprawach, gdzie artysta już nie może albo mu nie wypada, głównie sprawach skomplikowanych, gdzie człowiek jest zaplątany jako sprawca i ofiara, jako odkupiciel i grzesznik. Występuję do psa o imię, to przykład sublimacji. Moje imię Pies Kasztan Alergik, i to ja-on próbuje dokonywać ocen, tam gdzie mnie to się nie uda, bo tacy sami ludzie jak ja uczestniczyli w machinie zagłady, eksterminacji, podlegali i realizowali totalitarne zniewolenie. Pan Niewolnik Kat Ofiara [PNKO]. Wracając do Kasztana Alergika, jako człowiekowi* (złowiekowi) trudno mi jest powiedzieć: jestem uczulony na zło – jego przejawy, (zło?) swędzi mnie i dusi, natomiast kasztanowi Alergikowi to uchodzi , bo on jeszcze nie jest Człowiekiem, dopiero aspiruje – gorliwie aspiruje (jak przysięgający harcerz) i z tej pozycji aspirującego człowieczka może traktować prościej, po harcersku, zgodnie z przysięgą, sprawy zbyt trudne. Ja z kolei, żeby sformułować komunikat wobec tak skomplikowanych zagadnień, muszę pójść w jego stronę, stronę czegoś odrobinę mniejszego, gorliwego i nieobciążonego skazą człowieczeństwa.


*Po prostu, żeby jako człowiek pójść w pełni sił artystycznych przeciw zagładzie, przeciw wojnie, przeciw przemocy, trzeba za to zapłacić, to są nieliczne przypadki: Borowski, Wróblewski, Majakowski, to kosztuje – w ich wypadku kosztuje życie. Natomiast przypadki, kiedy wydaje się, że można wejść w tryb oceny takich zdarzeń, jako artysta właśnie, i to taki, co chce jeszcze zarobić, to się po prostu nie udaje. Przypadek Abakanowicz, czy przypadek pary artystów Komar/Melamid, to ludzie którzy zarobili, ale to nie jest dobre artystycznie. I coś za coś, stracili klasę, zarobili jakieś tam uznanie czy popularność czy pieniądze, powinni oddać to co zarobili; oddać uznanie, popularność i oddać pieniądze (jednak nic nie dostawszy z powrotem w zamian za zwrot).     

 

P.S. do mojej grupy z warsztatów – o podobnych problemach na najbliższym spotkaniu.

Cenzura w Toruniu

izakow2


Zelektryzowała mnie informacja dotycząca wystawy Przemysława Obarskiego „Pole energetyczne”, która miała zostać wczoraj otwarta w toruńskiej Wozowni. Ale otwarcia nie będzie.


Dlaczego?


Bo jednemu człowiekowi, a mianowicie Markowi Żydowiczowi, nie spodobało się zaproszenie.



 

Z fotografii na tym zaproszeniu oraz z zamieszczonego na nim tekstu, ów człowiek wywnioskował, że wystawa propaguje faszystowską ideologię. Ten człowiek nie jest byle kim. Przy jego liście do Marszałka Województwa Piotra Całbeckiego, który opublikowała „Gazeta Wyborcza”, wskazano, że jest on szefem Fundacji Tumult i dyrektorem Festiwalu Camerimage.


Nie będę udawać, że nie wiedziałam wcześniej, kim jest Żydowicz, ale tym bardziej przykre jest to, że ktoś znany w środowisku kulturalnym, potrafi zaprezentować taką ignorancję i sięga do tak niecnych argumentów, jak te, które pojawiają się w jego liście.


Jakie to argumenty?


W pierwszym zdaniu do marszałka, Żydowicz podkreśla swoją negatywną ocenę projektu wystawy otwarcia Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu. Pisze, że z trudem utrzymuje spokój i milczenie. Najdziwniejsze jest to, że Galeria Sztuki Wozownia i nowopowstające Centrum Sztuki Współczesnej to dwie zupełnie odrębne od siebie instytucje, więc, chciałoby się zapytać: „co ma piernik do wiatraka?”. I dlaczego pojawia się tu ciężki argument, że Toruń pretenduje do tytułu "Anty-Stolicy Kultury Europy"?


Toruń ma inne powody do wstydu, ale powstające tam Muzeum Sztuki Współczesnej jest absolutnym pozytywnym wyjątkiem w Polsce, a proponując otwarty na problematykę polskiej sztuki współczesnej program, ma szansę stać się jednym z najważniejszych ośrodków artystycznych w tym kraju. I raczej wstydliwe jest to, że ktoś związany z kulturą te fakty podważa, sugerując jakieś nieczyste interesy („Pomijam fakt, w jaki sposób to się odbywa”). To takie polskie – chciałoby się powiedzieć: żadnych konkretnych argumentów, jedynie insynuacje i stwarzanie negatywnej atmosfery.


Następnie Żydowicz podkreślając, że jest przeciwko cenzurze (sic!), domaga się od marszałka zdjęcia z kalendarza imprez Galerii Sztuki Wozownia wystawy „Pole energetyczne”.


Pisałam, że Żydowicz ujawnia swoją ignorancję, bo swastyka, do której się odwołuje, jak wiemy, pojawiała się już w sztuce prahistorycznej, na najstarszych zachowanych zabytkach występuje w różnych kulturach, mając przede wszystkim znaczenia związane ze szczęściem i symbolizując słońce, również odnoszące się do płodności. Jak powiedziała mi Ola Polisiewicz, swastyka była symbolem Wenus.


Oczywiście różne znaczenia przypisywane są temu, w którą stronę zgiete są jej ramiona. Ale nie ma sensu teraz tych znaczeń rozważać, odsyłam do historii swastyki opisanej choćby na Wikipedii.



Swastyki na rytualnym wózku z połowy II tysiąclecia p.n.e., (znalezionym w Vrsac)


Jest popularnym symbolem w buddyzmie i hinduizmie. W Polsce swastyka używana była jako ornament przede wszystkim w dekoracjach architektury i pomników zakopiańskich.



Swastyka na Kamieniu Mieczysława Karłowicza, niedaleko Czarnego Stawu Gąsienicowego w Tatrach


Wydawałoby się, że jest to ogólnie znana historia. Tymczasem Żydowicz pisze:


“Na zaproszeniu na wspomnianą prezentację, które trafiło w moje ręce przypadkowo, czytam: „ideą główną prezentacji jest rehabilitacja motywu swastyki oraz krzewienie pozytywnego wizerunku tego symbolu («przynoszącego szczęście »)”. W kraju, w którym kilka milionów istnień ludzkich (w szczególności Polaków i Żydów) uległo zagładzie, która przyszła pod sztandarami ozdobionymi tym symbolem, jakakolwiek próba artystycznego rehabilitowania tego znaku jest wyrazem ekstremalnej nieczułości, totalnej ignorancji, najwyższego braku szacunku dla cierpienia, bólu i ludzkiej tragedii! Sprawa genezy i ewolucji znaczenia symbolu swastyki powinna pozostać w gestii historycznych rozważań, a nie pseudoartystycznej prowokacji pod hasłem rehabilitacji! Po co? Dlaczego? Dla kogo? Chyba tylko dla egoistycznego (po trupach) zwrócenia uwagi na siebie („artystę” i „galerię”)”.


Ważne jest również to, że nawet, jeśli swastyka choćby w Niemczech jest zakazana choćby jako symbol nazistowski, to w sztuce pojawia się jako cytat, odwołanie, a nie jako element danej ideologii.


Bo ignorancja Żydowicza dotyczy nie tylko historii symbolu swastyki, dotyczy również sztuki współczesnej. Według jego argumentacji, prace, które używają symbolu swastyki, są pracami propagującymi faszystowską ideologię. A więc za takie należałoby uznać np. prace Zofii Kulik, Zbigniewa Libery, Grzegorza Klamana, Leszka Knaflewskiego i innych.


Ten symbol jest używany w sztuce współczesnej w różnych kontekstach, ale sugerowanie, że praca, która używa symbolu swastyki jest pracą propagującą faszyzm, jest naprawdę myśleniem karkołomnym i pokazującym całkowitą niewiedzę na temat współczesnej ikonografii oraz analizy ikonosfery dokonywanej przez artystów.


Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie dowiemy się już, jakie znaczenia mają prace Obarskiego. Bo ich po prostu nie zobaczymy. Bo nawet, gdyby artysta ujawniał swoje fascynacje ikonografią faszystowską, to rozmowa na ten temat mogłaby się zacząć dopiero wtedy, gdyby te prace zostały pokazane; dopiero gdybyśmy znali wystawę, a nie jedynie zaproszenie.


Zresztą zastanawiam się, czy w przypadku tego zaproszenia, większego problemu nie wywołuje to, że ukazana na tle swastyki osoba, przedstawiona jest w pozie ukrzyżowanego Chrystusa. Ale to już jest inny temat.


A tak, kolejny raz jakiś problem zostaje zamieciony pod dywan. Kolejny raz, ktoś chce decydować za innych, co mogą oglądać, a czego nie. Pisałam w ostatnim Nieregularniku Indeksu 73, że należy przypomnieć, że galerie publiczne powinny reprezentować interes publiczny, a nie interes jakichś ugrupowań czy pojedynczych osób (w tym przypadku interes pana Żydowicza). To ja sama powinnam decydować, co mam myśleć o pracach artystycznych i nie życzę sobie, żeby decydował za mnie na przykład pan Żydowicz.


Dlatego nie rozumiem, na jakiej podstawie Galeria odwołała otwarcie tej wystawy. W oświadczeniu, jakie wydała Wozownia, napisano, że wystawę odwołano w związku z atmosferą sensacji i prowokacji, ale to marne wytłumaczenie. Ze sztuką nowoczesną ta atmosfera wiąże się bardzo często, sztuka bywa niezrozumiana, ma różne odczytania, wzbudza emocje. Ale przecież nie ma w tym niczego złego. Wręcz odwrotnie. Kontrowersyjna sztuka wskazuje często na nierozwiązane społeczne problemy. Gorsze jest według mnie to, że wiele instytucji uginając się pod ciężarem oskarżeń, wskazówkami „przychylnych” urzędników, tak naprawdę uderza w artykuł 73 Konstytucji RP mówiący o wolności korzystania z dóbr kultury. Galerie, odwołując wystawy, bronią najczęściej swojego interesu. Tkwią w swego rodzaju klinczu. Ale to bardzo złudne myślenie, że obroną interesu galerii może być pogwałcenie prawa konstytucyjnego.

Przypadek i swastyka Knaflewskiego

izakow2

Moim życiem rządzi przypadek.


Piszę właśnie recenzję z wystawy LHOOQ w Galerii Piekary.




 

W pracy Piotra Wyrzykowskiego odbija się wnętrze Galerii Piekary z wiszącą na przeciwległej ścianie swastyką Leszka Knaflewskiego.



Nie miało mnie tam być. Byłam na innej wystawie ("Piętno historii" o Czerwcu 56) i z niej miałam pisać recenzję. Po otwarciu miałam iść na spotkanie Zielonych. Ale na wystawie o Czerwcu pojawił się Przemek Jędrowski, który powiedział, że w Galerii Piekary jest wystawa, którą robią Jarek Lubiak i Kamil Kuskowski. A że jestem fanką tekstów Jarka, a poza tym chciałam mu podziękować osobiście za ksero książki Derridy, które mi właśnie przysłał, wiedziona intuicją zamiast na Zielonych
(chyba chcą mnie już zabić za nieprzychodzenie), poszłam na Piekary.



Poznałam na tej wystawie fantastycznych ludzi, którzy prowadzą galerię Fotografii i Nowych Mediów w Gorzowie - Zbyszka i Monikę. Opowiadali mi o filmie, który zrobili o przywróceniu wypartej pamięci niemieckości Gorzowa. "Oral history" wypędzonych i wysiedlonych mieszkańców. Obiecali mi przesłać film, a do Gorzowa na pewno będę zaglądać. Najbliższa wystawa to Kuśmirowski (nomen omen - początek mojego bloga).




 

Piękna Monika pomiędzy "Kolorowanką" Karola Radziszewskiego a "pierogami" Oli Ska.



W ogóle było przemiło. Jak nie polubić Kamila Kuskowskiego? Albo Oli Ska, która pokazywała niesamowitą pracę z pierogami-waginkami. Skończyło się wszystko super imprezą, z której wróciłam po północy.



Jeśli zaś chodzi o sztukę straszną, to raczej niewiele jej tam było. Wystawa była przecież o seksie. Ale przynajmniej jedna praca była przerażająca. Zimna, stalowa "Good mit uns" Leszka Knaflewskiego - odwrócona swastyka z naciągniętymi na końce ramion prezerwatywami.




 

Kojarzy się ona z antyfaszystowskim fotomontażem z 1934 roku dadaisty Johna Heardfielda (Niemca protestującego tym nazwiskiem przeciw swej niemieckości). U Heartfielda swastyka jest zakończona ociekającymi krwią siekierami.



 

Knaflewski zaś nałożył na jej ramiona prezerwatywy przekształcając ją w przedziwną seksualną machinę.


Seksualną machinę wykształciła przecież władza III Rzeszy, jednym (mężczyznom) każąc umierać za Hitlera, drugim (kobietom) każąc rodzić dzieci na jego chwałę. Seks (którym epatowała sztuka III Rzeszy) nie miał tu innego znaczenia, jak prowadzić do tego celu. Kobiety za rodzenie dzieci "dla Hitlera" otrzymywały medale. Ten koszmarny system sprowadził je jedynie do funkcji biologicznych, związanych z rozrodczością. Silny naród, silna rodzina, najważniejsza rola kobiety jako matki... To wszystko nie jest jednak tak odległe. Powraca jak nocny koszmar w wypowiedziach naszych polityków.


Założone na swastykę prezerwatywy to jakby próba powiedzenia: stop! Dość namnażania się idei tego systemu, niech się nie odradza, niech wyginie. Ale niestety ten system i jego idee są jak wprawiona w ruch swastyka, która wiruje, nie dając się zatrzymać...



© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci