Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : duchy

Piekło na Berlińskim Biennale

izakow2

Od dłuższego czasu nie mogłam zmobilizować się do pisania tekstu o historii i duchach. Robiłam wszystko, by się nim nie zajmować (głównie blogując). Gdy wreszcie się udało, utknęłam na samym początku, przy dwóch pracach, które stanowiły swoistą klamrę na berlińskim Biennale.


 

Andro Wekua, Do you want to play with me?, 2005

 

Pierwsza to „gotycka” praca Andro Wekui „Do you want to play with me?”, która znajdywała się w starym kościele ewangelickim; druga to „artystyczne mieszkanie” w Biurze w Plattenbau stworzone przez Kaia Althoffa i Lutza Brauna.

 

Obie były koszmarne, o obu trudno cokolwiek powiedzieć, ale obie miały też w sobie coś, że trudno o nich zapomnieć.


Chociaż większość komentatorów pomijała te prace, skupiając się przede wszystkim na tym, co było wystawione w dawnej szkole dla żydowskich dziewczynek, budynku KW oraz na cmentarzu.

Ale wycieczka po Auguststrasse zaczynała się od kościoła, a tuż przed cmentarzem, gdzie się kończyła było właśnie Biuro w Plattenbau. Pierwszy raz chyba doświadczyłam sztuki, która jest tak ohydna, że prowokuje wymioty – to przez ten smród, który nas stamtąd dosłownie wyrzucił. Notka w katalogu mówi o przywołaniu typowych, tanich, DDR-owskich „Plattenbaus”, które były wstrętne i śmierdzące. Volker Braun określił je doslownie: „cells for fucking, with a hot water supply”.


Kai Althoff & Lutz Braun, Buro in Plattenbau, 2005

 

Ale jest coś jeszcze – piekielny wygląd tego miejsca.


I dlatego napisałam, że ta instalacja stanowi klamrę wraz z początkowym domem z koszmarów Wekui.


Andro Wekua, Do you want to play with me?, 2005

 

W prowizorycznym domku ustawionym w kościele zamieszkują kobiety – trupy, zapraszające nas do zabawy. Jedna leżąca wewnątrz pomieszczenia na stole, uwięziona, jest podana niczym wytworne danie dla miłośników kanibalizmu czy też okropności. Druga spogląda na nas z góry, a z jej skórzanego stroju typu SM wycieka po jej nogach krew. Kusi i uwodzi – niczym manekin z sexshopu, lub też ma zamiar rzucić się na nas z góry, wbijając nam nóż w plecy...



Andro Wekua, Do you want to play with me?, 2005

 

 

A to manekiny z sexshopu z okolic Oranienstrasse w Dreźnie. Czyż nie są piękne i na swój sposób niewinne?

 

To piekło jest klamrą – piekło wyobraźni i piekło zgotowane przez ludzi. Piekło uwięzione w sztuce i przez nią przepracowane.


Ale obie prace prowokują pytania, które rozchodzą się w inne strony.


Praca Althoffa i Brauna jest dla mnie przede wszystkim kpiną z wyobrażeń o sztuce i zdegenerowanych artystach, którzy żyją niczym w chlewie, a ich sztuka to same obrzydlistwa. To kpina ze społeczeństwa, które oskarża sztukę, a nie rzeczywistość, na którą ona wskazuje, której jest jedynie cieniem – jak mówiła Sarah Kane. Ale cóż z tego, cóż nam z tej kpiny? Ci, z których się kpi – i tak pozostają obrażeni i nieporuszeni.


Praca Wekui zaś prowokuje pytania bardziej psychoanalityczne. Pyta o pożądanie okropności. O to, dlaczego to, co przeraża i to, co zachwyca jest do siebie tak podobne – niemal tożsame. Ale też o to, dlaczego zło potrafi być tak pociągające.


Zresztą – czym ono jest? Czy to, co obrzydliwe i wstrętne jest złe? A to, co piękne – dobre? Te pytania straciły swój sens po Holokauście. Piękno się skompromitowało, jeśli byli ludzie tacy jak Rudolf Hesse grający w wolnych chwilach piękne melodie na pianinie, doktor Mengele – z jednej strony przystojny i kulturalny, grający na skrzypcach, a z drugiej – sadysta zadający z zimną krwią okrucieństwo i śmierć.


To o tym właśnie mówiła ta znakomita wystawa stworzona przez Maurizia Cattelana, Massimiliano Gioni i Ali Subotnick – o myszach i ludziach, o ludzkiej naturze, o smutku egzystencji, o bliznach historii; o piekle, które jest w nas. Tak sądzę...

Peter Sis i duchy

izakow2

A może to ja zaczęłam obcować z duchami? Swojego własnego życia...


Spotkanie z przyjaciółką, która mieszka w Stanach. Po latach. Niesamowite. Zawsze szłam do przodu, zostawiając za sobą przeszłość. A teraz smakuję w takich zdarzeniach.



Ala przywiozła mi (a właściwie moim dzieciom) niesamowitą książkę-bajkę Petera Sisa "Tibet. Through the Red Box". Sis jest Czechem mieszkającym w Nowym Jorku, autorem i ilustratorem książek dla dzieci. Obrazki przypominają sny, a teksty oswajają koszmary.



Jedno z opowiadań mówi o chłopcu, który zwiedza magiczne pokoje, poznając sens kolorów.


Oto fragment w moim nieudolnym tłumaczeniu , dotyczący czerni:


"Czerń jest kolorem nocy, magii i cienia, kolorem nieznanego.
Możesz zaprojektować wszystkie swoje sny - także koszmary - na czerni".



Trudno bym wybrała inny kolor na bloga (choć Edyta mówi, że męczy oczy), trudno bym nie zachwycała się czarnymi tulipanami. Znajdę jeszcze czarne róże...



Wracając do Sisa - polecam animacje, które są w sieci:

http://www.petersis.com/index2.html


Jedna z historii opowiada o zaczarowanej bibliotece, w której nagle zza książek wyłania się zjawa bibliotekarza. Ta postać odwołuje się do innego bibliotekarza namalowanego przez genialnego manierystę Arcimbolda.





Bibliotekarz zjawia się niczym mara senna - zjawa ze starego obrazu. Duch książek. Strażnik wiedzy.


Pisałam przy innej okazji, iż według Gombricha sztuka powstała z właściwości naszej psychiki do projekcji. Zauważył to już Alberti, podejrzewając, że ludzie tak zaczęli zajmować się sztuką - iż w kształtach skały, pnia drzewa czy też kamienia - dostrzegli inny kształt - zwierzęcia czy postaci ludzkiej. Gombrich w "Sztuce i złudzeniu" pisze, że magia sztuki polega na tym, że inne kształty potrafią znaczyć coś innego.
Coś udaje to, czym nie jest.


Cieszyć się projekcją potrafią dzieci, które w kształtach chmur widzą zwierzęta, a kawałek kory potrafii być dla nich łódeczką. Stając się dorośli tracimy tę wrażliwość, ale pozwala ją ocalić sztuka - sztuka, która potrafi przywoływać duchy.

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci