Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : Pawel-Leszkowicz

Transeuropa w Lublinie

izakow2


5 maja w Lublinie rozpoczyna się festiwal "Transeuropa". Podjęte zostaną kwestie mniejszościowe (zarówno żydowskie, jak i LGBTQ). To z jednej strony próba powrotu do tradycji wielokulturowego, zróżnicowanego Lublina, a z drugiej uderzenie w ksenofobię i nacjonalizm, które są chyba szczególnie silne na tych terenach (a może jest to stereotyp, który taki festiwal pomoże zanegować?). To zarazem postawienie pytania, czy Lublin jest miastem otwartym - otwartym na przybyszów, na innych, na mniejszości. Bo to stosunek do mniejszości jest w gruncie rzeczy największym testem na demokrację.
Niestety sama nie dam rady pojechać, ale jeśli będziecie w okolicach, to gorąco namawiam, a poniżej tekst Tomka Kitlińskiego na temat festiwalu:

 

Sztuka, by zmienić Lublin. Lublin, by zmienić sztukę

Tomasz Kitliński

 LGBTQ i inne mniejszości ożywiają Lublin. To miasto między Polską a Ukrainą stanowiło przed Zagładą centrum kultury żydowskiej, a w XVI wieku ośrodek Reformacji. Sto sześćdziesiąt lat temu, Narcyza Żmichowska, feministka i autorka powieści Poganka (przełożonej ostatnio na angielski przez Ursulę Phillips) opiewała miłość między kobietami i za swój bunt wolnościowy uwięziona została przez władze carskie w Zamku Lubelskim. W międzywojniu, awangardzista Józef Czechowicz pisał poezję homoerotyczną i fotografował żydowski Lublin.

Choć uprzedzenia są silne, wyłania się dziś homo-Lublin: działają grupy upominające się o prawa mniejszości (Kampania Przeciw Homofobii, stowarzyszenie Faber Homo, Amnesty International, kolektyw alternatywny Tektura). Lubelscy artyści uczestniczyli w wystawach Pawła Leszkowicza Miłość i demokracja oraz Ars Homo Erotica w warszawskim Muzeum Narodowym. Ale Lublin nie jest wolny od polityki antymniejszościowej: w roku 2006 została zakazana wystawa przeciw fundamentalizmowi Tiszert dla wolności, a w roku 2009 skinheadzi zagrozili pokojowemu zgromadzeniu LGBTQ. Mimo naszych protestów, w roku 2010 neonazistowski marsz przeszedł głównymi ulicami miasta, w tym dawnej dzielnicy żydowskiej.

Przedstawiona w Galerii Labirynt podczas Festiwalu Transeuropa, wystawa Miłość to miłość ewokuje przestrzeń inności w sercu lubelskiego Starego Miasta, Żydowskiego Miasta Lublina. Ekspozycja przeciwstawia się wykluczeniom kulturowym w Lublinie i wzywa do równych praw w całej Europie. Wystawa prezentuje kampanię widzialności lesbijek i gejów Niech nas zobaczą, zakazywaną i wandalizowaną w roku 2003, ale popieraną przez Izabelę Jarugę-Nowacką, feministkę i obrończynię praw LGBTQ, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Na wystawie podobne kampanie z Chorwacji, Włoch i Wielkiej Brytanii tworzą panoramę sztuki aktywistycznej. Takie współdziałanie sztuki i sfery publicznej mogłoby zostać określone jako performowanie praw człowieka w sztuce (Lois Weaver i Lois Keidan), demokracja performatywna (Elżbieta Matynia), polityka rzeczy drobnych (Jeffrey C. Goldfarb) czy rewolta  intymna (Julia Kristeva).

         Kurator wystawy, Paweł Leszkowicz, uważa sztukę queer za nową dysydencję w Europie: to sztuka intymnej demokracji. Według niego, wobec represyjnego tła, kultura wizualna i kampanie LGBT rozwijają się dynamicznie,  reprezentując seksualny/polityczny bunt i tworząc alternatywną egzystencję oraz społeczeństwo obywatelskie. W swych wystawach, Leszkowicz  dowodzi, że nowa fala sztuki queer jest niezwykle silna w Europie Środkowo-Wschodniej. „Czas walki”, jak nazwał on jedną z części wystawy Ars Homo Erotica, inspiruje wyraz artystyczny.

          Leszkowicz argumentuje, że miłość pogłębia i personalizuje ideał demokratyczny, demokracja zaś promuje różne modele miłości. Przeciwstawiając się nietolerancji i politycznej homofobii, sztuka współczesna w naszej części Europy to pierwszy krok ku demokracji intymnej, która oznacza akceptację różnorodnych kultur, różnorodnych tożsamości, różnorodnych miłości.


Plakat chorwackiej organizacji lesbijskiej LORI z 2002 roku

 

W ramach Festiwalu Transeuropa w Cluj Napoca odbywa się wystawa Pulse, in the Veil insirowana Ars Homo Erotica Leszkowicza. Organizatorzy rumuńskiej ekspozycji piszą, że pokaz stanowi „gest polityczny poprzez otwarcie dialogu na temat miłości i pragnienia tej samej płci w Rumunii, w miejscu, gdzie jest to nadal tabu”. W Lublinie Festiwal Transeuropa obejmuje Miłość to miłość, debaty, warsztaty  i prezentację o niepokornych Żydówkach pochodzących z Lubelszczyzny: rewolucjonistce Róży Luksemburg, przywódczyni Bundu Belli Szapirze i artystce queer Nan Goldin. Spotkanie z Ireną Grudzińską-Gross, współautorką studium Złote żniwa. Rzecz o tym, co się działo na obrzeżach zagłady Żydów zaplanowano w Ośrodku „Brama Grodzka-Teatr NN”, który odnawia żydowskie życie w mieście. Inne dyskusje o żydowskim, ukraińskim i romskim Lublinie odbędą się także na Festiwalu Transeuropa. Międzykulturowość, płeć, queer i ekologia stanowią główne tematy Festiwalu.

Aktualne pozostaje pytanie etyczne: jak praktykować gościnność, żyć razem, troszcząc się o siebie i Innych, szanować tożsamości oraz różnice? Jak pielęgnować nasze wspólne człowieczeństwo - z uchodźcami umierającymi na granicach UE, kobietami, migrantami zamienionymi w niewolników, z Żydami, Romami, bezdomnymi, bezrobotnymi, osobami transgenderowymi i homoseksualnymi? Jak ograniczyć nadmierne, wręcz patologiczne, hołdowanie ścisłemu należeniu do „normy” (dominujący naród, heteronormatywność, grupa uprzywilejowana ekonomicznie) ze szkodą dla tych, którzy nie należą?

Inspirowani Biblią hebrajską, filozofowie Levinas i Derrida projektowali miejsce spotkania, myślenia i troski o inność w pomyśle kosmopolitycznego miasta otwartego (ville franche) czy miasta-schronienia (ville refuge).  Ich komentatorzy, Simon Critchley i Richard Kearney, określają to miasto jako przestrzeń, gdzie „migranci mogą szukać schronienia od prześladowań, zastraszenia i deportacji”. Myślicielka Hélène Cixous rozwija ideę gościnności w jej nadzwyczajnych pismach teatralnych i innych tekstach. W trakcie odwiedzin w Lublinie, historyk sztuki Piotr Piotrowski mówił o pojęciu muzeum krytycznego, które mogłoby inspirować „krytyczne, samokrytyczne miasto”; samokrytyczne otwarte miasto schronienia jest pilnie potrzebne tu i teraz.

Lublin szczyci się teatrem eksperymentalnym i sztuką. Galeria Labirynt przedstawiła prace feministyczne Zofii Kulik i Natalii LL; Waldemar Tatarczuk z Magdaleną Linkowską pracują nad nowym programem Galerii i podczas Festiwalu Transeuropa zaprezentują heterodoksyjne przedstawienia Madonny w malarstwie Katarzyny Hołdy. Żywimy nadzieję, że Miłość to miłość i inne wydarzenia Festiwalu wzmocnią na nowo różnorodność Lublina. Wystawa pielęgnuje dysydencję seksualną i odmienność uczuciową – i otwiera miasto. Czy Lublin będzie znów cosmopolis? Czy znikną fobie przeciw gejom, kobietom, „przybyszom”? To zależy od nas.


Igor Grubić, East Side Story, 2006-2008

 

Przygotowana w Lublinie, wystawa Miłość to miłość. Sztuka jako aktywizm LGBTQ – od Brytanii po Białoruś bada performatywne kampanie praw LGBT i sztukę queer w Europie. Poprzez estetykę, różnorodność miłości proponuje etykę równych praw. Mniejszości uczuciowe – zawsze twórcze w Lublinie – komponują swój autoportret; obok prac Igora Grubića (Chorwacja), Franko B (Włochy/Wielka Brytania) i grupy Bergamot (Białoruś), są tu kampanie z różnych regionów kontynentu i zawierają naszą fotografię – pary gejowskiej z Lublina – oraz instalację stu książek LGBT, wymyśloną w tym mieście. Ponad granicami, ponad uprzedzeniami, wystawa tworzy obraz gość-innych Lublina i Europy.

 

A w sieci...

izakow2

Z interesujących rzeczy w sieci:

Paweł Leszkowicz proponuje nową wystawę dla Muzeum Wojska Polskiego. Tytuł Die Soldaten. Paweł słusznie zauważa, że "w polskiej sztuce od kilkunastu lat rozwija się energetycznie nowa ikonografia militarna i żołnierska. Pora w końcu zapomnieć o Kossakach i Gierymskich i pozwolić sobie na nowy początek - na miarę nowej epoki, gdy nasi żołnierze są na globalnych frontach. Obowiązkiem jakiegoś muzeum jest poświęcenie uwagi tej nowej wersji dawnych junaków". Propozycja takiej wystawy, gdzie znalazłyby się prace m.in. Żmijewskiego, Libery, Kozaka czy Radziszewskiego wydaje się nie do odrzucenia!

O sprawie Kuszeja wciąż głośno. Roman Pawłowski przeprowadził z artystą wywiad, w którym artysta mówi:

"Chciałem zwrócić uwagę na problem pedofilii w Kościele katolickim, który w Polsce jest spychany na margines. Nie mogę pogodzić się z faktem, że osoby, których zadaniem jest kształtowanie postaw moralnych dzieci, krzywdzą je w straszny sposób, nadużywając ich zaufania".

Okazuje się też, że gdy policja wynosiła jego obrazy, Kuszej dowiedział się, że już ich nie zobaczy, zostaną najprawdopodobniej spalone. Cała sprawa przypomina polowanie na czarownice...

Nikt natomiast nie oburzał się na książkę Marcina Kydryńskiego "Chwila przed zmierzchem" (wydana w 1995 i 1997), która opisuje podróż do Afryki i zawiera sporo rasistowskich i seksistowskich myśli. Autor pisze o Murzynkach jako o klaczach, ale również o chęci spędzenia nocy z dwunastoletnią śniadą dziewczynką. Krótka i dość szokująca relacja na temat tej książki zamieszczona jest na Feminotece.

Książka ta, jak wynika ze wskazanego artykułu, pedofilii nie piętnuje. Jest wręcz odwrotnie. Kuszej z kolei zdecydowanie występuje w swoich obrazach przeciwko temu zjawisku.

Zawsze zastanawiało mnie to, jak wielka jest różnica między medium, jakim jest literatura oraz medium obrazowym. Na treści literackie raczej mało kto się oburza. Z kolei, do treści obrazowych mało kto przywiązuje wagę. Jedno spojrzenie wystarczy, by oskarżyć.... Jest to dość przedziwny mechanizm.

Ars Homo Erotica i Ars Erotica

izakow2

 

Za nami otwarcie wystawy „Ars Homo Erotica” w warszawskim Muzeum Narodowym. To bardzo dobra wystawa przygotowana przez Pawła Leszkowicza w świetnej aranżacji Ramana Tratsiuka. Wystawa ważna, gdyż to pierwsza w Polsce (i nie tylko w Polsce!) prezentacja usuniętej na margines homoerotycznej ikonografii, która istnieje w sztuce od czasów najdawniejszych. Zarzuty, które pojawiały się przed wystawą, że jest ona jedynie dla gejów i lesbijek są zupełnie absurdalne. Tak, jak absurdalny byłby argument, że wystawa sztuki religijnej, która powstawała najczęściej na zlecenie kościoła katolickiego, jest tylko dla katolików, albo, że np. obrazy przedstawiające bukiety kwiatów są tylko dla florystek a obrazy marynistyczne tylko dla żeglarzy. Przyznacie Państwo, że gdyby padły te ostatnie argumenty, trudno byłoby potraktować je poważnie. Tematy religijne, erotyczne, florystyczne, marynistyczne i wiele, wiele innych składają się na rozległy krajobraz sztuki dawnej. Tak się jednak stało, że w obrazie dawnej sztuki, który kształtują instytucje (historia sztuki, muzea, krytyka artystyczna i inne) dominuje perspektywa męska i heteroseksualna. I nawet, jeśli w kanonie dawnej sztuki jest miejsce na arcydzieła choćby Michała Anioła czy Caravaggia, to jednak kwestia ich seksualności, jako, że nienormatywnej, zostaje pominięta milczeniem. Kanon nie był tworzony z perspektywy uniwersalnej, tworzony był przez określonych ludzi, o określonym statusie społecznym, mających określone upodobania.  

W roku 1994 w warszawskim Muzeum Narodowym miała miejsce wystawa „Ars Erotica” która, jak twierdziły jej kuratorki, Elżbieta Dzikowska i Wiesława Wierzchowska, była największym dotychczasowym przeglądem współczesnej sztuki erotycznej w Polsce. Autorki wystawy zauważyły zróżnicowanie podejść artystek i artystów do erotyki, jasne i ciemne strony erotyzmu, ale jednak ich wybór oraz przedstawienie tematu, wpisywał tę sztukę w heteronormatywny ogląd. Choć były na tej wystawie prezentowane prace, w których uwidaczniał się homoerotyzm: Izabelli Gustowskiej czy Igora Mitoraja.

Maria Janion w katalogu „Ars Erotiki”, przywołując „Cierpienia młodego Wertera”, pisała o romantycznej miłości, o szaleństwie, cierpieniu i umieraniu z miłości. W takiej perspektywie nawet erotyka obciążona jest straceńczą wizją i zamiast przyjemności pojawia się kult cierpienia. W jakiś sposób uwidoczniło się to również w niektórych pracach pokazywanych na „Ars Erotice”, gdzie więcej było bólu niż przyjemności, smutku (np. u Zbyluta Grzywacza), aniżeli radości. Według mnie, w tym „prawidłowym” i „poprawnym” erotyzmie, dominowała wizja sadomasochizmu, co potwierdza tezę Ewy Lajer-Burchardt o polskiej samomasochistycznej kulturze.

Wystawa Pawła Leszkowicza zrywa więc nie tyle z dominacją paradygmatu heteroseksualnego, ile przede wszystkim z erotyczno-cierpiętniczym paradygmatem na rzecz pochwały przyjemności. Oczywiście wystawę można (i powinno) się krytykować. Mam problem z niesproblematyzowanym męskim aktem. Szkoda, że wystawa przeciw wykluczeniu w jakiś sposób jednak kontynuuje tradycję wykluczeń. Brakuje ciał kolorowych, gdyby był chociaż malutki Mapplethorpe..., albo niepełnosprawnych (mam na myśli chociażby homoerotyzm w dawnych pracach Artura Żmijewskiego). Jest to w gruncie rzeczy wystawa dość grzeczna (sadomasochizm, który może nawet zdominował „Ars Erotikę” na „Ars Homo Erotice” pojawia się marginalnie). Zabrakło mi Tamary Łempickiej i bardziej kolorowych czy odważnych przedstawień erotyzmu lesbijskiego. Nie mam jednak zamiaru czepiać się Pawła Leszkowicza, choć pewnie podejmę jeszcze dyskusję z tą wystawą.  To jego autorski wybór, nieoczywisty i intrygujący (np. „Ganimedes”), estetyczny, ale też niezapominający o polityce („Czas walki”). To bardzo ważna wystawa i chwalić trzeba Muzeum Narodowe w Warszawie, że tę wystawę zorganizowało. Bo kanon, o którym pisałam na początku należy problematyzować i zmieniać, jeśli tylko chcemy by sztuka (także ta dawna) była dla nas wciąż czymś żywym i fascynującym.


 

Fragment pracy Davida Ćernego. O zamieszaniu i historii związanej z tą pracą tutaj 

Tryskanie farbą i nie tylko

izakow2

Problem płynów fizjologicznych, a konkretnie mleka oraz związanych z nimi znaczeń symbolicznych, przypomniał mi kwestię konotacji pomiędzy energią artystyczną a energią seksualną oraz płynów fizjologicznych używanych przez niektórych artystów. Pewnie już o tym nieraz pisałam.


Renoir, gdy był już stary i schorowany, zapytany o to, jak to możliwe, że mimo artretyzmu wciąż maluje piękne akty, odpowiedział, że maluje swoim penisem. Kandinsky mówił, że traktuje płótno jak nagą dziewicę, którą zdobywa jak europejski kolonizator. Picasso dolewał ponoć do farby swojej spermy, ale najciekawszy w tym kontekście wydaje się Jackson Pollock, który rozkładał płótna na ziemi, obchodził je z wszystkich stron wylewając na nie farbę, paćkając je, tryskając, brudząc, rzucając na nie śmieci i odpadki (np. martwe osy w „Oczach w upale”). Problem jego tryskanych obrazów został przedstawiony przez Pawła Leszkowicza w tekście „Sexy Pollock”.



 

Pozwolę sobie przytoczyć fragmenty tego fascynującego artykułu. Leszkowicz zwraca uwagę na nową relację do pola obrazowego, na które patrzy się w dół, schodzi w dół ku tym wszystkim elementom, które uznaje się za niskie. Czasami, gdy zbliżymy twarz do pięknych abstrakcji, wydają się one pulsująco odpychające.



 

Wskazując na znaczenie tryskania, Leszkowicz przywołuje interpretacje feministyczne, które wyartykułowały to, co w malarstwie jest niewypowiedzianie oczywiste: smugi bieli przeplatające się wśród innych barw i linii wyglądają niczym wytrysk spermy. Całe te pomazane płaszczyzny mogą kojarzyć się z efektem seksualnego tryskania.


Nieświadomość, której dopatrują się w sztuce Pollocka liczni interpretatorzy, wydaje się ekspresją aktywności czystego libido. Jest to pierwotna nieświadomość związana z popędami i instynktem, stąd wynika jej energia oraz wymykanie się wszelkiemu znaczeniu. Pollock zanurzył wizualność w libidalnej lawie. Feministyczne analizy dotknęły sedna, określając sztukę Pollocka jako głęboko maskulinistyczną, jest to bowiem ekspresja męskiego libido, unikalny przykład jego artystycznego zmaterializowania, a nie tradycyjnej transpozycji objawiającej się w kobiecych aktach.


Pollock nigdy nie wypierał tego pogrążenia w instynktownej bazie. (...) W roku 1989 ukazała się kontrowersyjna książka Stevena Neifeha i Gregory White Smitha pt. "Jackson Pollock: An American Saga", dokładnie dokumentująca jego "ubikacyjne" zwyczaje i skandale.


Najsłynniejszy epizod miał miejsce na przyjęciu u Peggy Guggenheim, kolekcjonującej i wystawiającej dzieła Pollocka. Oburzony jej prośbą o przycięcie monumentalnego "Muralu" tak, by pasował na ścianę mieszkania, artysta nasikał na kominek w obecności swojej patronki i gości.


Autorzy biografii notują również częste przypadki oddawania moczu w miejscach publicznych, a także spektakularne "załatwienie się" na łóżku bogatej i sławnej Ms. Guggenheim. Przytaczane są również plotki głoszące, iż Pollock zwykł oddawać mocz na płótna przeznaczone dla dealerów i klientów, których nie lubił oraz, że w dzieciństwie on i jego brat byli obsikiwani przez pijanego ojca.


Analogia pomiędzy malarstwem akcji, polegającym na rozlewaniu farby na podłoże, a fizjologicznym gestem tryskania nasieniem lub moczem pogłębia rozumienie Pollocka opisywanego zazwyczaj jako artysty, który radykalnie zespolił malarstwo z energią psychiczną i cielesną. Ta cielesna podszewka wydaje się istotą aktu transgresji, z jakim mamy tutaj do czynienia. Akcentowanie tej instynktownej i wysoce indywidualnej strony sztuki Pollocka stanowi interesującą kontrinterpretację inspirowanej Jungiem wizji malarstwa archetypicznego, otwierającego się na uniwersalne mity z dna podświadomości.



 

Ciekawe, prawda?


Dla porządku warto jeszcze wspomnieć o lubującym się w płynach cielesnych Andreasie Serrano i choćby takiej pracy, jak „Frozen Sperm”.


 

 

Ale przede wszystkim chciałam zwrócić uwagę na jedną pracę współczesną, a mianowicie „Cream Pie” mojego ulubionego Maurycego Gomulickiego.


Dodam tylko, że określenie creampie używane jest w slangu pornograficznym, a co oznacza, to już domyślcie się sami, gdyż wynika to z tego obrazka.



 

Ta praca też wydaje się swoistą ekspresją męskiego libido, choć zupełnie inną, niż w przypadku Pollocka. Gomulicki rozsadza kategorie sztuki i pornografii, ale chyba zgodzicie się, że przedstawia niezwykle piękne, choć, w jakimś sensie, niebezpieczne formy. Co prawda to niebezpieczeństwo nie tyle wynika z tego, co przedstawione, bo przecież „róża jest różą”, ale raczej z dwuznacznego tytułu oraz tego, co jawi się w naszej wyobraźni (aż chciałoby się powiedzieć: naszej libidalnej wyobraźni, choć nie wiem, czy to prawidłowy termin).


W zaczarowanym Poznaniu

izakow2

Moi drodzy! Wzięłam wczoraj ślub!



Zresztą nie tylko ja...



To oczywiście żart. Uczestniczyliśmy w akcji "Love Stories" Izabelli Gustowskiej.



Bo właśnie od "Love Stories" rozpoczął się Festiwal Sztuki w Przestrzeni Publicznej "Urban legend". Artystka nawiązała do legendy Parku Sołackiego, romantycznego zakątka Poznania, który przynosi szczęście młodym parom.



Na zdjęciu m.in. z artystką, Ramanem Tratsiukiem oraz jako pannami młodymi: Justyną Ryczek (tuż obok mnie), Anią Tyczyńską (pierwsza od lewej) i małpą. Małpa wróci jeszcze później...


Po sesji fotograficznej na Sołaczu, wybieramy się na poszukiwanie następnych legend:



Oprowadzać nas będzie Paweł "Fabulous" Leszkowicz. To on jest zdecydowanym gwiazdorem dnia! I to właśnie Paweł wraz z Izą Gustowską (pomysłodawczynią imprezy) oraz Ramanem Tratsiukiem przygotowali Festiwal.



Paweł jako przewodnik po poznańskich legendach jest po prostu genialny! W jednym z autobusów konkurencję próbuje mu robić Pan Szymon z instalacji dźwiękowej Sławka Sobczaka, "opowiadający" o poznańskich Jeżycach.


Najpierw jedziemy odsłaniać tablicę pamiątkową upamiętniającą aktywność pioruna kulistego na Chwaliszewie:




To praca "Piorun Kulisty" Jakuba Czyszczonia i Honzy Zamojskiego.
Później trafiamy na poznańskie mosty...

 


Lepiej nie zbliżać się za bardzo do Pawła. Ochrona jest czujna!



Wśród publiczności znowu pojawia się tajemnicza małpa.



A niektórzy mimo zimna dalej paradują w strojach ślubnych (Anka Tyczyńska).



To już stojący na moście św. Rocha Edgar Allan Poe w instalacji "Śniąc sny" Piotra Kurki. Jedna z poznańskich legend mówi o tym, że zabłąkał się tu tajemniczy brat bliźniak pisarza...




To piękna praca! Poe nie schodzi z góry, więc go zostawiamy i jedziemy dalej...
Na dworcu poznajemy dziwną historię "Jak Greisera wieszali" Piotra Bosackiego, później wspomnienie nieistniejącego już kina "Bałtyk", awantura przed galerią "Stereo", gdy jedna z mieszkanek kamienicy udaremnia występ Leszka Knaflewskiego i wreszcie coś dla ciała: Kiełbasa!!!!



To zdecydowanie jedna z najlepszych prac!!! "Fat Love" Aleksandry Ska w delikatesach mięsnych Prosiaczek.



Oddajemy hołd legendarnej białej wielkopolskiej kiełbasie, którą spożywamy, niektórzy kupują jeszcze kabanosy.



Zostawiamy kiełbasianą boginię, by udać się na Stary Rynek.



Paweł i Raman z artystką, Katarzyną Podgórską-Glonti, której instalacja z dźwiękiem"Anna, Barbara, Elżbieta, Katarzyna"  upamiętnia poznańskie służki, na które nałożono kary za zbyt strojne ubieranie się i z tych kar ufundowano poznański pręgierz. Służki karane były z zawiści poznańskich mieszczek, które strojności i zbędnego wydawania pieniędzy nie aprobowały.



Następnie szukamy czarownic.



Z jednej z piwnic dobiegają krzyki i lamenty...
Niektórzy są przerażeni:




 

Czarownice torturowane przez telewizję publiczną w pracy autorstwa Virgins Deluve Edition.



Paweł przeprowadza wywiad z autorkami: Alexis Anorexis i Mariją Hysterią.

 



 

A to "Dziewczynka i szczury" Agaty Michowskiej na ulicy Sierocej, upamiętniająca średniowieczną baśń o sierotce Adelce, która przyjaźniła się ze szczurami. To jedna z moich ulubionych prac (obok "Fat Love" Oli Ska i Edgara Allana Poe Piotra Kurki), a może zresztą najlepsza.

 


 

Ulica Sieroca to rewiry mojego dzieciństwa. Chociaż ja znam inne legendy o szczurach, zbyt przerażające, aby je tutaj opowiadać...



Autorka przy podwórku z Adelką.



Paweł znowu opowiada o złych poznańskich mieszczkach...



 

"Życie organiczne" Grupy Bergamot. Współczesne tabliczki żebracze jako cenne manuskrypty trafiły do Muzeum Narodowego.






"Straszne drzewo" Alicji Wysockiej.



 

Autorka spętała i unieszkodliwiła grasujące na Placu Wolności zbrodnicze drzewo, które porywało ludzi.



 

A to już akcja uwalniania drzew i uruchamiania zieleni miejskiej - grupa Tasak.




 

Praca "Poznański Kupiec" Wojtka Dudy i Rafała Jakubowicza.To słynna budka z kurczakami przy placu Wiosny Ludów; budka, której właściciel, prawdziwy poznański przedsiębiorca, wciąż stawia opór neoliberalnemu światu. Te kurczaki mogłyby być nowym logo miasta!



 

Niektórzy przed budką z kurczakami spędzili całe popołudnie (Piotr C. Kowalski i Piotr Bernatowicz), przynajmniej najedli się w spokoju. Kiedy nadciągnęła tu wycieczka pod przewodnictwem Pawła, niemal wszyscy rzucili się na kurczaki.

 


 

Piotr C. Kowalski przechadza się po swoich przejściowych, przejezdnych i przejechanych obrazach.



 

Pomiędzy tymi obrazami, jest jeszcze kolorowy, dziecięcy.



 

"Opór" Marka Wasilewskiego. Na ul. Półwiejskiej nie mogło zabraknąć odwołania do legendarnego zakazanego Marszu Równości z 2005 roku. Praca ma w sobie bardzo duży ładunek agresji, postanawiamy więc z Pawłem zaatakować autora.



 

Na jednym z podwórek poznajemy historię "O pokolanym POZNANIU" Darii Giwer. To tragiczna historia o nieszczęśliwej miłości, o zamkniętym na podwórzu kochanku i kochance, która zniknęła i odnaleźć ją można ponoć jedynie w poznańskiej Palmiarni. Ale zjawia się znowu małpa, to chyba ona była tą tajemniczą kochanką...


Temat 'zwierzęta i ludzie' jest kontynuowany w filmie o słoniu Ninio Pawła Leszkowicza, którego projekcja ma miejsce w Spocie.

 



 

Paweł nie spotkał w ZOO homoseksualnego słonia, chociaż chciał mu dać jabłko i go bardzo pięknie nawoływał. Słoń ukryty jest przed oczyma ciekawskich (a może w geście obrony przed promocją homoseksualizmu?) w Słoniarni wybudowanej za 34 miliny złotych, która architekturą przypomina muzea sztuki współczesnej. Znakomity film! Paweł! Brawo po raz kolejny!


Trzeba przyznać, że dziwny jest ten Poznań, zwykle nudny i bezbarwny. Na ten jeden dzień zamienił się w miasto poszerzające granice wyobraźni, zaczarowane przez artystów, odkrywane przez naszą wycieczkę prowadzoną przez "Fabulousa" Leszkowicza.


Najbardziej chyba urzekła mnie bajkowość całego przedsięwzięcia, jego fantazyjność; oryginalna, trochę campowa, trochę baśniowa estetyka, przy jednoczesnym dość mocnym zaakcentowaniu wątków społecznych i politycznych.
I ja tam byłam, kurczaków nie jadłam, ale piwo piłam. Tyle relacji na gorąco (wybaczcie ew. błędy i pominięcia). Przyjdzie jeszcze czas na interpretacje, bo warto!


P.S. Bardzo dobra dokumentacja na blogu Projekt Miasto Vol.2

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci