Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : marsz-rownosci

"Opór", ale jaki?

izakow2

Wciąż toczy się dyskusja pod wpisem „Polemika wokół Petera Fussa i ... Królewna Śnieżka”. Dyskusja wywołana przez bardzo ciekawy, również polemiczny tekst Piotra Pazińskiego, w którym wskazuje on na użycie Żydów w sztuce oraz ich uprzedmiotowienie, reifikację.


Wydaje mi się jednak, że aby dotrzeć w tej dyskusji do istoty współczesnego polskiego antysemityzmu, należy wskazać na jeszcze inną kwestię, a mianowicie używanie określenia „Żyd” jako inwektywy. Polscy nacjonaliści krzyczą podczas różnych politycznych konfrontacji: „Do gazu”, „Zrobimy z wami, co Hitler z Żydami”, „Ty, Żydówo”, Ty, Żydzie”. Bywa to relacjonowane przez media, ale zwykle uznaje się za rodzaj chuligaństwa, wybryku, i właściwie tylko tyle. Jest formą napiętnowania, stygmatyzacji.


Marek Edelman mówił w wywiadzie udzielonym w latach 80.: „Tak naprawdę jest nie do pojęcia, skąd bierze się problem antysemityzmu w kraju, w którym już nie ma prawie Żydów. Jednak z drugiej strony nie o to chodzi, że musisz być Żydem. O tym, kto jest Żydem decydują oni”. To ostatnie zdanie zwłaszcza należy podkreślić, bo nie tyle jest ważne, kim jesteś, ale to, w jaki sposób, jesteś określany, z jaką tożsamością jesteś wiązany i jakie są tego konsekwencje.


Przypominam te ogólnie znane fakty, bo oto pojawiła się nowa praca, która może wzbudzać kontrowersje związane z użyciem tego rodzaju haseł w sztuce. Wspominałam już o tym w poprzednim wpisie na temat „Urban Legends”.


Otóż jedną z prac była wideo-projekcja pt. „Opór” Marka Wasilewskiego. Została umieszczona w ogródku piwnym na ul. Półwiejskiej w miejscu, gdzie w 2005 roku odbywał się zakazany Marszu Równości.

Wtedy przeciwnicy Marszu krzyczeli w stronę jego uczestników: „Zrobimy z wami, co Hitler zrobił z Żydami”. Marek Wasilewski nagrał cheerleaderki w kolorowych strojach wykrzykujące tę właśnie frazę.


Podczas naszej wycieczki doszło do dość burzliwej wymiany zdań pomiędzy autorem a niektórymi osobami z publiczności (sama włączyłam też włączyłam się w tę dyskusję). Chodziło mianowicie o to, że praca ma w sobie bardzo duży ładunek agresji, że powtórzenie przekazu „Zrobimy z wami, co Hitler zrobił z Żydami” w jakiś sposób go potwierdza. Powtórzenie nigdy nie jest gestem niewinnym. Marek wskazał, że właśnie o to mu chodziło, aby wzbudzić reakcję wśród ludzi, którym ten przekaz wydawał się obojętny, aby każdy z widzów odczuł tę agresję sam na sobie. Czyli ten film był oporem autora wobec tamtej sytuacji. Ale czy rzeczywiście sam w sobie ten opór wyrażał? Czy nie mógłby być odczytana jako zachęta do agresji, do dalszego powtarzania tej frazy? A więc znowu mamy do czynienia z użyciem „Żydów”, oczywiście w zamierzeniu w sposób krytyczny, ale jakie są tego konsekwencje?


Marek Wasilewski zastrzegał, że był również uczestnikiem Marszu, że także boleśnie odczuł sam na sobie te słowa, ale czy ich powtarzanie nie jest też ponownym stawianiem tych samych osób, co wtedy w roli ofiar? A może jest to rodzaj powtórzenia traumy?


 

Dziewczyny w różowo-niebieskich strojach skaczące i wykrzykujące te złowrogie słowa nie są już tymi samymi agresorkami, co ludzie, którzy przyszli zaatakować Marsz Równości. Co więcej, te dziewczyny raczej swoim wyglądem przypominały barwnych uczestników Marszu. Doszło więc tu do specyficznej zamiany, bo czy uczestnicy Marszu Równości byliby w stanie coś takiego wykrzyczeć i, idąc dalej tym tropem, czy praca Wasilewskiego nie przedstawia ich tym samym w złowrogim lustrzanym odbiciu? 


I pewnie przez te blogowe dyskusje, skojarzyło mi się to z działaniem Fussa, który również w „Achtung” dokonał zamiany. Myśl o tej zamianie łączy się z tendencją do utożsamiania. Uczestnicy Marszu byli nie tylko kolorowi, żywiołowi (a takie są ukazane w tym filmie cheerleaderki), ale też przewodziła im grupa dziewczyn. Po drugiej stronie była grupka związana z Młodzieżą Wszechpolską, kibice, w większości mężczyźni (nie byli kolorowi, raczej buro-szarzy)...


Najbardziej jednak zaniepokoiło mnie powtórzenie słów „Zrobimy z wami, co Hitler z Żydami” – słów przerażających i potwornych. Ten przekaz, tak bardzo faszystowski w swojej wymowie (tak, wiem, macham pałką faszyzmu, ale jak widać wcale nie bezpodstawnie...), został więc w pewnym sensie zestetyzowany, zamieniony w barwny teledysk... Była to więc swego rodzaju banalizacja, (która miała też miejsce, gdy jedna z sieci sklepowych rozpoczęła akcję promocyjną pod hasłem „Marsz Równości Niskich Cen”), banalizacja związana z miejscem (ogródek piwny), formą (rodzaj teledysku).


Może się czepiam, a może tym razem ja mam problem z utożsamianiem się... I tym razem, przyznam rację Pazińskiemu, że warto zadać pytanie, co czują wykluczeni...

Marsz Równości w Poznaniu

izakow2

Tak było w 2004:





Demokracji starczyło na 200 metrów, tyle przeszedł Marsz nim drogę zagrodzili mu chuligani. Marsz powrócił do punktu wyjścia, wciskając się niemal w ścianę Zamku.



Tak było w 2005:







Marsz był zakazany, ale ten zakaz był bezprawny, co potwierdził późniejszy wyrok NSA. Bo prawo do wolności zgromadzeń jest jednym z podstawowych praw w demokracji.


Brutalne rozpędzenie Marszu przez policję było symbolicznym początkiem IV RP.



Ale humory dopisywały:





A ułożona ze świeczek pacyfa odbijała się znacząco w policyjnych tarczach.





A tak było w 2006:






Ciekawe, jaki będzie Marsz Równości w tym roku.



Program Dni Równości 2007 tutaj

Transparenty Bujnowskiego

izakow2

Pisałam ostatnio o haśle „Marsz Równości idzie dalej”. Pojawiło się ono również w serii „Transparentów” Rafała Bujnowskiego, prezentowanej podczas jednej z odsłon “W samym centrum uwagi” w CSW.


 

Artysta dość mocno oberwał za te prace. Obraziły się na niego organizatorki Manify Warszawskiej, że potraktował je instrumentalnie. Dorota Jarecka określiła te prace jako „kit”, pisząc, że artysta zaproponował różnym ugrupowaniom politycznym, że namaluje transparenty, które oni nieśliby w swoich demonstracjach. “Było mu obojętne w gruncie rzeczy, jakie to są organizacje - czy będą to feministki, pacyfiści, czy Młodzież Wszechpolska. Tak się złożyło, że Młodzież nie wykazała zainteresowania, i przez to Rafał Bujnowski został artystą lewicy. Stąd na wystawie znalazły się takie transparenty, jak np.: 'Zjednoczeni w demokracji', 'Marsz równości idzie dalej', a nie 'Żeby Polska była Polską, a nie drugą Palestyną'. Toby dopiero było wesoło, gdyby feministki albo Zieloni nieśli transparenty namalowane przez Rafała Bujnowskiego, a z naprzeciwka nacierałaby na nich Młodzież Wszechpolska też z kawałkami sztuki Rafała Bujnowskiego w rękach”.


O podobnym problemie wspomina Paweł Leszkowicz, pisząc: “powstała jedynie seria transparentów i obrazów z prodemokratycznymi hasłami, które są za pomocą suchego malarskiego języka zamienione na slogany. Tak sztuka zmienia pełną energii i sensu teraźniejszość w historię i unicestwia ducha rewolty. Jeżeli się nie dostrzega znaczenia u źródeł - to w istocie nie można go potem przekazać, w żadnym medium”.


 

Ciekawe są te spojrzenia na prace Bujnowskiego od strony politycznej, a nie artystycznej. Krytycy patrząc w ten sposób mają rację, pisząc o etycznej ambiwalencji czy zamrożeniu gorącego ducha demonstracji. Wystarczy zresztą porównać te dziwne „transparenty” Bujnowskiego z tymi, które zostały wykonane ręcznie przez organizatorów prorównościowych demonstracji. Są one żywe, kolorowe, niekiedy noszą ślady jajek, którymi rzucane w demonstrantów.



 

Te drugie są wyczyszczone, gładkie, przypominają bardziej tytuły tekstów prasowych niż transparenty używane na demonstracjach. A jednak transparentów Bujnowskiego użyto na demonstracjach. Co więcej wywieszone później w przestrzeni galerii, niosły wciąż te same przekazy, m.in. mówiły o tym, że Marsz Równości idzie dalej... (Ja sama jestem zwolenniczką subwersji i uważam, że jeśli przekaz pojawia się w innym, obcym sobie kontekście, nawet, jeśli jest osłabiany (czy mumifikowany, jak określa to Jarecka) – multiplikuje się, zmieniając znaczenia w sferze oficjalnej).



 

Ale dla mnie to jednak nie są prace polityczne, to przede wszystkim prace o symulacji. Cała twórczość artystów z byłej grupy „Ładnie”, to taka rodzima odmiana pop-artu. Trudno się dziwić, że pojawiła się tak późno, jeśli traktować ją jako odpowiedź na zalew kultury popularnej w Polsce, który nastąpił dopiero po 1989. Spoglądając od tej strony na prace Bujnowskiego, przypominają się „Flagi” Jaspera Johnsa i pytanie zadawane przy ich okazji: „Czy to jest flaga, czy to jest obraz?”. Podobnie w przypadku prac Bujnowskiego należałoby spytać: „Czy to jest transparent, czy to jest malarstwo?” To również pytanie o malarstwo jako dokumentację rzeczywistości. Oraz o relację między słowem a obrazem – czy są to obrazy czy tylko namalowane słowa? A jeśli traktujemy je jak obrazy – to dlaczego? To także pytanie: czy malarstwo może być polityczne? Czy też sama istota malarstwa unicestwia bezpośredniość i zaangażowanie charakterystyczne dla sztuki politycznej? Bo dlaczego te namalowane hasła ulegają de-radykalizacji? To zresztą dość charakterystyczne, że sztuka krytyczna nie posługuje się raczej malarstwem, a malarstwo wiąże się najczęściej z dystansem wobec samej rzeczywistości (czy wynika to z faktu samego malowania czy z pewnego anachronizmu wiążącego się z tym medium?). „Ładnie” to przede wszystkim dystans i ironia. W tym przypadku – patrząc na zdjęcia przesłane przez Rafała –zastanawiam się - czy to fotografie manifestacji czy akcji artystycznej? A przecież same Marsze Równości także uległy symulacjom, konstruowane przede wszystkim jako fakty medialne. Oczywiście te pytania można więc zadawać również w drugą stronę, już nie tylko o malarstwo. Bo czym są malowane naprędce, pospiesznie, nieporządnie – transparenty? Czy liczy się jedynie ich przekaz wyrażony w formie haseł czy liczy się również ich strona wizualna? Wydaje się oczywiste, że liczy się komunikat, ale dlaczego wobec tego – ten sam przekaz wyrażony w „zimnej” formie w pracach Bujnowskiego – jest odczytywany już zupełnie inaczej? Czy więc faktycznie możliwa jest symulacja wszystkiego? A jeśli nie, to, dlaczego jednak organizatorzy użyli tych prac jako transparentów? Czy więc pojęcia takie jak „obraz”, „transparent” to tylko pojęcia umowne?



 

Myślę, że te pytania można by jeszcze mnożyć. Ciekawa jest ta gra wywołana ni to obrazami, ni to transparentami Bujnowskiego.


I szkoda by były one oceniane tylko z jednej perspektywy – jako zawłaszczenie i manipulacja. Chociaż sama nie wiem, jak bym traktowała te prace, gdybym ich użyła na demonstracjach. Udało się tego uniknąć, bo Bujnowski jadąc do Poznania z transparentami, na których wymalował podyktowane przeze mnie hasła, utknął w zaspach.


W każdym razie ja osobiście lubię te prace.

Nowości queerowe, czyli Marsz Równości idzie dalej

izakow2

Ukazał się pierwszy numer elektronicznego czasopisma InterAlia http://www.interalia.org.pl zajmującego studiami nad seksualnością. Pismo jest recenzowane, międzynarodowe. Redaktorzy piszą, że „jeżeli studia queer maja przetrwać, muszą ulec radykalnej decentralizacji, skupiając się zarówno na lokalnych uwarunkowaniach tożsamości i polityki odmieńców jak i na procesach szeroko pojętej globalizacji”.


Jeden z działów zatytułowany jest „Marsz równości idzie dalej”. Znalazła się tam również moja analiza medialnych relacji z Marszu Równości w Poznaniu: http://www.interalia.org.pl/numery.php?nid=1&aid=3


A swoją drogą karierę zrobiło hasło „Marsz Równości idzie dalej”, które wymyśliłyśmy z Martą Jermaczek po tych feralnych wydarzeniach w Poznaniu w listopadzie ubiegłego roku. Przekonałyśmy też do tego hasła organizatorów późniejszych wieców solidarnościowych „Reanimacja demokracji - marsz równości idzie dalej”.



 

Jest to również tytuł filmu, który zrealizowała Ola Polisiewicz i który jest prezentowany na wystawie „Miłość i demokracja” w CSW Łaźnia w Gdańsku (do 10.09). Jest to już druga edycja wystawy, którą przygotował Paweł Leszkowicz. Dostałam właśnie świetnie wydany katalog z tej wystawy. Okazuje się, że w Polsce jest całkiem sporo dobrej sztuki, którą można uznać za twórczość queer. To ważna i potrzebna wystawa.


Estetyka łączy się z polityką, prywatne z politycznym, a Marsz Równości idzie dalej.

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci