Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : cyborg

Artmix o cyborgach

izakow2

Po dniu, kiedy Obieg zniknął z sieci, jakby na potwierdzenie tezy Kuby Banasiaka, o której pisałam wczoraj, że krytyka artystyczna umiera, dziś Obieg pojawił się na nowo, a wraz z nim - nowy Artmix na temat cyborgów.


 

Patryk Lichota, Magdalena Przybysz, Marta Romaszkan, "Strange lóóp" - fotografia z tekstu Eweliny Jarosz

 

W nowym Artmixie zamieszczone są teksty Marcina Wilkowskiego, Eweliny Jarosz, Beaty Łazarz i Marty Maksymowicz odnoszące się do cyborgizacji współczesnej kultury, jak i do samej figury cyborga, a także recenzja Barbary Röhrborn z retrospektywnej wystawy Diane Arbus w berlińskim Martin-Gropious-Bau. Artykuły te mogą inspirować i zaskakiwać. Ja chcę tutaj zwrócić uwagę tylko na jeden z tekstów, w zasadzie najmniej odnoszący się do sztuki, a podejmujący temat sztucznej pamięć.


Pisze o niej Marcin Wilkowski w tekście memory_get_usage: cyborg jako metafora pamięci w nowych mediach. Autor podejmuje temat przechowywania wspomnień w dobie cyfryzacji, wskazując, w jaki sposób zewnętrzna pamięć w postaci twardych dysków, interfejsów, elektronicznych archiwów, zamieszczanych na portalach społecznościowych fotografii oraz tekstów, zmienia naszą pamięć. Tak powstaje pamięć cyborga - "niekończący się, interaktywny lifestreaming, nieskończenie puste miejsce wymagające nieustannego uzupełniania", niedająca jednak prawa do zapomnienia.

 

Tekst jest niezwykle inspirujący, zwłaszcza, że obecnie w dobie natłoku informacji, nie poradzilibyśmy sobie bez sztucznej pamięci. Moją sztuczną pamięcią jest między innymi ten blog, utrwalający przemyślenia, spostrzeżenia na temat zobaczonej sztuki, wrażenia z podróży, nie tylko artystycznych, będący też katalogiem moich ulubionych prac. Bardzo często przygotowując coś na zajęcia czy pisząc jakiś tekst uruchamiam tę sztuczną pamięć, wrzucając do blogowej wyszukiwarki jakieś hasło. Żałuję, że takiej wyszukiwarki nie mam we własnej głowie, prawdę mówiąc nie miałabym nic przeciwko temu, aby być bardziej cyborgiem (piszę "bardziej", bo uważam, że w zasadzie wszyscy jesteśmy już cyborgami). Nawet nie wiem, ile obrazów, prac, tekstów, przemyśleń umknęło by mi bez tego "pamiętnika", jakim jest ten blog!


Ale ma rację Wilkowski, że w ten sposób nasza pamięć podlega formatowaniu, że pewne rzeczy wpisywane są w gotowe schematy, w których jakoś się nie mieszczą lub, do których nie przystają. Autor pokazuje to znakomicie na przykładzie facebookowego fanpage'a Muzeum Auschwitz, gdzie kolejne wpisy opatrywane są zwyczajowym kliknięciem "Lubię to". Wilkowski zauważa: "W ten sposób sam interfejs w jakimś demonicznym stylu nadaje pozytywny wymiar informacjom o kolejnych transportach i mordach więźniów. Część użytkowników nie widzi w tym nic złego - w pełni akceptują narzucany im język, chociaż z pewnością wyrażają za jego pomocą zupełnie odwrotne emocje".


Pamiętam, że miałam podobny dyskomfort podczas referatu pana prowadzącego ten fanpage podczas konferencji w Sztutowie właśnie na temat pamięci i muzeów Zagłady w dobie cyfryzacji. Dla mnie jeszcze bardziej demoniczne, od tego, o czym pisze Wilkowski, było wskazywanie, ilu fanów ma strona Muzeum Auschwitz (zajrzałam teraz - ponad 70 tysięcy!), ile ma odwiedzin w ciągu dnia, miesiąca, roku, ile pojawia się tam komentarzy, a wszystko to zaświadczać miało o popularności tej strony i pośrednio o tym, że "PAMIĘTAMY". Ale miałam wrażenie, że to, co "pamiętamy" odsunięte jest gdzieś w dal, a na pierwszym planie pojawia się popularność strony i liczby fanów, odwiedzin, komentarzy itd. I miałam skojarzenie z tym, co powiedział kiedyś Mirosław Bałka, że "Holocaust przelicza się na liczby", ale nie daje nam to nic w zrozumieniu tej tragedii.


Nie chcę przez to powiedzieć, że taki fanpage nie powinien istnieć, chcę podkreślić za Wilkowskim zmianę struktury pamięci, jej formatowanie, ale i nasze uzależnienie od sztucznej pamięci. Zastanawia mnie, czy gdyby wszystkie komputery oraz inne elektroniczne nośniki pamięci (jak chociażby telefony komórkowe) uległy nagle awarii, to co i w jaki sposób byśmy jeszcze pamiętali? Anna Nacher, która wczoraj występowała w Poznaniu, zarówno na koncercie grupy Karpaty Magiczne, jak i na spotkaniu promocyjnym jej znakomitej książki "Rubieże kultury popularnej", mówiła, że wrócilibyśmy w takiej sytuacji do znaczenia oralności, ja myślę, że również do znaczenia bezpośredniego doświadczenia. Ale niekoniecznie jest to sytuacja, o której marzę. We mnie niepokój spowodowało już, wspomniane na początku, jednodniowe zniknięcie "Obiegu" (wraz, z którym zniknął Artmix i parę, a może parenaście moich tekstów, a więc jeszcze jedna moja zewnętrzna pamięć).


Poniżej spis treści nowego Artmixa:


Marcin Wilkowski, memory_get_usage: cyborg jako metafora pamięci w nowych mediach 

Ewelina Jarosz, Naprawdę dobrze zrobić coś nie tak: cyber punkowy performance "Strange lóóp" 
Beata Łazarz, Nieznośna cyborgiczność terroryzmu 
Marta Maksymowicz, "Onone - Świat Po Świecie" - cybernetyczne ciało jako pełnia 

Barbara Röhrborn, Diane Arbus - "A further chapter in the history of mistery"


Polecam też materiał Aleki Polis z wystawy przygotowanej przez Dawida Radziszewskiego w poznańskim "Psie", jeśli znajdę czas - postaram się parę słów o niej napisać.

Siła cyborgów

izakow2

Od czasu do czasu ujawnia się na moim blogu komentator, który nienawidzi, gdy piszę o cyborgach. Wszystko mu się nie podoba. Nie twierdzę, że jestem znawczynią tematu, ale wydaje mi się to dość zabawne, że do tematu cyborgów ktoś może podchodzić tak bardzo... dogmatycznie. Bo czy cyborgi mogą być dogmatyczne? Dogmatyzm wydaje się sprzeczny z ich naturą.


Jakiś czas temu ukazała się książka Magdaleny Radkowskiej-Walkowicz Od Golema do Terminatora. Wizerunki sztucznego człowieka w kulturze o micie sztucznego człowieka w literaturze, filmach, podaniach.


Książka ważna i potrzebna na gruncie polskim, bo temat jest rzeczywiście mało poruszany i rozpoznany. Ale tym razem ja czuję się jak mój komentator, bo książka zostawiła we mnie dość duży niedosyt, zwłaszcza, że wcześniejsze artykuły Radkowskiej są świetne.


Otóż, podstawowe pytanie, które towarzyszy rozważaniom zawartym w tej książce dotyczy tożsamości człowieka. I od razu można się czepiać, bo czy my wszystko musimy odnosić do nas samych?


Radkowska-Walkowicz wskazuje, że człowiek sięga po figurę sztucznego człowieka, chcąc dotrzeć do istoty człowieczeństwa, określić to, co w człowieczeństwie jest nieredukowalne. To właśnie z tego, według autorki, wynika popularność motywu sztucznego człowieka w kulturze. Definiując go, mówimy, kim my nie jesteśmy. „Sztuczny człowiek – nawet ten bez metalowej powłoki – jest więc lustrem, w którym przegląda się nasze człowieczeństwo”.


Można jednak polemizować z autorką, czy faktycznie najważniejsze dla podań, powieści i opowiadań o cyborgach jest znalezienie definicji człowieka, oddzielającej nas od sztucznych ludzi, czy najważniejsze jest poszukiwanie różnic czy może raczej należałoby szukać podobieństw...


Teoretycy współczesności właśnie w przekraczaniu, a wręcz likwidacji granic, poszukiwaniu obszarów „pomiędzy”, otwieraniu się na wieloznaczność i hybrydyczność, widzą szansę przekroczenia logo-, euro- i fallogocentrycznego dyskursu zakładającego wyższość człowieka i jego zachodnio-europejskiej kultury oraz skupiającego się właśnie na ustanawianiu granic. Tymczasem poddanie ich w wątpliwość, a nawet ich zniesienie daje szansę otwarcia się na skolonizowane obszary inności. W tym tkwi polityczna siła figury cyborga, która przez autorkę została niemal pominięta.


Jak pisała Donna Haraway w słynnym Manifeście Cyborgów: „wszyscy jesteśmy chimerami, wymyślonymi i sfabrykowanymi hybrydami maszyny i organizmu, słowem, jesteśmy cyborgami. Cyborg jest naszą ontologią, wytwarza naszą politykę”. Według Haraway cyborg uwypukla istniejące już obecnie szczeliny pomiędzy niegdyś nienaruszalnymi granicami: rozmycie linii dzielącej człowieka od innych żywych istot, a także pomiędzy zwierzęco-ludzkim organizmem a maszyną. Ten mit o Cyborgu mówi więc o przekraczaniu granic, stara się, według Haraway, przeciwstawić nasilającemu się na całym świecie wzrostowi władzy oraz ułatwić walkę o inne formy władzy i przyjemności w społeczeństwach, gdzie technologia określa życie. Haraway wskazała na rozmycie granic między „naturalnym” a „sztucznym”, „ludzkim” a „nieludzkim”, a zarazem pokazała, że dotychczasowe próby zdefiniowania człowieczeństwa są raczej iluzją naszej kultury.


Stellarc

 

Czyż my sami nie jesteśmy coraz bardziej zcyborgizowani? Wszczepiane w ciało endoprotezy, rozruszniki serca, śruby noszone w kościach po ich złamaniach, sztuczne zęby, szkła kontaktowe czy sztuczne substancje, które serwujemy naszym ciałom, jak np. antybiotyki, czynią nasze ciała coraz mniej „naturalne”. Pomysły na wszczepianie w ciało chipów, minimalizacja urządzeń elektronicznych, które wnikają coraz bardziej w nasze ciała (jak choćby popularne słuchawki telefonów komórkowych noszone głównie przez kierowców) sprawiają, że granica między ludzkim ciałem a maszyną staje się coraz mniej czytelna. Ludzie egzystują coraz bardziej bezcieleśnie, coraz modniejsze stają się wirtualne społeczności (jeśli nie ma cię na facebooku, nie istniejesz, choć to jednak dość nudna rozrywka ;-)



Mariko Mori

 

Samo pojęcie „natury” wydaje się nie mieć już znaczenia, wszak nie istnieje nieskażona „natura”, nieskażony „naturalny wygląd”, zaś to, co myślimy o naturze jest w gruncie rzeczy, jak udowodniła Judith Butler, jedynie kulturową interpretacją natury.


Czy ma więc sens argumentować na rzecz różnic pomiędzy człowiekiem a androidem, jakby na siłę poszukiwać definicji „człowieczeństwa”? Bo może jest tak, że te próby wynikają z naszego strachu przed naszą coraz bardziej cyborgiczną naturą? (Hm, ktoś nawet się na mnie obraził za to, że mówiłam, iż stajemy się cyborgami, nie jest jednak ten pogląd tak łatwo przyjmowany.) Jak stwierdza sama Radkowska-Walkowicz: „Wraz z obcym do uporządkowanej przestrzeni przedostaje się groźba chaosu. Boimy się, że otworzy się przed nami świat, którego reguł nie znamy”. Ale, czy rzeczywiście może chodzić o to, że androidy, jak ostrzegają twórcy science-fiction, niosą zagrożenie dla ludzkości? Czy raczej o to, że gdy brak ściśle wyznaczonych granic, będziemy zmuszeni, by wciąż na nowo definiować siebie, każdą sytuację rozpatrywać jednostkowo, zamiast używać utartych schematów myślowych? A więc być może, paradoksalnie, staniemy się dzięki temu bardziej ludzcy („Myślę, więc jestem”), zamiast jak automaty odtwarzać utarte wzorce kulturowe?


To przekraczanie granic, otwarcie na związki ze światem maszyn i zwierząt, wydaje się czymś najbardziej inspirującym, a zarazem krytycznym względem wciąż jeszcze ujawniających się założeń oświeceniowej filozofii (śmiem twierdzić, że dominująca pozycja, którą zajmuje człowiek w rozważaniach Radkowskiej-Walkiewicz, jest również bliska tejże filozofii). A przecież, jak pisała Claudia Springer w książce Electronic Eros. Bodies and Desire in the Postindustrial Age:


Kiedy granica między ludzkim i sztucznym upadnie, wszystkie inne dualizmy również ulegną rozproszeniu, a ich obie części staną się nierozróżnialne, usuwając człowieka z unikatowej i uprzywilejowanej pozycji, którą zajmował w filozofii oświeceniowej. Faktycznie, granice ulegające transgresji są zasadniczą cechą postmodernizmu, a cyborg jest ostateczną transgresją granicy (za: Monika Bakke, Ciało otwarte, s. 155).



Orlan

 

I czy w kulturowych wyobrażeniach na temat cyborgów właśnie ta transgresja granic nie wydaje się najbardziej pociągająca?


Książka inspiruje do przemyśleń, ale zabrakło mi w niej podkreślenia tej transgresywnej siły cyborga.

Czy sztuka Izabelli Gustowskiej jest polityczna?

izakow2


Do teraz wydawało mi się, że nie.


Że jest to sztuka spoza czasu, ideologii i polityki.



Tymczasem w odniesieniu do ostatniej wystawy, która jest prezentowana w Muzeum Narodowym w Poznaniu, najpierw przyszło mi do głowy, że jest to sztuka bardzo cyborgiczna, a potem odczytałam ją jako polityczną, wręcz radykalnie polityczną, bo ekofeministyczną.




Life is a Story, 2002, fragment



Nie wiem, co na to artystka. Ja sama zdziwiłam się tym odczytaniem.



Oto fragment mojego tekstu:



"Stworzony (a może raczej wygenerowany) przez artystkę świat - zwielokrotnionych ekranów, które ukazują ślady życia nasuwa jeszcze jedno futurologiczno-ufologiczne skojarzenie. Przebywając we wnętrzu tego totalnego dzieła - możemy poczuć się tak, jakbyśmy byli na pokładzie wielkiego statku kosmicznego, gdzie przybysze z innych planet zbierają, rejestrują i przetwarzają ślady życia na ziemi.
Ale też próbują zachować i wydobyć z tego wszystkiego, co rejestrują, jakąś esencję - to, co jest najlepsze i najpiękniejsze. Takie wrażenie można mieć zwłaszcza w przypadku oglądania, chyba najbardziej poetyckiej, pracy pt. "Namiętności i inne przypadki".




Namiętności i inne przypadki, 2000



Otwierające się formy - ni to kapsuły, ni to muszle przywołują na myśl kokony, które pojawiają się na filmach SF i w których hodowane jest ludzkie życie, lub też z których wylęgają się cyborgi. Te formy kojarzą się z próbą ochrony tego, co najbardziej cenne. Być może artystka wskazuje, że w świecie zdominowanym przez maszyny i media - to, co jest najcenniejsze to uczucia.


W "Namiętnościach...", jak i w "L'amour passion" artystka przedstawia różne rodzaje miłości - pomiędzy kochankami (zarówno hetero-, jak i homoseksualnymi), miłości (do) dziecka, ale i (do) zwierzęcia; miłości siostrzanej i miłości przyjacielskiej. Jakby właśnie to należało chronić najbardziej!




L'amour passion, 2001-2005


Tym samym ta cyborgiczna opowieść staje się utopijnym ekofeministycznym projektem świata, w którym na pierwszym miejscu znajdują się takie wartości, jak miłość i przyjaźń, szacunek do świata, opiekuńczość, bliskość ze światem przyrody - zamiast rywalizacji, zdobywania, postępu i wojny. To wizja nowej ekofeministycznej etyki, w której najważniejsze jest nasze powiązanie z otoczeniem (zamiast rygorystycznego podziału na "ja" i "inni"), kontakt z drugim człowiekiem, jak i z przyrodą (traktowaną na równi, na zasadach partnerskich - zamiast stosunku panowania i podległości), otwarcie na inność, szacunek dla różnic. To etyka pochwały różnorodności. To wizja wielogłosowości (same głosy są zresztą na wystawie bardzo ważne, słyszymy, jak przeplatają się ze sobą: szepty, krzyki, rozmowy - tworząc w ten sposób wielogłosowy szum)."




Sztuka łatwego wyboru, 2006

Sama nie wiem. Boję się "naciąganych" interpretacji. Ale też w przypadku prac Gustowskiej, znaczenia wydają się prawie niemożliwe do uchwycenia. Może więc, zwłaszcza w tym przypadku, możliwe są jedynie różne sposoby odczytania.



Cały tekst tutaj

Wartopia Oli Polisiewicz

izakow2


Już dawno chciałam tu wspomnieć o „Wartopii” Oli Polisiewicz – pracy prezentowanej w Galerii Le Guern (19.12.06 - 17.02.07).


Jest to wirtualna wizualizacji Warszawy – tak, jak miała ona wyglądać według projektów urbanistów III Rzeszy, a później – socrealistów z czasów stalinowskich.


Inaczej – to wizualizacja miasta poddanego całkowicie dyktatowi totalitarnych władz. Ale zarazem to miasto wirtualne, w które można wejść, jak w komputerowej grze. Dlatego przeraża i poraża swą nieludzkością, ale i pociąga i prowokuje naszą ciekawość.


“Stworzone przez nią miasto jest pustynią ludzką, miastem-widmem, po ulicach którego hula wiatr niespełnionej historii” – pisze Michał Suchora w internetowym “Obiegu”.



 

O powstawaniu tej pracy, jej koncepcji oraz o problemie miasta (na przykładzie Warszawy i Gliwic) pisze z kolei Ewa Toniak w "artmixie".


Mnie interesuje w tej pracy jeszcze jeden problem – a mianowicie cyborgizacji miasta.


Bo Ola Polisiewicz stworzyła właśnie takie miasto-Cyborga, które jest hybrydą (łącząc rzeczywistość i wirtualność, stan faktyczny z tym, co pozostało jedynie w sferze planów, porządki, które są ze sobą sprzeczne. To wytwór rzeczywistości społecznej i fikcji, jak powiada Donna Haraway w „Manifeście cyborgów”).


Jaki jest cel tego zaskakującego projektu? Rekonstrukcja historii? Pytanie o miasto? Może pytanie o wirtualizację historii? Czy pytanie o działanie totalitarnej władzy?



 

Do opisu miasta nieraz używano cielesnych metafor.


Miasta pielęgnowane przyjmują piękny wygląd, pozostawione same sobie, zarastają i dziczeją. Noszą blizny przeszłości. Rozmaite plastyczne operacje próbują naprawić wcześniejsze błędy. Miasta starzeją się i są odmładzane. Itp., itd.


A w tym przypadku mamy do czynienia bardziej z metaforą ciała-Cyborga. Sztucznego konstruktu powstającego na użytek ideologii i władzy.


Zastanawia mnie możliwość wyzwolenia, która jest ukryta w tym projekcie. Cyborgi bowiem, jak pisała Donna Haraway we wspomnianym Manifeście, są nieposłuszne swym ojcom, nieprzewidywalne, rozsadzają dotychczasowe konwencje i definicje. Symulują politykę, a hierarchie zastępują układami scalonymi.


Jest w tym zawarta dekonstrukcja totalitarnej władzy (w sensie ukazanie jej marginesów, ale zarazem tego, co stanowi jej sedno), ukazanie jej złowrogiej potencji, a także możliwości realizacji. Pokazanie, że władza zasadza się również, a może przede wszystkim na organizacji czasu i przestrzeni, na wpisywaniu w taką strukturę ludzkiego ciała, by stało się dla niej użyteczne. Bo totalitarna władza to przede wszystkim zawładnięcie nad czasem i przestrzenią.

Ola Polisiewicz, IBM

izakow2


 

Ktoś z gniazda za uchem wyjął zatyczkę i wsunął drzazgę mikrosoftu, ktoś inny poprzez biosoft wywołał wrażenie intymnego kontaktu, ktoś wszedł do bazy danych, lub zagubił się w jednym z korytarzy. Wszyty w udo biochip nie pozwalał zaś uciec.


Połączeni z siecią.


To oczywiście wizje z książek Williama Gibsona. To cyberpunk, który oddaje nasze dążenie do zjednoczenia z maszynami, do bycia Cyborgami.


Jesteśmy już bardzo blisko.


Ale to najbardziej oczywiste znaczenia cyberpunka. Mnie w książkach Gibsona urzeka coś jeszcze – ukazanie totalnego uwikłania w sprzeczne, brudne interesy; brak jasnych podziałów na dobro i zło; niemożność znalezienia dobrego rozwiązania i coraz większe uwikłanie w grę (zwaną życiem?). Dobre metafory wszechotaczającego nas neoliberalizmu.


Jakiś czas temu pisałam odnośnie neokanibalizmu o napiętnowanym przez IBM Teatrze Słowackiego, prezentując zdjęcie, które wysłał mi Rafał Malarski. Napisała później do mnie Ewa Charkiewicz, wspominając o pracy Oli Polisiewicz. Ola z kolei napisała mi, że przeczytała książkę Edwina Blacka „IBM i Holokaust”, a więc tak jak Żmij, którego cytowałam na blogu.


Ola wspomniała też, że poczuła się dziwnie „korzystając z komputera koncernu, który skonstruowal i wyposażył obozy w maszyny do numerowania ludzi...”



 

No i tak powstała praca “IBM”.


A ja pomyślałam sobie, że praca Oli to świetny przykład cyberpunkowej sztuki.

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci